poniedziałek, 27 marca 2017

...ściana zawsze swoje wie

Jednak dzisiaj nikomu nie nagadałam, bo kolegi, z którym mam problem, nie było dziś w szkole.
Tak sobie myślę, że może to i dobrze? Obawiam się, że gdybym widziała się z nim dzisiaj, to dużo bym krzyczała albo płakała, a jak wróciłam do domu, to sobie to przemyślałam i stwierdziłam, że skoro ściana i tak zawsze swoje wie, to może szkoda strzępić ryja? Chodzi mi o to, że chyba jednak nie powinnam podchodzić i zaczynać tematu, tylko raczej... ochładzać relacje. No, może nie do końca, żeby w spokoju przeżyć ten miesiąc, ale jak będziemy wchodzić na niebezpieczne terytorium, to będę zmieniać temat. Ewentualnie wcale się nie odzywać. Albo zabijać sarkazmem, chociaż w sumie to nie umiem w sarkazm. A w przypadku zaczepek - stanowcze "nie podoba mi się to".
W ostateczności kop na ryj.



Ściągnęłam sobie dzisiaj program do obróbki zdjęć, którego kiedyś używałam. Nie jestem mistrzem Photoshopa, ale nałożyć jakiś systemowy filtr, przyciemnić lub rozjaśnić, dodać napis - potrafię. Do tego mam już zainstalowane czcionki z polskimi znakami. Teraz będę mogła robić sobie wzory na koszulki, hehe. Muszę pomyśleć nad wzorem ze Złota dla Zuchwałych, bo w sumie ta stara jest już trochę sprana i zażółciła się trochę pod pachami, to wzięłabym ją na chodzenie po domu, a "na zewnątrz" byłaby nowa. Trzeba to przemyśleć. Tak naprawdę to skłaniam się ku całkiem nowemu wzorowi, ale jeszcze zobaczę.
Mam już jeden wzór na opór gotowy, a dokładniej - mam zamysł, który już trochę opracowałam, ale chyba jeszcze zmienię.

Ogólnie to chcę mieć jakieś obrobione zdjęcie dowolnego widoczku z napisem "Life is a journey" nawiązującym do jednego z moich innych blogów. Będę miała czas, to to ogarnę.


A teraz idę spać, bo znowu późno jest, a na jutro chcę mieć energię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz