poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Love is the drug for me

Znowu dziś mnie szlag trafił. Kolega dzisiaj podszedł do mnie i zaczął mnie dźgać w ramiona, a jak mu powiedziałam, że nie chcę, to mi powiedział z wyrzutem, że jestem jedyną osobą, której się to nie podoba i że to jest dziwne czy coś tam. A potem wyglądał, jakby miał się obrazić, jak się okazało, że nie zna całej prawdy o moich problemach sercowych. Może będzie to wyglądać dziwnie na blogu osoby, która donosi ludziom o niemalże wszystkim, ale jednak uważam, że trochę prywatności nigdy nie zaszkodzi. Zarówno takiej fizycznej, jak i uczuciowej. Jeden - moje ciało jest moje i mogę chcieć zachować jakąś swoją prywatną sferę, w którą nikt nie może ingerować, nawet poprzez dźganie palcem w ramię; dwa - miłość/zauroczenie to jest dla mnie bardzo delikatna sprawa i może nawet to, co niektórzy wiedzą o moim przypadku, to już za dużo, a jakby wiedzieli wszystko, to chyba musiałabym ich zabić. Na szczęście nie wiedzą.
Przykre jest to, że inni ludzie średnio to wszystko szanują. Ale chyba jakoś przeżyję ten miesiąc.


Miałabym przez to wszystko w ciul zły humor, ale na ratunek przyszły mi gify z Robertem Shaw'em, bo mam chyba trzy na telefonie. (Nie wspominając o jego zdjęciu, które ustawiłam jako tapetę już jakiś czas temu, dziś tylko wymieniłam na inne). To jest jak narkotyk, raz zerknę i od razu mam uśmiech na ryju.


No miłość, miłość! ❤
Szkoda, że gify są w netach w sumie tylko ze Szczęk (czyli tak naprawdę pierwszego filmu z nim, który widziałam, ale to było z 10 lat temu), ale też lubię.


Jutro jedziemy na wycieczkę do Wrocławia. Pewnie się wzruszę, bo mój pierwszy wyjazd do Wrocławia jakieś 8 lat temu to jedno z moich pierwszych poważnych wspomnień i na dobrą sprawę jedno z najbardziej wpływowych. Tak czy inaczej, cieszę się, że tam wracam i to właśnie teraz.
Dodatkowo jutro ubieram moją koszulkę z Nie mam czasu, jadę czołgiem. Będę nią masakrować ludzi. Zwłaszcza jak będą mnie zaczepiać, a ja będę akurat czytać albo wpatrywać się w gify. I ogólnie mam nadzieję, że to doda mi sił.

Wdech, wydech i jedziemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz