wtorek, 25 kwietnia 2017

Międzywitrynowa kariera

Wiecie, co robi wasza kochana Johanna, jak powinna się uczyć, ale jej się nie chce, ale postanawia nie marnować czasu?
O takie rzeczy:



Specjalnie, żeby to wrzucić, założyłam nowy kanał. Możecie też dać suba. :P
Nie mam pojęcia, co zrobię, jak mi się skończy próbna wersja programu do montażu, bo jest tylko na 30 dni, a ja więcej czasu będę miała w wakacje dopiero. Jeżeli nagrywałabym tylko vlogi/recenzje (bo też będę), to wystarczyłby mi Windows Movie Maker, ale do takich rzeczy to średnio. Ściągnęłabym jakąś lewą wersję z netu, ale średnio umiem, zresztą mam awersję do załatwiania lewych wersji, bo to czasem zamula komputer; kupiłabym, ale nie chcę wydawać 250 złotych na coś, czego będę używała raz na miesiąc. Średnio mi się to kalkuluje. Ale jeżeli mam mieć jakiś kanał, to chyba będzie trzeba zainwestować. O, wiem! Będę nagrywać recenzje i filmy o książkach, to może mi wydawnictwa będą wysyłać jakieś ciekawe książki za darmo i mi się zwróci. Poza tym przynajmniej przeznaczę te pieniądze na coś kreatywnego, a nie na przykład na trzy książki 65 złotych każda jak kiedyś... O, i jeszcze jak będę miała konto w banku, to wyłożę część pieniędzy na konto oszczędnościowe, to za parę lat mi się zwróci.
O kurde! Wiem! Zostało mi trochę pieniędzy z osiemnastki (większość poszła na nowy telefon w zeszłym roku) i nie miałam pojęcia, co z nimi zrobić. Zainwestuję je w ten program! I nawet mi jeszcze trochę zostanie... Najpierw pomyślałam też o hajsie ze stypendium Prezesa Rady Ministrów, bo tego to już w ogóle nie mam gdzie włożyć, ale to przeznaczę na coś innego.
Miałam przez chwilę pomysł, żeby zarabiać na YT, ale i tak na części filmików nie będę mogła zarabiać przez prawa autorskie do piosenek, a jak mam się przed każdym zastanawiać, czy będę miała z tego mońce, to już wolę nie mieć wcale. Poza tym nie będę się wtedy czuła zobowiązana do tworzenia i będę robić rzeczy, żeby były ciekawe i ładne, a nie dla hajsu, a jak mi się wena skończy, to oleję YouTube'a, a nie że będę robić na siłę, byle zarabiać.



Byłam dziś w szkole na jedną lekcję i smutno się zrobiło, bo miałam ostatni w mojej karierze wos. Nauczyciel mi życzył powodzenia na maturze, stwierdzając przy tym, że będzie dobrze, bo ja zdolna jestem. Z jednej strony mam trochę dość, ale z drugiej tęskno będzie, jak już się szkoła skończy.



Wychodzi na to, że wakacje będę miała zarobione i to aż za bardzo. A miało być tak pięknie... Nie no, może przynajmniej nie będę marnować czasu. xD Wiecie, w sumie jak nie miałam nic do roboty poza pisaniem opowiadań, oglądaniem filmów i czytaniem, to tak naprawdę częściej tego nie robiłam niż robiłam, bo o ile oglądanie filmu (ewentualnie serialu albo Projektu Lady) nie wymaga za dużo wysiłku, to dwie pozostałe rzeczy już tak, i zdarzało mi się to olewać na rzecz szperania w Internecie. A jak do tego będę miała nagrywanie/montowanie i naukę języków (hebrajski, który w końcu muszę ogarnąć, i włoski, za który - znając mnie - wezmę się i to niedługo), to zawsze będę mogła to szperanie na coś zamienić. Wiecie, może dam radę zamiast ślęczeć przed kompem sięgnąć po samouczek i się czegoś nauczyć.
Wygląda na to, że nadarza się dobra okazja na ogarnięcie się. Chyba trochę za późno, ale na studiach mi się to przyda.



A teraz się oddalam, muszę się wyspać, bo jutro naprawdę muszę wziąć się do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz