niedziela, 7 maja 2017

Biedna, ale całkiem szczęśliwa

Niech te matury już się skończą, bo ja mam dopiero dwa egzaminy za sobą, a już mi tak odpierdala czasami, że głowa mała. Nawet nie chodzi o to, że ja się stresuję, tylko właśnie przesadzam z odstresowywaniem się. I to jest spoko, bo przynajmniej nie panikuję (a panikara to ze mnie jest, trudno jest mnie doprowadzić do stanu, że mam wyjebkę), ale za to zaczęłam fangirlować i to tak bardzo, że się tylko dzisiaj trzy razy prawie popłakałam. "Najgorzej" to było w nocy z wczoraj na dziś, jak o pierwszej zachciało mi się weryfikować listę filmów z Karlem-Ottonem do obejrzenia, i się okazało, że jeden film, którego nawet nie obczajałam wcześniej, jest dostępny a) na YT z dobrą jakością obrazu, ale po niemiecku, więc rozumiem niewiele, b) na YT z gorszą wersją obrazu, ale po angielsku, więc ogarnęłabym, o co chodzi, ale poziom doznań estetycznych byłby niższy oraz c) na eBay'u po angielsku na DVD, i to byłaby najlepsza opcja, ale jest w chuj drogi.
Tak naprawdę to ja nie wiem, czy ja ten film chcę oglądać, bo jedyne, o czym myślę, to to, że to jest niemiecka wersja Pana Samochodzika i chce mi się śmiać, ale matko, Karl-Otto tam gra i jeszcze jest tam taki przystojny, że aż chce mi się płakać. Prawdopodobnie skończy się na tym, że będę oglądać tą niemiecką wersję z wyjebką na fabułę, byle zaspokoić swoją potrzebę doznań estetycznych (ewentualnie będę się bawić z puszczaniem obrazu z jednej wersji i dźwięku z drugiej), ale generalnie problem jest poważny.
A hajsy, które poszłyby na film, wydam na... inny film! Z Karlem-Ottonem oczywiście. Jest taki jeden, który oglądałam w zeszłym roku na YT, ale angielska wersja zniknęła i została tylko niemiecka. Niby ten film nie podobał mi się jakoś bardzo - dostał cztery gwiazdki na Filmwebie - ale mam taką ochotę, żeby go oglądać w kółko i w kółko, ale wolę po angielsku. To sobie kupię.
W ogóle jak sobie patrzę, ile ja hajsów wydam w te wakacje... Mam też fazę, że chcę sobie kupić książki Roberta Shawa, i jedna jest bardzo rzadka, i niby znalazłam, ale kosztuje pieprzone 300 złotych. A jeszcze mam do kupienia program do montażu, i samouczki do włoskiego... Będę biedna. Na szczęście niedługo odzyskam moje czterdzieści złotych, chociaż tyle mi się zwróci.
Ale ale, jest jedna rzecz, na której zaoszczędzę. Miałam jechać do Francji spotkać się z jedną znajomą z Tumblra, ale potem stwierdziłam, że mam lepsze rzeczy do roboty. Do tych wszystkich rzeczy doszło mi jeszcze oglądanie Szkoły, bo stwierdziłam, że chcę mieć obejrzane wszystkie odcinki (a jeszcze raczej wszystkich nie widziałam, zresztą mogę obejrzeć jeszcze raz). Powody pozwolę sobie zostawić na kiedy indziej.


Tak sobie myślę... No bo to jest tak, że Złoto dla Zuchwałych obejrzałam z powodu Donalda Sutherlanda. Gdyby mi ktoś jakieś półtora roku temu przepowiedział coś w stylu: "Z Savalasem będziesz oglądać filmy całkiem chętnie, z Eastwoodem też jeden obejrzysz, a w tym Niemcu od czołgu to się w ogóle zakochasz, o Sutherlandzie to ty w ogóle zapomnij, tylko Obywatel X cię przy nim trzyma", to by dostał kopa na ryj. A tymczasem to jest całe moje życie w jednym zdaniu. xD Co prawda widziałam Donalda Sutherlanda jeszcze w Parszywej Dwunastce, czasem oglądam Igrzyska Śmierci, i jeszcze niby jakiś jeden film z nim znalazłam, ale to już nie to samo.


Powiedziałabym, że zaczekam do śmierci Karla-Ottona, a potem się potnę, żeby się w innym świecie spotkać z tymi wszystkimi ulubionymi aktorami, a potem sobie przypomniałam, że przez Szkołę znalazłam sobie (chyba) nowy powód do życia. Poza tym zawsze chciałam wydać książkę, muszę to jednak zrobić przed śmiercią. Co nie zmienia faktu, że samobójstwo wydaje się dobrą opcją. No wiecie, to daje taką świadomość, że jak się umiera, to na swoich zasadach, a nie, że ktoś inny decyduje. Ale to już temat na kiedy indziej.



Dobra, idę spać. Jestem tak zażenowana tym, że miałam się przez weekend uczyć, a odpierdalałam dziwne (naprawdę dziwne) rzeczy, i myśli też miałam dziwne, że ja to chyba muszę przespać. Nie sądzę, żeby rano miało być lepiej, i w sumie nawet nie chcę, bo przynajmniej nie będę panikować przed maturą, ale może trochę zażenowania odejdzie.



PS. Stwierdziłam, że dodam jeszcze trzy nutki, które mi towarzyszyły przez weekend. Tak dla zachowania humoru.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz