czwartek, 11 maja 2017

"Był chyba maj..."

Z każdym dniem dociera do mnie kolejny fakt związany z tym, jakiego szczęśliwego tak naprawdę wyboru dokonało tym razem moje serce.
Kiedyś, za czasów mojej mocnej fascynacji Karlem-Ottonem (nie mogłam namierzyć posta, więc go nie przytoczę), narzekałam bardzo, że chciałabym urodzić się w takich czasach, że mogłabym chodzić do teatru, jak on jeszcze był aktorem teatralnym, a potem do kina na pokazy filmów z nim. Możliwe, że jakimś sposobem dałoby się to zrobić, ale może w innym życiu, bo wymagałoby to zarówno podróży w przestrzeni, jak i w czasie. A teraz? Teraz wystarczy tylko przestrzeń, bo niby dwie godziny pociągiem do Krakowa to jest jakiś tam czas, ale kluczową rolę odgrywa tu tylko przestrzeń. Muszę tylko poczekać na dobry moment, ale wierzę, że taki nadejdzie. No i mam jeszcze ponad czterysta odcinków serialu do obejrzenia.
Poza tym jest zabawnie, bo oglądałam sobie dzisiaj tę nieszczęsną Szkołę i się wychillowałam, i potem przy kolacji gadałam jak opętana i śmiałam się dużo (też jak opętana, bo ja w ogóle mam opętany śmiech), aż w końcu mama powiedziała do taty coś w stylu: "Ona chyba się gdzieś ukradkiem odstresowuje", mając na myśli pewnie alkohol/narkotyki/inne. Poszłam do pokoju i mówię cicho: "Tak, mamo, ale to nie w taki sposób, jak myślisz". Chociaż... W sumie ostatnio stwierdziłam, że miłość jest jak narkotyk...

Przypomniało mi się też, jak po tej nieszczęsnej maturze z angielskiego siostra mi powiedziała, że jak już zostanę tym tłumaczem, to zawsze mogę robić tłumaczenia symultaniczne i a nuż się spotkam z Donaldem Sutherlandem w rzeczywistości, a nie tylko na maturze. Tak sobie teraz myślę - a po co to na co to komu, jak można się na luzie spotkać z kimś z Polski. xD Przy dobrych układach wydarzy to się jeszcze zanim pójdę na studia, a tak to... no.


Ciekawe, kiedy się tu przyznam, o kogo się rozbija tym razem. Bo pewnie się przyznam, tylko potrzebuję czasu, tak jak w zeszłym roku. Już teraz mnie korci, żeby to zrobić, ale jakoś mam opory.
O, a teraz zauważyłam, że maj to taki mój czas miłości. Hmmmm. Z jednej strony wygląda jak przypadek, z drugiej - podejrzanie.


Dobra, idę, bo obejrzałabym sobie jeszcze jeden odcinek Szkoły, a teraz muszę być uważna. No i trzeba się wychillować przed ustnym polskim.

2 komentarze:

  1. Miałam dwa dni urlopu w tym tygodniu i zerknęłam przy okazji na jeden odcinek "Szkoły". Muszę przyznać, że poziom się nieznacznie podniósł, co nie zmienia faktu, że to nadal dobry serial na ogłupienie się.
    Ja czekam na wieść, o kim takim nam piszesz, bo jestem ciekawa ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój tata z kolei twierdzi, że twórcom chyba kończą się pomysły i odcinki są coraz dziwniejsze. Faktycznie można się Szkołą ogłupić, ale dla mnie jest w tym coś fascynującego. :D
      Już niedługo powinnam się przyznać. :)

      Usuń