środa, 3 maja 2017

O pieniądzach słów kilka

O Boże, ludzie to jednak są... Pamiętacie, jak pisałam o tej kociej kawiarni w Katowicach? Że chyba im się nie uda?
Teraz, jak to piszę, to brakuje jakichś 500 złotych do celu przy dwóch godzinach do końca kampanii. Trzy dni temu brakowało kilkanaście tysięcy.
Z jednej strony fajnie, że ludzie tak pomagają i takie tam, ale kurde, już się cieszyłam, że będzie jedna rzecz mniej do zrobienia w wakacje, a tymczasem okazuje się, że jednak będę miała zajęty jeszcze jeden dzień.
O, w czasie, jak to pisałam, wybiło im 100%. Cholera. A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy mi...


Mam dylemat, bo kolega mi jest winny pieniądze (całe czterdzieści złotych! za to można tyle rzeczy kupić!), ale głupio mi o nie żulić, zwłaszcza że jakaś uboga nie jestem, a i tak je pewnie przepieprzę na głupoty. I tak staram się oszczędzać na czym tylko mogę. No ale cztery dychy piechotą nie chodzą... zawsze to dodatkowe dwie kawy w Starbucksie, albo książka, albo bilet czternastodniowy bez limitu przejazdów na karcie ŚKUP. Z tym biletem mówię serio, specjalnie sprawdziłam, ile kosztuje (a kosztuje 42,50), a możliwe, że będę takowy bilet wykupywać w wakacje, jakby mi się zachciało w lipcu albo sierpniu, ewentualnie wrześniu szwendać po okolicy.
Zaczęłam sobie tak trochę liczyć pieniądze i to nie jest tak, że nie jestem uboga, to jest tak, że ja jestem mega bogata jak na osobę, która ma niecałe 19 lat i jeszcze w dodatku nigdy nie pracowała, ale te cztery dychy no! Zresztą to o zasady chodzi, już palcie licho pieniądze. Może gdyby to było dwa złote, to bym machnęła ręką (chociaż za dwa złote to można... cicho! to nieważne!), ale dwadzieścia razy dwa złote to już nie jest takie nic.
Na razie dam spokój, bo w trakcie matur to nie sądzę, żeby ktokolwiek miał do tego głowę, ale po siedemnastym muszę zacząć prosić. Prawdopodobnie odbędzie się to wysokim kosztem, czyli takim, że będę musiała kolegę odwiedzić, a mój czas w te wakacje będzie bardzo cenny i wyjazdowy dzień to stracony dzień, ale tych czterdziestu złotych wszystko jest warte.
Dobra, kończę ten temat, bo zaraz wyjdę na jakiegoś snoba czy coś. Ale mnie to naprawdę denerwuje.



Dziwnie się czuję z myślą, że trzy lata temu o podobnej porze, bo wtedy to był okres tuż przed egzaminami gimnazjalnymi, oglądałam po raz pierwszy Złoto dla Zuchwałych, a równy rok temu, bo też trzeciego maja, oglądałam ten film po raz drugi. To się wszystko tak niedawno wydaje, ale mnóstwo się pozmieniało. Nie zmieniło się chyba tylko to, że co roku na święta oglądam Obywatela X, zresztą bez tego też byłoby inaczej. A dziś? Dziś oglądałam tylko Pana Tadeusza. Nawet się nie zmobilizowałam, żeby jakiś "swój" film obejrzeć przez to wolne. Mogłam dziś oglądać Parszywą Dwunastkę, ale późno się kończyła, zresztą niedługo będę robić sobie maraton wszystkich czterech części. Jak znam życie, to za prędko go nie zrobię, bo najpierw będę matury, potem pewnie średnio mi się będzie chciało, potem będą jakieś rozjazdy, a potem znowu mi się nie będzie chciało. Ale mam czas i mi się uda.


A teraz idę spać, bo muszę się wyspać przed maturą. I tak się pewnie nie wyśpię, ale przynajmniej będę próbować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz