piątek, 10 lutego 2017

Przypadek?

No hej!


Oglądałam sobie wczoraj Milionerów, program, który wrócił do TVN-u po jakimś czasie. Aż mi się łezka w oku zakręciła. Kiedyś uwielbiałam to oglądać i powiem wam, że... dalej uwielbiam. :)

Poza tym naprawiłam sobie komputer, który od jakiegoś czasu się zacinał, i nie chciał się dobrze wyłączać (kiedy włączało się go na następny dzień, wyskakiwało powiadomienie o ponownym uruchamianiu, a nie powinno, bo wyłączałam całkiem normalnie). Okazało się, że wystarczyło usunąć pliki z kosza, których - jak się okazało - było 44,4 gigabajta. Ja wiem, że ja tego kosza nie czyściłam, odkąd dostałam komputer, a dostałam go niecałe trzy lata temu (na zakończenie gimnazjum), ale nie sądziłam, że aż tyle się tego uzbiera.






Dzisiaj w szkole było całkiem spoko. Na długiej przerwie śpiewałam sobie Pompeii Bastille, które ktoś puścił ze szkolnego... radia (chciałam powiedzieć radiowęzła, ale trudno nazwać radiowęzłem ustawioną w jednej z klas wieżę audio podłączoną do dwóch głośników na korytarzu). Podjarałam się tym, że puścili tę piosenkę, bo wcześniej przeleciały chyba trzy pod rząd takie, które znał kolega, ale których nie znałam ja, a przy tej było odwrotnie. Hehe.
Poza tym uciekłam z dodatkowego angielskiego, bo się gorzej poczułam. W sensie głowa mnie trochę rozbolała i brzuch, bo znowu jestem przeziębiona i jeszcze mam parodię okresu (parodię, bo wszystkie objawy - psychiczne i fizyczne - na niego wskazują, ale krwawienie jakieś takie mało obfite), to zadzwoniłam do mamy i kazała mi wrócić wcześniej do domu. Poszłam się zwolnić u pani i poleciałam na przystanek, po drodze wskakując do Netto i robiąc zapasy słodyczy na dwa dni. I tak teraz sobie siedzę i wpieprzam kruche ciastka w czekoladzie, te takie malutkie okrągłe, chociaż nie powinnam, bo a) późno, b) myłam zęby oraz c) i tak już jestem gruba. Kij z tym, dobrze się z tym czuję.
Swoją drogą, przeglądałam dzisiaj po południu książkę kucharską dla dzieci (Cecylka Knedelek, może ktoś kojarzy), i przeczytałam hasło, że jak już się jest grubiutkim, to nie powinno się przejmować stawaniem na wagę, bo to stresujące i dla nas, i dla niej. Będę się do tego stosowała. xD
Po powrocie do domu miałam trochę wyrzuty sumienia, że nie poszłam na ten angielski, ale napisałam do mojej przyjaciółki z Tumblra, która kazała mi się ogarnąć, bo przeszłości nie zmienię, a zdrowie ważne jest. To się ogarnęłam.


Ciekawostka - dzisiaj mijają trzy lata od dnia, w którym byłam na wycieczce w Oświęcimiu. Pamiętny dzień, eh...
W ogóle, na Tumblrze udostępniłam posta, żeby mi ludzie anonimowo pisali fakty, które myślą, że są o mnie prawdziwe. Dostałam dwa stwierdzenia, że pewnie chciałabym przeżyć chociaż jeden dzień w nazistowskich Niemczech (co jest prawdą), i jedna osoba się podpisała duch Josepha Mengele.
Przypadek?
Nie sądzę!
Nawet poprawiło mi to humor. :)


I z tym dobrym humorem idę spać, bo jeszcze godzinę temu padałam na ryj i się mnie jeszcze tata spyta, co tak długo siedzę. I co mu powiem? Że są lepsze rzeczy niż spanie?
A tak na serio to faktycznie mi się chce spać. Więc kitram moje ciastka i pędzę do łóżka.


PS. Post o takim tytule jak dziś był już na blogu, ale w październiku 2015, zresztą i tak nikt go nie skomentował, więc chyba mogę skorzystać jeszcze raz? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz