sobota, 18 marca 2017

Heaven help me

A więc w środę miałam konkurs z angielskiego. Część pisemna była trochę chamska, ale na ustnej było spoko.


Wczoraj był trochę zwariowany dzień. Najpierw pojechałam do szkoły w sumie po nic, bo niby przesiedziałam tam do drugiej, ale były dni otwarte i w sumie tylko ja z kolegą siedzieliśmy tam z zamiarem nauczenia się czegoś. I nie jest tak, że nie nauczyliśmy się nic, bo umiemy powiedzieć po hebrajsku, że nie mówimy po niemiecku. Być może to wykorzystamy.
Po południu jechałyśmy z mamą zaprowadzić mój trądzik do dermatologa. Na razie nie zapowiada się leczenie witaminą A i obejdzie się bez testu ciążowego - pani doktor skomplementowała tylko wyniki dotychczasowego leczenia, przepisała dodatkową maść i życzyła powodzenia na maturze i podczas rekrutacji na studia.
Potem byliśmy z rodzicami na zakupach. Kupiłam sobie trochę ubrań. Książki żadnej nie znalazłam, ale stwierdziłam, że sobie coś zamówię do Empiku w Katowicach, jak już będę miała wakacje. Albo po prostu pojadę i pooglądam.


A dziś to nic się nie działo. Tylko oglądaliśmy w telewizji Działa Navarony. Bardzo dobry film. (Nie, wcale nie mówię tego o wszystkich filmach wojennych, jakie widzę). Już mam w planach drugą część, tylko mnie to bawi, ze jest 17 lat młodsza od pierwszej i ma całkiem inną osobę. (Nie żeby z Parszywą Dwunastką też tak nie było). Nieważne, ważne, że będzie co robić w wakacje.


Aha, i jeszcze dostałam dzisiaj nową tapetę.

No podoba mi się. :)


PS. Myślałam, że nie zdążę dzisiaj, ale zdążyłam. :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz