niedziela, 15 stycznia 2017

Przegryw życiowy

No powiedzcie, czy to nie jest piękne? ❤ Dziękuję, Maggie!


Znowu mnie tu parę dni nie było, najpierw dlatego, że musiałam się pozbierać po ponownym pojawieniu się Breivika publicznie (mogłabym coś napisać, ale i tak już się tu wystarczająco poniżam, więc wolałam przeczekać), a jak już mi się psychiczne rany mniej więcej zasklepiły, to się rozchorowałam - od piątku wieczora mam gorączkę i kaszel i chociaż dzisiaj nie jest jakoś dużo lepiej, to myślę bardziej trzeźwo i bardziej mogę zebrać myśli.
Chociaż tak w sumie poddaję to w wątpliwość, kiedy myślę o tym, ile razy dzisiaj płakałam. A płakałam, no, co najmniej 3 razy (to dużo na jeden dzień, serio), w tym raz na bajce, na której - choć darzę ją sporym uczuciem - nigdy nie płakałam. Reszta była na transmisjach z finału WOŚP.


No i zawiązując temat - oglądałam dzisiaj Dzwonnika z Notre Dame. O uczuciach z nim związanych pisałam już w tej notce sprzed prawie roku. Dzisiaj odświeżałam sobie go w sumie przez przypadek, bo nie było nic w magicznym pudełku i jak mój tata znalazł to, to już zostawił. Uświadomiłam sobie, że ja przez te sześć lat nie widziałam go w całości. xD Bo oglądałam go w ferie w 6 klasie podstawówki, a potem nie kojarzę, żebym oglądała. Poza tym, jak skojarzyłam jedną rzecz, to aż z dwóch związanych z nią powodów zachciało mi się tak płakać i śmiać jednocześnie, że myślałam, że się nie uspokoję. Chodzi o to, że Frollo ma takie ubranie, że to wygląda, jakby nosił biały golf.
Biały golf wam chyba coś mówi, prawda?
No właśnie mnie też mówi.
Pierwszym powodem do śmiecho-płaczu było uświadomienie sobie, że tak naprawdę chcę mieć biały golf nie od ostatnich wakacji, ale właśnie od sześciu lat (już wtedy byłam zafiksowana na punkcie... no, generalnie ubrań).
Drugi powód to myśl, że ja jednak muszę być przegrywem życiowym, skoro nie przez niecały rok, ale przez 6 lat nie kupiłam sobie tego, co chcę.
Ostatnio uświadomiłam sobie co prawda, że jest jeszcze przynajmniej jedna taka rzecz, którą sobie kupuję od paru lat, ale kurde, mam DWA powody, żeby kupić ten jebany sweter i nadal nie miały takiej siły przebicia, żeby to się stało?
Teraz do końca zimy już jest w sumie bliżej niż dalej - chociaż bardziej chodzi o to, że godzę się z tym, że w tym sezonie nie będę miała tego swetra i nadarzy się kolejna okazja, takie godzenie się zawsze do mnie przychodzi po świętach - ale w następnej zimie nie ma bata, będę miała biały golf. Będę zbierać w sobie siły na kłócenie się z mamą, że białe golfy nie są takie złe. Ewentualnie wcielę w życie mój szatański plan i kupię sobie sama. xD


Ale na razie muszę zbierać siły na dalsze chorowanie, więc oddalam się. Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz