czwartek, 30 marca 2017

Dzień pełen wrażeń

Tak naprawdę to dzisiaj nic specjalnego się nie działo, ale i tak opowiem.

W szkole na polskim pisaliśmy rozprawkę maturalną. Przez dobrych kilka minut zastanawiałam się, jaki tekst kultury mogę wykorzystać do tematu, aż w końcu mnie olśniło i skończyło się na tym, że opisywałam Bitwę o Ardeny. Nawet zacytowałam, ha!
Nawet nie wiecie, ile mnie to kosztowało, żeby się nie zacząć głośno chichrać przy pisaniu.
Na historii nauczyciel nam opowiadał historie z udziałem uczniów z dawnych roczników. Pozwolę sobie wspomnieć o tej, która rozbawiła mnie najbardziej, czyli o tym, jak kiedyś jeden z uczniów na wycieczce wylał się z autobusu. To znaczy jak wysiadał, to najpierw na podłodze pojawiła się głowa, a potem reszta, i tak spłynął sobie po schodach. A potem wstał i udawał pijanego. (Mam nadzieję, że dobrze to opisałam, bo tak jest trudniej niż opisywać twarzą w twarz, w rzeczywistości można gestykulować).

Po lekcjach miałam dużo czasu do autobusu, to sobie przeszłam trzy przystanki. Jak już dotarłam na ostatni, to się okazało, że mam wystarczająco dużo czasu, żeby zejść z trasy mojego busa i iść na całkiem inny przystanek. Myślałam, że będę przez to wcześniej w domu, ale byłam później, bo się spóźnił, ale przynajmniej się przejechałam ładnym 168. I zaliczyłam kontrolę biletów. To też było zabawne, bo sprawdzali od przodu i od tyłu autobusu, i jak miałam wysiadać, to jeszcze do mnie kontroler nie dotarł, więc podeszłam do drzwi i zaczęłam ostentacyjnie odbijać kartę, kanar się wtedy na mnie popatrzył i powiedział coś w stylu "Dobrze, dziękuję". xD


A w ogóle to już wiem, co będę robić w wakacje. Będę oglądać serial! Ale jaki, to się może pochwalę, jak zacznę - na razie powstrzymuję jaranie się, bo w Internecie nic mnie już nie zaskoczy, również to, że mogliby mi ten serial w międzyczasie zdjąć. Jak będę mieć pierwszy odcinek za sobą, to powiem.
Ogólnie to mam tyle produktywnych rzeczy do roboty, jak nauka hebrajskiego albo gra na ukulele, a ja planuję wakacje przed kompem. xD Ale przynajmniej nie będę żałować, że nie pojechałam na Woodstock, bo to taki wygrany tydzień. Wiecie, tam zmarnowałabym czas. Co z tego, że muzyka, skoro mogę posłuchać z kompa? Co z tego, że znajomi, jak na upartego się można umówić i spotkać w jakiś jeden dzień? Nie będę przynajmniej siedzieć i myśleć Eh, mogłabym teraz siedzieć i brzdąkać na ukulele albo wkuwać słówka, a tu tylko koncerty. Nawet "nowy" serial wydaje mi się czymś bardziej produktywnym niż ten Woodstock, serio. A serialomaniakiem nie byłam, z zaangażowaniem patrzę/patrzyłam tylko na Na Wspólnej i Sabrinę. Także tego - to coś znaczy.



A teraz lecę się wyspać, bo jutro pobudka o 4:50. Jak jestem niewyspana, to marudzę, więc muszę skorzystać jak najbardziej. I tak pewnie przez pierwsze dwie godziny wszystko będzie źle - albo faktycznie pójdę spać - ale chcę zrobić tak, żeby było jak najlepiej.
Peace out!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz