wtorek, 7 lutego 2017

Cudze szczęście

Opowiastka sprzed dwóch dni:
Mam na Facebooku polubioną stronę fanów musicalu Notre Dame de Paris, i przedwczoraj (czyli piątego) był organizowany dzień z jedną z aktorek (czyli cały dzień wstawiali jej piosenki itp.). Patrzę na posty na Facebooku, potem na datę, jeszcze raz na posty, jeszcze raz na datę, odsuwam się, myślę Chwila, łączę fakty, a na koniec mówię No tak, bo ona ma dzisiaj urodziny.
A przed chwilą dowiedziałam się, że dwie osoby z obsady, o których zawsze myślałam, że byłyby idealną parą, faktycznie były w związku przez ładnych kilka lat, ale rozstały się kilka miesięcy przed ślubem. Szkoda, byliby fajną parą.
Ale zauważyłam przy okazji, że dorosłam, bo jakby się czternastoletnia-piętnastoletnia ja dowiedziała, że byli parą i się rozeszli, to by krzyczała, płakała i w ogóle wściekała się na cały świat, a teraz tylko przyłożyłam sobie ręką w twarz w wyrazie podziwu dla swojej intuicji i umiejętności jasnowidzenia (bo nie uważam, że to tylko kwestia przypadku), a potem stwierdziłam, że tak bywa i trudno, jeżeli tylko teraz są oboje szczęśliwi, to ja też się mogę tylko cieszyć. Cudze szczęście jednak czasem mnie cieszy, hehe.
Aż nie wierzę w to, co mówię, ale dobra.

Ej, właśnie siedzę i zastanawiam się nad sensem mojego życia. Dziwnie mi z myślą, że faktycznie byli razem.


I z tą myślą pójdę dziś spać, bo na to już pora. Może jutro napiszę coś dłuższego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz