czwartek, 23 lutego 2017

Parszywa siódemka

350 post na blogu! ❤ Chyba dobiję do 400 przed moimi wakacjami. A do rocznicy to już na pewno.


Przedwczoraj znaleźliśmy z kolegą na jakiejś grupie filmik, gdzie pies reaguje na Sieg Heil uniesieniem łapy. Zaczęliśmy się w komentarzach umawiać, że znajdziemy jakiegoś psa i go nauczymy. Jakiś znajomy kolegi stwierdził, że jego dziewczyna (w sensie tego mojego kolegi) ma psy i może pożyczyć. Co ważne, mój kolega jest singlem, ale wiedziałam, że zarywał kiedyś do jednej koleżanki z klasy, ale coś nie pykło, więc nie omieszkałam mu uświadomić, że chyba wiem, o kim ten jego znajomy myśli.
Wczoraj wywiązała się taka rozmowa:
Ja: Widziałeś jakiegoś psa? Żeby wytresować?
Kolega: No, znalazłby się. A w ogóle, to o kogo chodziło?
J: No, o M. z naszej klasy.
K: Ale to dawno i nieprawda.
J: Ja wiem, ale wiem też, że się z nią umówiłeś, opowiadała kiedyś przed wfem, ale jak coś, to nie wiesz ode mnie.
K: Spoko, ale komu mówiła? Tobie mówiła?
J: No w szatni przed wfem opowiadała, nie mnie ale tam byłam to słyszałam. Mówiła, że gdzieś ją zaprosiłeś, ale potem dała ci kosza.
K: Potwierdzam, tak było. 42 zł na tym straciłem! Ale w sumie się cieszę, że to nie wyszło, bo wiesz, ona to w sumie brzydka jest.
Najpierw go wyśmiałam, bo sam nie grzeszy urodą, ale potem się z nim zgodziłam, bo w sumie to ma rację.

Poza tym wczoraj był dzień polecania filmów. Mam wrażenie, że polecałam coś dwóm osobom, ale pamiętam tylko jedną sytuację. Miałam w szkole koszulkę ze Złota dla Zuchwałych i na tandemie wolontariuszka z Ukrainy odczytywała napis, to przy okazji wyjaśniłam, że to z filmu i powiedziałam, że polecam.


Teraz pora na wyjaśnienie dzisiejszego tytułu notki.
Jeśli śledzicie uważnie tego bloga, to słyszeliście o filmie Parszywa dwunastka. Dzisiaj na wosie, jak pisaliśmy sprawdzian, nauczyciel rozkminiał, ilu nas pisze maturę z wosu. Doliczył się siedmiu i powiedział:
- To teraz trzeba was jakoś nazwać, tę elitę piszącą. Na przykład Parszywa siódemka.
Natychmiast załapałam dowcip i musiałam przesiedzieć dobrą minutę z przygryzioną wargą, żeby się nie rozchichotać na całego. Wybiło mnie to trochę z rytmu, ale przynajmniej miałam z czego śmiać się pod nosem.

Potem mieliśmy niemiecki i kolega denerwował panią, śpiewając zabronioną zwrotkę hymnu Niemiec. A na polskim buntowałam się trochę i pisałam na Snapchacie z moją przyjaciółką. [Muszę tu chyba wprowadzić jej imię, bo mi dziwnie się pisze "przyjaciółka", to słowo nie pasuje do mojego słownika]. Nawet zabawnie się tak siedziało i zlewało lekcję.


Dobra, kończę, bo chyba pora iść spać. Niby jutro zaczynam później lekcje, ale zapowiada się intensywny dzień i nie chcę być trupem.
Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz