piątek, 7 kwietnia 2017

c r u s h

Coraz bardziej się cieszę, że moim nowym idolem coraz bardziej staje się Robert Shaw. (Idol to złe słowo, bardziej pasuje c r u s h, ale o tym na razie ciiiichoo). A to dlatego, że on nie żyje od iluś lat* i nie przyjdzie mi do głowy wysyłać listu i potem siedzieć i się zastanawiać, kiedy dostanę odpowiedź. Wiecie, to jest tak, że nie będę siedzieć i się zastanawiać Gdzie jest ta odpowiedź? Co ja zrobiłam źle?** tylko bardziej Jeszcze troszkę i zamówię sobie do Empiku jego biografię!
Właśnie od jego biografii zacznę wakacyjne cyrki związane z zamawianiem książek. Generalnie zacznę od Empiku, potem z Amazonem będzie problem, bo ja tak naprawdę nie wiem, czy chcę mieć konto w banku (przynajmniej nie na razie, bo potem się przyda, ale nie chcę mieć miliona spraw na głowie w okresie maj-lipiec), a też nie chcę się zwalać komuś na głowę z zamawianiem. A trochę tego zamawiania mam, palcie licho ten Empik, bo jak można płacić przy odbiorze, to sobie zamawiam do Empiku w Katowicach i nara, ale na Amazonie czekają na mnie przynajmniej trzy książki, które będzie trzeba zamówić do domu, bo opłata i tak jest przez neta. Wolałabym zamawiać je sama, bo jakoś bardziej ufam sobie samej przy zamawianiu różnych rzeczy, ale to jeszcze zobaczymy. Może to dlatego, że Amazon ma dziwny layout strony i jak znajdę gdzieś indziej, to poczuję się bezpieczniej? Na takim eBayu na przykład? Hmm, trzeba to przemyśleć. I zrobić dobry research.
Dobra, zrobiłam ten research i jedna książka jest ładnie na eBayu, ale resztę będzie trzeba przez Amazon. Ech. Ciężkie życie, naprawdę.
[*krzyczy*: mamooo, kiedy będę mieć konto w banku?]


*Było mi przez moment głupio, ale się skonsultowałam i moi znajomi twierdzą, że to nie takie złe.
**Tak, nawiązuję do mojej porażki z zeszłego roku, ale moich uczuć do Karla-Ottona to nie zmieniło. Jak dzisiaj znalazłam fragment wywiadu z Robertem na temat Bitwy o Ardeny i był fragment nagrania z tworzenia filmu, w którym pojawił się Karl-Otto, to od razu mi ciśnienie podskoczyło.



Poza tym znowu miałam sen z serii dziwnych. Śniło mi się, że gdzieś szłam i jakaś nieznana mi kobieta zaproponowała mi podwiezienie. Wsiadłam do jej samochodu, w którym było ciemno, ale kiedy zapytałam o zapalenie światła, to odmówiła. Potem jechałyśmy autostradą i spośród ciemnych chmur, jakie się zebrały, przebił się jeden strumień światła, który oświetlił budynek wyglądający jak szpital w moim mieście.
Uwaga, czas na interpretację.

Autostop. Samotne chwile i brak czyjegoś wsparcia. Autostop we śnie może także oznaczać, że potrzebujesz więcej niezależności, chcesz postępować po swojemu, inaczej od innych. Kiedy ktoś Cię zabiera: potrzebujesz miłości i prawdziwych przyjaciół
Nieznajomy. Widzieć: poznasz ciekawych ludzi, którzy znacząco wpłyną na twoje dalsze życie.
Autostrada. Jechać autostradą: nie rób niczego zbyt szybko i pochopnie, bo możesz przez to stracić coś ważnego.
Ciemność. Sen o ciemności ukazuje skomplikowana sytuacja duchowa, którą może zmienić tylko osoba trzecia; czujesz się bezbronny i oczekujesz pomocy. Widzieć światło w ciemnościach: nadzieja na lepszy czas.
Światło/jasność. Jeśli śnisz, że widzisz wiązkę światła, zapowiada to dla Ciebie otrzymanie ważnych wiadomości albo powodzenie dla Twoich planów. Jeśli śnisz, że widzisz niezwykłą jasność wokół siebie, jest to znak, że możesz spodziewać się wielkiej radości.
Szpital. Widzieć: poprawa warunków życia.

To z tym autostopem jest takie true. Zwłaszcza to o tej niezależności i postępowaniu po swojemu, bo - jak ostatnio trochę wspominałam - próbuję mieć wyjebane na to, co mi znajomi ze szkoły mówią. Ale potrzebuję nowych znajomych i nawet się udaje ich poszukiwanie.
Ogólnie to rozumiem to tak, że mogę być w trudnej sytuacji, ale niedługo wszystko się poukłada. Ciekawi mnie tylko, co oznaczają to ważne wiadomości i powodzenie planów. I wielka radość. List? Matura? Kupowanie książek??
Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Ważne, że ma być dobrze.


Na razie zmykam, bo chciałam napisać trochę do któregoś z opowiadań, a późno się zrobiło.


EDIT z godz. 00:02: OMG, właśnie się dowiedziałam, że szóstego zmarł Don Rickles. W sumie widziałam go tylko w Złocie dla Zuchwałych, ale jakoś tak się przejęłam. Przyznaję, że szczęka mi opadła.
Niby akurat on nie pełnił jakiejś dużej roli w moim życiu, ale świat już nie będzie taki sam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz