czwartek, 30 marca 2017

Dzień pełen wrażeń

Tak naprawdę to dzisiaj nic specjalnego się nie działo, ale i tak opowiem.

W szkole na polskim pisaliśmy rozprawkę maturalną. Przez dobrych kilka minut zastanawiałam się, jaki tekst kultury mogę wykorzystać do tematu, aż w końcu mnie olśniło i skończyło się na tym, że opisywałam Bitwę o Ardeny. Nawet zacytowałam, ha!
Nawet nie wiecie, ile mnie to kosztowało, żeby się nie zacząć głośno chichrać przy pisaniu.
Na historii nauczyciel nam opowiadał historie z udziałem uczniów z dawnych roczników. Pozwolę sobie wspomnieć o tej, która rozbawiła mnie najbardziej, czyli o tym, jak kiedyś jeden z uczniów na wycieczce wylał się z autobusu. To znaczy jak wysiadał, to najpierw na podłodze pojawiła się głowa, a potem reszta, i tak spłynął sobie po schodach. A potem wstał i udawał pijanego. (Mam nadzieję, że dobrze to opisałam, bo tak jest trudniej niż opisywać twarzą w twarz, w rzeczywistości można gestykulować).

Po lekcjach miałam dużo czasu do autobusu, to sobie przeszłam trzy przystanki. Jak już dotarłam na ostatni, to się okazało, że mam wystarczająco dużo czasu, żeby zejść z trasy mojego busa i iść na całkiem inny przystanek. Myślałam, że będę przez to wcześniej w domu, ale byłam później, bo się spóźnił, ale przynajmniej się przejechałam ładnym 168. I zaliczyłam kontrolę biletów. To też było zabawne, bo sprawdzali od przodu i od tyłu autobusu, i jak miałam wysiadać, to jeszcze do mnie kontroler nie dotarł, więc podeszłam do drzwi i zaczęłam ostentacyjnie odbijać kartę, kanar się wtedy na mnie popatrzył i powiedział coś w stylu "Dobrze, dziękuję". xD


A w ogóle to już wiem, co będę robić w wakacje. Będę oglądać serial! Ale jaki, to się może pochwalę, jak zacznę - na razie powstrzymuję jaranie się, bo w Internecie nic mnie już nie zaskoczy, również to, że mogliby mi ten serial w międzyczasie zdjąć. Jak będę mieć pierwszy odcinek za sobą, to powiem.
Ogólnie to mam tyle produktywnych rzeczy do roboty, jak nauka hebrajskiego albo gra na ukulele, a ja planuję wakacje przed kompem. xD Ale przynajmniej nie będę żałować, że nie pojechałam na Woodstock, bo to taki wygrany tydzień. Wiecie, tam zmarnowałabym czas. Co z tego, że muzyka, skoro mogę posłuchać z kompa? Co z tego, że znajomi, jak na upartego się można umówić i spotkać w jakiś jeden dzień? Nie będę przynajmniej siedzieć i myśleć Eh, mogłabym teraz siedzieć i brzdąkać na ukulele albo wkuwać słówka, a tu tylko koncerty. Nawet "nowy" serial wydaje mi się czymś bardziej produktywnym niż ten Woodstock, serio. A serialomaniakiem nie byłam, z zaangażowaniem patrzę/patrzyłam tylko na Na Wspólnej i Sabrinę. Także tego - to coś znaczy.



A teraz lecę się wyspać, bo jutro pobudka o 4:50. Jak jestem niewyspana, to marudzę, więc muszę skorzystać jak najbardziej. I tak pewnie przez pierwsze dwie godziny wszystko będzie źle - albo faktycznie pójdę spać - ale chcę zrobić tak, żeby było jak najlepiej.
Peace out!

środa, 29 marca 2017

Nosssstradamussss

Jeśli chodzi o moją zdolność do wykrakiwania rzeczy, to ja nie wiem, czy ja mam się śmiać, czy płakać. To znaczy dziś mi się chce śmiać, ale poza tym to chyba powinnam zacząć się bać.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od tego, że dzisiaj byłam na rozdaniu nagród z konkursu z angielskiego, w którym zdobyłam trzecie miejsce. Tak sobie tam jadę i sobie myślę, a co jeśli dostanę jakąś książkę, którą już mam? No i faktycznie - dostałam. xD Kupiłam sobie na koniec wakacji taką książeczkę, że jest normalna opowiastka z całą historią, ale po każdym rozdziale są jakieś pytania, czy to o fabułę, czy trochę o gramatykę. I dostałam DOKŁADNIE TĘ SAMĄ. Żeby jeszcze była tylko z tej serii, z inną historią, ale NIE! Niby to nie do przewidzenia, że się wygra w konkursie i dostanie to czy to, ale trochę czuję, jakbym wywaliła 20 złotych w błoto. Ale i tak bardziej chce mi się śmiać. No i tę książkę z konkursu zawsze mogę opchnąć mojej nauczycielce z angielskiego, bo jak są tam ćwiczenia, to a nuż jej to się przyda. W sumie bardziej się bałam, że dostanę coś w stylu Igrzysk Śmierci po angielsku.
Poza książką dostałam masę jakichś duperelstw, w stylu smyczy, kubka, kilku krówek, długopisów, pióra... Nawet nie pamiętam, co tam było. xD O, i jeszcze pendrive'a dostałam. To mi się akurat przyda, bo jak jestem czasem sama w domu, to lubię sobie oglądać filmy z pendrive'a na telewizorze, ale na moim starym mało się mieści (niecałe 4 gb, pomijając już fakt, że to najstarszy sprzęt elektroniczny [jeśli mogę tak to nazwać], jaki mam na własność; nowy ma prawie 8). No i w pewien sposób zwrócą mi się te dwie dychy, które wydałam na powieloną książkę, bo za to nie będę musiała bulić na nowego pendrive'a, przynajmniej nie na razie.

Trochę się focham na moją nauczycielkę angielskiego, bo ilość moich nagród skomentowała hasłem No, tak mało się w tym roku przygotowywałaś, a tak dużo dostałaś tonem "za lenistwo nie należy ci się". A czy to moja wina, że mam takiego skilla?
No, w sumie moja, ale co z tego, że się nie przygotowywałam, skoro mi wyszło. xD


A w piątek jadę do Warszawy na wycieczkę szkolną do Centrum Nauki Kopernik. Cieszę się, bo byłam tam prawie 6 lat temu i jeśli będzie czas, chcę wrócić na jeden dział, który dawał mi ciarki i najbardziej mi się podobał. Ahh, wspomnienia... Poza tym mam zamiar spać w autobusie. Będzie powód do zlewania wszystkich i wszystkiego, hehe. Nawet jeśli w rzeczywistości nie zasnę, to przynajmniej będzie chill z rana. I na wieczór. Nawet przy oknie nie muszę siedzieć, i tak będzie super. :D

poniedziałek, 27 marca 2017

...ściana zawsze swoje wie

Jednak dzisiaj nikomu nie nagadałam, bo kolegi, z którym mam problem, nie było dziś w szkole.
Tak sobie myślę, że może to i dobrze? Obawiam się, że gdybym widziała się z nim dzisiaj, to dużo bym krzyczała albo płakała, a jak wróciłam do domu, to sobie to przemyślałam i stwierdziłam, że skoro ściana i tak zawsze swoje wie, to może szkoda strzępić ryja? Chodzi mi o to, że chyba jednak nie powinnam podchodzić i zaczynać tematu, tylko raczej... ochładzać relacje. No, może nie do końca, żeby w spokoju przeżyć ten miesiąc, ale jak będziemy wchodzić na niebezpieczne terytorium, to będę zmieniać temat. Ewentualnie wcale się nie odzywać. Albo zabijać sarkazmem, chociaż w sumie to nie umiem w sarkazm. A w przypadku zaczepek - stanowcze "nie podoba mi się to".
W ostateczności kop na ryj.



Ściągnęłam sobie dzisiaj program do obróbki zdjęć, którego kiedyś używałam. Nie jestem mistrzem Photoshopa, ale nałożyć jakiś systemowy filtr, przyciemnić lub rozjaśnić, dodać napis - potrafię. Do tego mam już zainstalowane czcionki z polskimi znakami. Teraz będę mogła robić sobie wzory na koszulki, hehe. Muszę pomyśleć nad wzorem ze Złota dla Zuchwałych, bo w sumie ta stara jest już trochę sprana i zażółciła się trochę pod pachami, to wzięłabym ją na chodzenie po domu, a "na zewnątrz" byłaby nowa. Trzeba to przemyśleć. Tak naprawdę to skłaniam się ku całkiem nowemu wzorowi, ale jeszcze zobaczę.
Mam już jeden wzór na opór gotowy, a dokładniej - mam zamysł, który już trochę opracowałam, ale chyba jeszcze zmienię.

Ogólnie to chcę mieć jakieś obrobione zdjęcie dowolnego widoczku z napisem "Life is a journey" nawiązującym do jednego z moich innych blogów. Będę miała czas, to to ogarnę.


A teraz idę spać, bo znowu późno jest, a na jutro chcę mieć energię.

niedziela, 26 marca 2017

Po co mam czas tracić...

Coś jest ze mną nie tak. Zawsze mi się wydawało, że jak będę miała miesiąc do matur, to będę łazić po ścianach ze stresu i w ogóle to zacznę pić kawę, bo zacznę siedzieć po nocach i zakuwać. Nawet teraz powinnam uczyć się polskiego, bo niby jutro kartkówka, a tymczasem siedzę se i się zastanawiam, czy by nie zamówić nowej koszulki z własnym wzorem. Podobnie było w piątek - miałam się uczyć, bo w sobotę miałam robić tamto i siamto, a skończyło się na tym, że uporządkowałam sobie gry. Powinnam uczyć się wosu, bo przez ostatnie miesiące go olewałam, albo przygotowywać się na ustny polski, bo w sumie nawet nie zaczęłam się dobrze przygotowywać, ale zamiast tego już planuję, w jaki sposób będę się chillować przed maturami. Może znowu poleci Złoto dla Zuchwałych na początku maja, a jak nie, to obejrzę sobie coś z kompa. Mam takie filmy, które po ostatnich wakacjach kojarzą mi się z kompletnym chill outem. Poza tym, zawsze można pograć w gry, co nie?


A jutro znowu do szkoły. Na samą myśl nie chce mi się nawet kłaść do łóżka, bo jak się położę, to będę musiała wstać rano. (Zawsze mogę nie kłaść się i być trupem, ale to już chyba gorsze). Po tym weekendzie jestem taka wychillowana, że to aż złe się wydaje. Ale przynajmniej napisałam pracę na konkurs z polskiego, hehe.
Zauważyłam, że znowu powodem, przez który nie chce mi się iść do szkoły, są znajomi. Mam taką ochotę zasadzić komuś kopa na ryj, że aż mnie roznosi. Gdzie jestem ja sprzed tych prawie dwóch lat, która tak asertywnie - i skutecznie - powiedziała paru osobom, że nie lubię się witać całusem w policzek? Dlaczego nie mogę teraz podejść i powiedzieć "Hej, denerwuje mnie to i to, weź trochę na wstrzymanie"? Nie no, dobra, prawda jest taka, że ja mówię o tym, co mi przeszkadza. Tylko że nie jestem traktowana poważnie. Bo przecież masz okres, bo przecież ja ci tylko mówię, co cię czeka na studiach, bo to przecież tylko zaczepki. W dupę se wsadź te zaczepki.
Chyba pora wytoczyć cięższą artylerię.
W sumie to chciałabym sobie pochodzić do szkoły cały tydzień w moich filmowych koszulkach (czyli tej ze Złota... i Bitwy o Ardeny), bo wtedy jestem chyba trochę pewniejsza siebie i w ogóle lepiej się czuję, ale mam w zwyczaju wrzucać koszulki do prania po jednym noszeniu, więc to nie przejdzie. Wracając do tematu z początku - chyba pora kupić jakąś nową. Kupiłabym znowu filmową, ale a) jestem zbyt zażenowana na zrobienie wzoru z Karlem-Ottonem, b) nie chcę mieć dwóch koszulek z tą samą osobą (czyli Donaldem Sutherlandem albo Robertem Shawem), bo co za dużo, to niezdrowo, i c) nie mam innych pomysłów. Może znajdę jakiegoś ciekawego gotowca w netach. W sumie zawsze mogę też podpytać dziewczynę, która mi robi szablony, czy byłaby skłonna zrobić coś w rodzaju plakatu, który pójdzie na koszulkę. Albo odejdę tym razem od obrazkowej tematyki i wrzucę na koszulkę sam cytat, bo to proste. Powiem szczerze, że w takim układzie miałabym jeden - akurat niefilmowy - pomysł, zresztą wpisujący się w temat.


Chciałabym mieć koszulkę z cytatem z tej piosenki, dokładniej z tym:

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany
Ściana i tak zawsze swoje wie

Prawdziwy jest, czyż nie?
Tylko musiałabym sobie to załatwić przed końcem szkolnego. A najlepiej to do końca tego miesiąca, bo tak naprawdę to takiego prawdziwego chodzenia do szkoły nam zostały dwa tygodnie. Potem będą święta, a po świętach wszyscy będą mieć wywalone. A chodzi o to, że ja tę koszulkę chcę pokazać jednemu koledze, a nie będę specjalnie marnować jakiegoś weekendu albo dnia wakacji, żeby się spotkać. Ech, ciężkie życie.

Ej, ale czemu nie wpadłam wcześniej na to, że mogę wrzucić na koszulkę sam cytat? Przecież to takie proste i oczywiste. Znajdę sobie coś z jakiegoś filmu albo książki, albo jeszcze innej piosenki, i poleci.


Pogadałam sobie i od razu jakoś mi lepiej. Może nawet uda mi się jutro nagadać koledze. Jeden jego zły ruch i będzie opieprz. W ostateczności kop na ryj.
Późno się zrobiło, znowu. Z moim nowym hymnem na ustach idę spać. Jutro zdam relację, jak mi poszło.

sobota, 25 marca 2017

I'll die happy tonight

No i udało się! Obejrzałam Bitwę o Ardeny w magicznym pudełku! Cytując Lanę del Rey,
I know if I go, I’ll die happy toni­ght
Serio, jak umrę, to szczęśliwa. Dobra, może bez przesady z umieraniem, ale się czuję tak fajnie i dobrze. W końcu nie będę musiała ogarniać gazety z programem, hehe. Na serio to i tak będę ogarniać, bo znalazłam dwa filmy, które może bym sobie obejrzała, ale to może właśnie z pudełka, jak będę miała powód, bo z kompa to mi się nie bardzo chce, to muszę pilnować, ale to, co chciałam, już osiągnęłam. Nastawiałam się kiedyś na obejrzenie Bitwy o Ardeny w TV i obejrzałam? Obejrzałam! Po tylu miesiącach - ach, ulga ❤



W szkole na dodatkowym angielskim się trochę zdenerwowałam, bo mi pani kazała obejrzeć film po angielsku. Byłoby spoko, gdyby powiedziała No, obejrzyj sobie cokolwiek, to pogadamy, ale nie! Mam sobie obejrzeć Zapach kobiety. A ja nie chcę, buuu :( Pamiętam, że kiedyś ogarniałam opis i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Chyba najwyższa pora wprowadzić panią w temat, który jest taki, że ja siedzę w innych filmach. Ja mogę w miarę dowolny film po tym angielsku obejrzeć, tylko żeby już był wojenny. Albo, powiedzmy, coś w stylu Igrzysk Śmierci czy nawet Gwiazd Naszych Wina.
I tak pewnie nie obejrzę. Pani będzie zawiedziona, bo stwierdziła, że ja zrobię wszystko, o co mnie poprosi, ale trudno. Został tylko miesiąc szkoły, także git.



A w ogóle nie pochwaliłam się, że w tym tygodniu dowiedziałam się, że zajęłam trzecie miejsce w konkursie z angielskiego. I to jest zabawne, bo w tym roku się przygotowywałam najmniej. xD Ale jest sukces? Jest! I nie ma co się zastanawiać.


Późno się zrobiło, więc już się pożegnam. Dobranoc!

piątek, 24 marca 2017

Wielkie zwycięstwo

Dzisiejszy dzień był taki trochę podwójny, że tak powiem. Już mówię, czemu.

Rano w szkole darłam się na każdego, na kogo się dało - achhh, uwielbiam używać okresu jako wymówki do darcia mordy i przeklinania. ❤ Prawda jest taka, że gorzej jest ze mną w trakcie PMSu, zresztą tak czy inaczej okresu mam już piąty dzień, ale lepszy taki powód niż żaden, tak? Poza tym przynajmniej mogłam pokazać, co sądzę o zaczepianiu mnie przez nagłe dźganie palcem w głowę. Co prawda muszę to jeszcze raz okazać w ciągu najbliższego miesiąca, bo mam wrażenie, że jak mój kolega wie, że mam okres, to nie traktuje mnie poważnie, ale jakiś początek już jest.



Po kilku godzinach denerwowania się wszystkim i na wszystkich humor mi się poprawił, bo wróciłam do domu, przejrzałam gazetę z programem i znalazłam sobie powód do uśmiechu.
Powód nazywa się Bitwa o Ardeny w magicznym pudełku w sobotę o normalnej porze.
Czaicie to? BITWA O ARDENY LECI W TV! I to w takich warunkach, że będę mogła oglądać! W końcu nie będzie dzielenia filmu na pół, w końcu nie będzie czitowania przez puszczanie filmu z pendrive'a. Tylko będzie jak Bóg nakazał, od początku do końca z telewizji. Co z tego, że już oglądałam.
Teraz będę wiedziała, że muszę co tydzień w piątki sprawdzać program. Co prawda już się zorientowałam, jak przegapiłam Bitwę o Anglię, ale to mnie w tym postanowieniu umacnia.


Rozpisałabym się jeszcze, ale muszę iść spać, bo jutro jadę do szkoły na dodatkowy angielski. Do jutra!

poniedziałek, 20 marca 2017

Bezpieczna strefa

Wiem, co jeszcze miałam ostatnio wspomnieć! Miałam powiedzieć, że jak w piątek byliśmy z kolegą właściwie sami w szkole, to nas nauczyciele ignorowali do tego stopnia, że mogliśmy kilka kroków od nich robić co tylko chcieliśmy, łącznie z przeklinaniem półgłosem. W ogóle ciężko było zwrócić ich uwagę - dopiero jak zaczęliśmy się ganiać dookoła ustawionych na holu stołów i kolega prawie się wywalił, to jedna z dwóch dyżurujących nauczycielek przestała wyglądać przez okno i się na nas spojrzała, ale że kolega szybko się pozbierał, a ja przestałam za nim biegać, to nawet się nie odezwała.


Dzisiaj z kolei kolega chciał za wszelką cenę zirytować panią z religii, ale zbijałam wszystkie jego argumenty, więc skończyło się na tym, że my się przegadywaliśmy, a pani się śmiała. W taki pozytywny sposób. To w sumie miłe uczucie, kiedy umie się rozbawić nauczycieli w dobry sposób.


Od paru dni ciągle chciało mi się słodyczy i dziś okazało się, że dostałam okresu. To pewnie przez to.
I tak sobie coś kupię w tym tygodniu. He.


No i w końcu wiem, kiedy będę kończyć matury. Polski ustny mam 12 maja, angielski - 17. Na dobrą sprawę dwunastego będzie po wszystkim, bo angola się nie boję.


A jeżeli ktoś przegapił, to i na fanpejdżu, i tutaj zawitało nowe zdjęcie profilowe. Poszłam za głosem serca. Nie oceniajcie mnie, plis.

No ale przyznajcie, że Robert Shaw był przystojny. ❤
Nie no, nie musicie, gusta są różne. Cieszę się, bo on już nie żyje od jakiegoś czasu i oczywiście sam ten fakt mnie nie cieszy, ale przynajmniej wylądowałam w bezpiecznej strefie z moimi uczuciami. Nie będzie listów bez odpowiedzi, czy coś. Zostanie postacią w opowiadaniu (o czym zresztą już wspominałam) i będzie git.
Będę miała co oglądać w wakacje, bo przez niego doszły mi jeszcze dwa filmy do oglądania. Na upartego trzy, bo może będę sobie odświeżać Szczęki. Dwa pozostałe to Pozdrowienia z Rosji, jedna z części Jamesa Bonda (nie, wcale nie zbierałam się do tego od trzech lat) i Komandosi z Navarony, czyli druga część Dział Navarony. Za dużo mam starych filmów obejrzenia, co jest ze mną nie tak?

sobota, 18 marca 2017

Heaven help me

A więc w środę miałam konkurs z angielskiego. Część pisemna była trochę chamska, ale na ustnej było spoko.


Wczoraj był trochę zwariowany dzień. Najpierw pojechałam do szkoły w sumie po nic, bo niby przesiedziałam tam do drugiej, ale były dni otwarte i w sumie tylko ja z kolegą siedzieliśmy tam z zamiarem nauczenia się czegoś. I nie jest tak, że nie nauczyliśmy się nic, bo umiemy powiedzieć po hebrajsku, że nie mówimy po niemiecku. Być może to wykorzystamy.
Po południu jechałyśmy z mamą zaprowadzić mój trądzik do dermatologa. Na razie nie zapowiada się leczenie witaminą A i obejdzie się bez testu ciążowego - pani doktor skomplementowała tylko wyniki dotychczasowego leczenia, przepisała dodatkową maść i życzyła powodzenia na maturze i podczas rekrutacji na studia.
Potem byliśmy z rodzicami na zakupach. Kupiłam sobie trochę ubrań. Książki żadnej nie znalazłam, ale stwierdziłam, że sobie coś zamówię do Empiku w Katowicach, jak już będę miała wakacje. Albo po prostu pojadę i pooglądam.


A dziś to nic się nie działo. Tylko oglądaliśmy w telewizji Działa Navarony. Bardzo dobry film. (Nie, wcale nie mówię tego o wszystkich filmach wojennych, jakie widzę). Już mam w planach drugą część, tylko mnie to bawi, ze jest 17 lat młodsza od pierwszej i ma całkiem inną osobę. (Nie żeby z Parszywą Dwunastką też tak nie było). Nieważne, ważne, że będzie co robić w wakacje.


Aha, i jeszcze dostałam dzisiaj nową tapetę.

No podoba mi się. :)


PS. Myślałam, że nie zdążę dzisiaj, ale zdążyłam. :D

wtorek, 14 marca 2017

Plany na lato (zawiera czekoladę)

W sumie to mogłabym nie pisać dzisiaj, bo padam na ryj, a jutro mam konkurs z angola i chcę się w miarę wyspać, ale że obiecałam trochę obrazków, to będą obrazki.

 No, to jest prawda. Gdybym chciała, to bym zrobiła dużo rzeczy, może nawet przejęła świat.
Ale mi się nie chce.

 A to akurat mnie rozbawiło. 😄

A to rozczuliło. ^-^ Słodki kotek.
Tak samo jak kolejny:



Ostatni obrazek już wstawiałam, ale wstawiam jeszcze raz, bo mnie bawi to, jaki jest prawdziwy. Sama miałam się odchudzać, żeby jako tako wyglądać na wiosnę/lato, a zamiast tego robię plany o chodzeniu do sklepu po czekoladę i robieniu zapasów na wakacje. Jestem chora na głowę czy mi się wydaje?

poniedziałek, 13 marca 2017

Wielka szkoda

Ostatnio dowiedziałam się, że jestem ignorantem emocjonalnym, w sensie że ignoruję innych w emocjonalny sposób, mimo że rozmawiamy. Yhym, fajnie, tylko szkoda, że lubisz oceniać, jak nie znasz całej sytuacji.
Szkoda, że nie wiesz, że rozmawiasz z osobą, która dwa dni z rzędu przepłakała: bo tęskni, bo nie może pogodzić się ze stratą.
Szkoda, że nie wiesz, że rozmawiasz z osobą, która czeka na wiadomość, która może ją albo w miarę pokrzepić, albo załamać.
Szkoda, że nie wiesz, że rozmawiasz z osobą, która prawdopodobnie zapewniła komuś kilka bezsennych nocy, trochę chaosu i zakłopotania.
Szkoda, że nie wiesz, że już więcej się o tej osobie nie dowiesz, bo już dwie osoby poznały szczegóły i to może już dwie za dużo.
[Jutro chyba i tak zrobię pogadankę. A tak w ogóle to ja chcę już koniec szkoły.]



W sobotę byłam sama w domu (znowu!). W sumie nic specjalnego nie robiłam, tylko standardowo oglądałam W Pierścieniu Ognia i Wszystkich Świętych!, i jeszcze Ruiny. Aha, i trochę Ukrytej Prawdy. Chciałam obejrzeć Melancholię, ale na tym musiałabym się skupić, a reszta mogła mi tylko grać w tle przy robieniu lekcji. W wakacje nadrobię.



Poza tym nie ma co opowiadać, więc tylko się pożegnam. Miały być obrazki, ale net mnie nie lubi, będą jutro.

piątek, 10 marca 2017

Wiosna tuż za rogiem

Witam!

W sumie nie miałam dzisiaj pisać, ale że zapamiętałam swój dzisiejszy sen, a potem znalazłam "fajny" obrazek, którym muszę się podzielić.


Ze snu właściwie nie ma nic do opisywania, ale się podjarałam drugą jego częścią.
W pierwszej części ja wraz z innymi trzema dziewczynami (to nie były znajome ani nic, po prostu rozpoznałam płeć) byłyśmy w jakimś obcym mieście, możliwe, że za granicą na jakiejś wymianie, i szukałyśmy miejsca na nocleg. Znalazłyśmy mieszkanie, ale warunkiem, żeby w ogóle wejść, było powiedzenie czegoś po niemiecku, i tylko ja wypaliłam z jakimś jednym słowem, to nas właściciel wpuścił.
W drugiej części w sumie nic się nie działo, ale przyśniła mi się scena z Parszywej Dwunastki (w sumie nie wiem, czy jakaś konkretna, ale postacie się zgadzały) i zacieszam z tego powodu do teraz. ❤



A po południu znalazłam taki obrazek:



A teraz muszę zmykać, bo w sumie późno się zrobiło, a jutro jestem sama w domu i chcę wstać trochę wcześniej, żeby mieć dłuższy dzień. Dobranoc!

środa, 8 marca 2017

Dzień kobiet

Zanim zapomnę, wszystkim czytelniczkom życzę wszystkiego dobrego z okazji Dnia Kobiet.


Rano byłam (znowu) na pobieraniu krwi i mnie pielęgniarka kłuła w czterech miejscach, trzech na prawej ręce i jednym na lewej. O dziwo krew poleciała z tego ostatniego, chociaż zazwyczaj mam pobierane z prawej. Tam, gdzie miałam trzy wkłucia, mam teraz ałka i przynajmniej już mnie kolega tak nie będzie bił, bo na niego krzyczę, że w ałka to nie wolno.
 

Z okazji 8 marca było śmiesznie w szkole. Na którejś przerwie burmistrz miasta, gdzie mam szkołę, przyszedł i rozdawał dziewczynom kwiatki, ale mnie to ominęło, niestety. Chociaż było fajnie patrzeć, jak chodzi z różami po szkole. A od kolegów z klasy dostałyśmy chyba najgłupszy w moim życiu prezent, chociaż przynajmniej zapamiętam go na długo. Każda dziewczyna dostała zestaw z czekoladą, podpaską i dwoma prezerwatywami. Może jestem dziwna, ale mnie to bawi, serio. Najzabawniej było potem. Dla historii ważne jest to, że ostatnio w szkole nadużywam stwierdzenia "A na chuj mi to?" i dzisiaj, jak omawiałam z jednym kolegą prezent, niewiele myśląc wypaliłam: "No ale na chuj mi te prezerwatywy?", na co odpowiedział "No w sumie to właśnie na to". W międzyczasie ustaliłam z drugim kolegą, że jak kiedyś zostanę sama w domu, to wyciągnę te prezerwatywy i się będę nimi bawić, jakkolwiek to nie brzmi. Przynajmniej będę miała jakieś doświadczenia seksualne, hehe.


Jeżeli kiedykolwiek powiedziałam, że Tumblr mnie nudzi albo denerwuje, to teraz to odwołuję, bo ostatnio się zabawnie zrobiło. Zaczęło się od tego, że w odpowiedzi na to, że parę osób "wyswatało się" z niektórymi nazistami zapytałam, czy ktoś potrafiłby zgadnąć, za kogo ewentualnie ja chciałabym wyjść. Skończyło się na tym, że zaczęliśmy planować mój ślub z Rudolfem Hessem. :D I nawet mnie już ludzie oznaczają pod jego zdjęciami, taką sobie renomę zbudowałam.
Mam ochotę napisać z tego fanfiction, ale znając mnie, to pójdzie w bardzo złym kierunku, więc na razie się powstrzymam.


Na razie to też muszę iść spać, bo padam na ryj, a jutro znowu pobudka po szóstej.

niedziela, 5 marca 2017

Krwiste przygody

Hej hoł!

W sumie to napisałabym wczoraj, ale czyściliśmy z tatą mojego laptopa, żeby trochę sprawniej działał, bo się przez te prawie trzy lata mocno zamulił, a to podobno lepsze niż od razu nowego kupować. Faktycznie widzę trochę różnicy, zwłaszcza, jak się włącza. No i w końcu AllPlayer mi nie żebra o zainstalowanie aktualizacji, bo i tak instalowałam na nowo i mam teraz najnowszą wersję.
Jedyne, czego mi żal, to gry, bo zjadło mi zapisy i będę musiała grać od nowa, ale też nie rozpaczam jakoś bardzo. Będę miała co robić w wakacje. No i będę mogła jeszcze raz na spokojnie wybrać, w które gry nie chcę już grać, bo ostatnio wywaliłam trochę, a w sumie nie byłam przekonana. Dwa miechy i zacznę to ogarniać, w międzyczasie i tak bym nie miała czasu na granie. Trochę mi tego braku czasu szkoda przez to, że dzięki grom trenuję angielski, ale zawsze mogę zamiast tego serial pooglądać. W sumie to prostsze.


W piątek byłam na pobieraniu krwi i kłuli mnie bardzo dużo razy, bo aż dwa. To jest dużo, bo zazwyczaj pielęgniarka od razu widzi, że mam ładną żyłę w prawej ręce i z niej pobierała, a w piątek bardzo filozofowała i mi próbowała najpierw pobrać z lewej ręki, ale krew nie poleciała, to wróciła do prawej. Mam przez to siniaka na lewej ręce, tam, gdzie była pierwsza próba. Trochę się jednak śmieję, bo czasami mi znajomi opowiadali, jak to ich musieli kłuć i kłuć, bo krew im nie chciała lecieć, aż w końcu pobierali im z palca. A u mnie dwa wkłucia to już dużo.

Również w piątek okazało się, że jakiś chłopak ode mnie ze szkoły nie żyje, bo snuł się po opuszczonej cementowni i miał tam wypadek. Smutne w sumie.


Wczoraj okazało się, że przedwczoraj w magicznym pudełku o całkiem znośnej porze, bo o 21:30 leciała Bitwa o Anglię. Trochę się zdenerwowałam, bo bym nawet obejrzała, ale jak na złość się w piątek zagapiłam i nie przejrzałam gazety z programem, a zwykle to robię po szkole w poszukiwaniu właśnie takich filmów. Chociaż z drugiej strony to może i dobrze, bo jakby się rodzice zorientowali, dlaczego chciałam obejrzeć ten film - a chciałam z powodu Karla-Ottona, jak sporą część filmów ostatnio - to by znowu były komentarze i znowu bym się zapadała pod ziemię, a tak to sobie obejrzę cichaczem na kompie w wakacje.
Tak się zastanawiam, może te komentarze nie byłyby takie złe do przeżycia? Chodzi mi o to, że bardziej się cykam, że ktoś połączy fakty i zacznie mnie wypytywać o Historię Roja. A jeszcze będę musiała ten serial oglądać, oczywiście też cichaczem. Oj, ciężkie mam życie, ciężkie.
Niech te dwa miesiące szybko przeminą, ja chcę już przytulić komputer i oglądać.


Dobra, lecę, bo się późno zrobiło, a jeszcze chciałam parę rzeczy powtórzyć do szkoły.
Dobranoc!

czwartek, 2 marca 2017

Historia Roja: następna misja

Jeżeli szkoła mnie czegoś zdążyła nauczyć przez te wszystkie lata, to tego, że większości rzeczy (również tych dziwnych), które pamiętam, dowiedziałam się poza nią.
No ej, przed chwilą bez większego problemu obliczyłam, że Daniel Craig kończy dziś 49 lat, przy czym ostatni raz sprawdzałam jego datę urodzenia jakieś trzy i pół roku temu, w okresie, w którym uważałam się za jego fankę, a tymczasem nie potrafię bez wahania podać wzoru na pole całkowite stożka albo pole koła, chociaż korzystałam z tego ostatnio w szkole.
Co prawda żadna z tych informacji nie powinna mi się przydać do życia, ale co się ponaśmiewam z systemu edukacji, to moje.


Dzisiaj w szkole mi odwalało. Co ważne, miałam na sobie koszulkę ze Złota dla Zuchwałych; na historii musiałam iść załatwić coś u pani z angielskiego i jak wracałam, to miałam ochotę wejść do klasy i zaszczekać (kto widział ten film, ten wie, o co mi chodzi). Ale się powstrzymałam.


A propos wczorajszego dnia Żołnierzy Wyklętych wrócił temat Historii Roja. Sporo osób (czyli głównie moi rodzice i nauczyciel historii) wypowiadają się krytycznie. W sumie nawet nie wiem czemu. Mnie się ten film bardzo podobał, pomijając aspekty polityczne (bo ostatnio przyjęłam postawę bycia ponad polityką) i historyczne (bo się nie wczytywałam i nie wiem, ile było tam niedopatrzeń czy czegoś). Całkiem radośnie zareagowałam na wieść, że na TVP1 co środę leci teraz serial na podstawie filmu, a dokładniej - jego rozszerzona wersja podzielona na 5 części. Będę miała co oglądać w wakacje, bo jest dostępny online. Poza tym właśnie piętnasty raz przewijam czołówkę, żeby posłuchać soundtracku.
Wiecie, co jest w tym najśmieszniejsze? To, że od roku mam na tablicy magnetycznej nad biurkiem ulotkę z Historii Roja i nikt się nie przyczepił. Dziecko szczęścia, hehe.


Poza tym cieszę się, bo są nowe odcinki Ojca Mateusza. Dzisiejszy odcinek mi się mega podobał, bo było dużo jednego z moich ulubionych bohaterów, czyli księdza Jacka. W ogóle jakoś się wzruszyłam.


Nie mogę się dziś nie uśmiechać, bo jeśli chodzi o rzeczy do oglądania, to jest fajnie. Tylko najpierw weź przetrwaj do końca matur...