sobota, 1 kwietnia 2017

Dzień pełen przygód

Przedwczoraj zastanawiałam się, czy ten przedwczorajszy dzień był bardziej pełen przygód czy wrażeń - dobrze, że wybrałam wrażenia, bo wczorajszy to zdecydowanie przygody.


Wstać musiałam o 4:50, i to chyba było najgorsze, bo mi się nie chciało. Ale nie było źle, bo potem w autokarze nie spałam.
Po drodze udało mi się nawet zrobić trochę zdjęć:


W Warszawie zaczęło się od tego, że zgubiłam bilety do Centrum Nauki Kopernik - swój i kolegi, bo dostawaliśmy już w autokarze i mieliśmy pilnować, ale mi wypadły po drodze. Na szczęście udało się je odzyskać, jak widać na obrazku:


Ogólnie to jestem zdegustowana tym, że zmienili mi jeden dział w CNK i to ten, którym się najbardziej jarałam. To było tak, że tam jest taki dział z iluzjami optycznymi i sześć lat temu podczas mojej pierwszej wizyty dało się tam słuchać przez takie telefony fragmentów historii kryminalnej. A teraz tego nie ma! Nawet te telefony zdjęli. Jak to zobaczyłam, to prawie się popłakałam i wyszłam, ale potem wróciłam zrobić sobie nowe wspomnienia i nawet się udało.

Gustaw, czy to ty? - pomyślałam sobie, jak zobaczyłam TO, bo podobne ubranie miał Gustaw w trzeciej części Mystic Diary. Jeśli umiecie sobie wyobrazić dziewczynę wrzucającą strojowi nurka, że umarł i że jest debilem, to macie mnie wtedy.


Po CNK mieliśmy czas wolny. Znajomi poszli na piwo, a ja poszłam na gorącą czekoladę. Chciałam iść na pizzę czy inne spaghetti (znowu mi zaczyna odbijać na punkcie Włoch), ale w sumie nie było gdzie. Potem był spacer i spotkanie z klaunem. Na Krakowskim Przedmieściu stał sobie pan przebrany za klauna i żonglował trzema kręglami. Jak zobaczył, że go obserwuję, to upuścił kręgle i udawał zdziwionego, a jak podeszłam bliżej, to przybił mi żółwika. Uśmiechnęliśmy się do siebie i poszłam dalej. Poprawiło mi to humor, naprawdę.
Pokręciłam się trochę po Krakowskim Przedmieściu, a potem poszłam pod Barbakan i z powrotem. A tu trochę zdjęć:



To ostatnie mi się najbardziej podoba. Jakieś takie klimatyczne jest.

W międzyczasie rozkminiałam, czy było po mnie widać, że jestem turystką, jak sobie tak po prostu szłam samotnie Krakowskim Przedmieściem, z torebką przez ramię, bez pośpiechu, ale też bez rozglądania się i robienia zdjęć. Hm... Ciekawe, po czym można ocenić, czy ktoś jest tutejszy czy przyjezdny.


A potem to już wracaliśmy. Padł mi w drodze telefon, ale kilka zdjęć i tak zrobiłam:


Poza tym trochę płakałam, bo opowiadałam koledze o moich problemach sercowych - a zaczęło się od tego, że stwierdziłam, że szczerość nie zawsze popłaca. W sumie - to dalej tak uważam.


Zbieram się powoli do spania, mam dość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz