środa, 10 maja 2017

Nadzieję mam

Ej, znalazłam sobie hymn. I motto przy okazji.



Nadzieję mam, spokój i czas
Co wymarzone - nikt tego nie odbierze
Uczucia te zaskoczą nas
Ja nie żałuję żadnej z chwil minionych lat

Niby znałam tę piosenkę już dawno, ale jakoś ostatnio wróciłam do niej i jeszcze bardziej mi się spodobała, zwłaszcza że teraz mogę czytać ją w kontekście tego, co mi się zadziało w sferze... no, uczuciowo-prywatnej.
Aż chyba sobie zmienię motto całego bloga. To z Goebbelsa mam już prawie półtora roku, no ej.
No. Gotowe. Teraz ta myśl będzie mi przyświecać.


Zdążyłam już obejrzeć 4 odcinki Szkoły z 434, które mają być dostępne przed wakacjami. W sensie że trwający jeszcze sezon skończy się na 433 (bo jeszcze był odcinek zerowy) i potem wakacje. Nawet nie wiecie, jakie to jest rajcujące. Nie mam co robić, to poszukuję miłości.
Przez moment mi dziś odbiło i stwierdziłam, że pojadę do Krakowa studiować na Jagielonce, nawet się trochę popłakałam z tego powodu, ale potem przemyślałam swoją decyzję i stwierdziłam, że nie mogę dać się ponieść emocjom. Za rok mi przejdzie, chyba. Jeżeli Szkoła dalej będzie leciała, to bardziej nie, ale mogę się mylić. A do Krakowa mogę se pojechać na kilka dni tak o. Najlepiej na spektakl do teatru, żeby nie było, że widzimisię jest takie puste. Dla mnie będzie miało wtedy podwójne dno, ale najpierw musi się znaleźć spektakl. Jeśli będę cierpliwa, to znajdę taki, jaki chcę. Przez ostatnie dwa dni byłam niecierpliwa, ale potem właśnie przyszła mi z pomocą wyżej wymieniona piosenka i te dwa pierwsze zdania z cytatu. Mam nadzieję, większą niż zawsze, spokój, bo jednak faktycznie cała sytuacja mnie uspokaja, i czas, też w sumie więcej niż zwykle; wymarzyłam coś sobie i nikt mi tego nie zabierze.

Poza tym cały dzień mi gorąco, nawet mroźne powietrze (w maju to brzmi jak jakiś troll) wpadające przez okno mi nie pomaga. Mama mówi, że to przez ciśnienie, bo faktycznie po zmierzeniu okazało się, że mam wyższe niż zazwyczaj. Może przez sen mi spadnie albo coś.
O właśnie, a propos snu. W nocy z wczoraj na dziś pobiłam swój rekord, bo już po pięciu dniach przyśniła mi się osoba, którą aktualnie się fascynuję. Ostatnim razem potrzebowałam około miesiąca. Czytam to jako dobry znak, tak samo jak to, że pierwszy raz od nie pamiętam kiedy fascynuję się jakimś Polakiem, i w dodatku stosunkowo młodym (w porównaniu do ludzi, na których miałam fazę przez ostatni rok) xD.

Cóż, muszę tylko poczekać jeszcze tydzień do ostatecznego końca matur i będę mogła zdziałać coś bardziej. Na razie został tylko fangirling.
Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Ładnie brzmi to motto, podoba mi się :)
    Ej no, Jagelonka brzmi dumnie! A że większość wydziałów i instytutów jest na głównym kampusie, to moim zdaniem świetna sprawa.
    Fangirling jest fajny, łączmy się w nim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym oficjalnie stwierdziła, że chcę studiować na Jagielonce, to prawdopodobnie zostałabym zlinczowana przez rodziców, bo przez ostatni rok uparcie twierdziłam, że chcę studiować na UŚ, żeby nie musieć się przeprowadzać i takie tam. Ale to się jeszcze zobaczy, jest jeszcze chwila czasu. :)

      Usuń