piątek, 24 marca 2017

Wielkie zwycięstwo

Dzisiejszy dzień był taki trochę podwójny, że tak powiem. Już mówię, czemu.

Rano w szkole darłam się na każdego, na kogo się dało - achhh, uwielbiam używać okresu jako wymówki do darcia mordy i przeklinania. ❤ Prawda jest taka, że gorzej jest ze mną w trakcie PMSu, zresztą tak czy inaczej okresu mam już piąty dzień, ale lepszy taki powód niż żaden, tak? Poza tym przynajmniej mogłam pokazać, co sądzę o zaczepianiu mnie przez nagłe dźganie palcem w głowę. Co prawda muszę to jeszcze raz okazać w ciągu najbliższego miesiąca, bo mam wrażenie, że jak mój kolega wie, że mam okres, to nie traktuje mnie poważnie, ale jakiś początek już jest.



Po kilku godzinach denerwowania się wszystkim i na wszystkich humor mi się poprawił, bo wróciłam do domu, przejrzałam gazetę z programem i znalazłam sobie powód do uśmiechu.
Powód nazywa się Bitwa o Ardeny w magicznym pudełku w sobotę o normalnej porze.
Czaicie to? BITWA O ARDENY LECI W TV! I to w takich warunkach, że będę mogła oglądać! W końcu nie będzie dzielenia filmu na pół, w końcu nie będzie czitowania przez puszczanie filmu z pendrive'a. Tylko będzie jak Bóg nakazał, od początku do końca z telewizji. Co z tego, że już oglądałam.
Teraz będę wiedziała, że muszę co tydzień w piątki sprawdzać program. Co prawda już się zorientowałam, jak przegapiłam Bitwę o Anglię, ale to mnie w tym postanowieniu umacnia.


Rozpisałabym się jeszcze, ale muszę iść spać, bo jutro jadę do szkoły na dodatkowy angielski. Do jutra!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz