niedziela, 5 marca 2017

Krwiste przygody

Hej hoł!

W sumie to napisałabym wczoraj, ale czyściliśmy z tatą mojego laptopa, żeby trochę sprawniej działał, bo się przez te prawie trzy lata mocno zamulił, a to podobno lepsze niż od razu nowego kupować. Faktycznie widzę trochę różnicy, zwłaszcza, jak się włącza. No i w końcu AllPlayer mi nie żebra o zainstalowanie aktualizacji, bo i tak instalowałam na nowo i mam teraz najnowszą wersję.
Jedyne, czego mi żal, to gry, bo zjadło mi zapisy i będę musiała grać od nowa, ale też nie rozpaczam jakoś bardzo. Będę miała co robić w wakacje. No i będę mogła jeszcze raz na spokojnie wybrać, w które gry nie chcę już grać, bo ostatnio wywaliłam trochę, a w sumie nie byłam przekonana. Dwa miechy i zacznę to ogarniać, w międzyczasie i tak bym nie miała czasu na granie. Trochę mi tego braku czasu szkoda przez to, że dzięki grom trenuję angielski, ale zawsze mogę zamiast tego serial pooglądać. W sumie to prostsze.


W piątek byłam na pobieraniu krwi i kłuli mnie bardzo dużo razy, bo aż dwa. To jest dużo, bo zazwyczaj pielęgniarka od razu widzi, że mam ładną żyłę w prawej ręce i z niej pobierała, a w piątek bardzo filozofowała i mi próbowała najpierw pobrać z lewej ręki, ale krew nie poleciała, to wróciła do prawej. Mam przez to siniaka na lewej ręce, tam, gdzie była pierwsza próba. Trochę się jednak śmieję, bo czasami mi znajomi opowiadali, jak to ich musieli kłuć i kłuć, bo krew im nie chciała lecieć, aż w końcu pobierali im z palca. A u mnie dwa wkłucia to już dużo.

Również w piątek okazało się, że jakiś chłopak ode mnie ze szkoły nie żyje, bo snuł się po opuszczonej cementowni i miał tam wypadek. Smutne w sumie.


Wczoraj okazało się, że przedwczoraj w magicznym pudełku o całkiem znośnej porze, bo o 21:30 leciała Bitwa o Anglię. Trochę się zdenerwowałam, bo bym nawet obejrzała, ale jak na złość się w piątek zagapiłam i nie przejrzałam gazety z programem, a zwykle to robię po szkole w poszukiwaniu właśnie takich filmów. Chociaż z drugiej strony to może i dobrze, bo jakby się rodzice zorientowali, dlaczego chciałam obejrzeć ten film - a chciałam z powodu Karla-Ottona, jak sporą część filmów ostatnio - to by znowu były komentarze i znowu bym się zapadała pod ziemię, a tak to sobie obejrzę cichaczem na kompie w wakacje.
Tak się zastanawiam, może te komentarze nie byłyby takie złe do przeżycia? Chodzi mi o to, że bardziej się cykam, że ktoś połączy fakty i zacznie mnie wypytywać o Historię Roja. A jeszcze będę musiała ten serial oglądać, oczywiście też cichaczem. Oj, ciężkie mam życie, ciężkie.
Niech te dwa miesiące szybko przeminą, ja chcę już przytulić komputer i oglądać.


Dobra, lecę, bo się późno zrobiło, a jeszcze chciałam parę rzeczy powtórzyć do szkoły.
Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz