wtorek, 23 maja 2017

Rozkminy

Dzisiaj ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że na YouTube'a nagrywać nie będę. To było tak, że spróbowałam coś nagrać i nawet zmontowałam, ale potem źle się wyrenderowało i stwierdziłam, że albo publikuję coś ładnego, albo wcale. Więc padło na wcale. Szybko wymiotłam dowody zbrodni z komputera i teraz będę udawać, że nawet planów nie było.
Na chwilę chwyciło mnie rozgoryczenie - poczułam, jakbym zamknęła sobie drzwi do wielkiego świata - ale potem stwierdziłam (po raz kolejny), że to mi jest wcale niepotrzebne. Ba, doszłam do wniosku, że nawet spotkanie, ekhem, pewnych osób nie jest mi potrzebne do szczęścia. Niecałe trzy lata temu byłam na spotkaniu autorskim z Włodkiem Markowiczem i Karolem Paciorkiem dotyczącym książki, którą napisali razem jako Lekko Stronniczy; wtedy cieszyłam się, że tam byłam, i że jakby ktoś pytał, to mogłabym powiedzieć, że spotkałam kogoś w miarę znanego, i że dostałam autograf na książce, i w ogóle takie tam, ale teraz widzę, jakie to było mało ważne. To znaczy, było i jest mega ważne dla mnie, bo to się nie zdarza codziennie, ale to jest coś takiego, z czym moje życie jest trochę pełniejsze, ale bez czego nie byłoby puściejsze. Rozumiecie, o co chodzi? No i tak sobie myślę - przecież to dotyczy każdej osoby, którą mogłabym spotkać, ale którą niekoniecznie spotkam. Nie będę bez tego nieszczęśliwa, bo przecież tyle razy cieszyłam się z małych rzeczy i tyle razy sobie mówiłam, że jak umrę, to szczęśliwa, że nie może mi tego zepsuć brak tych większych rzeczy. Jak się nie wydarzą, to dobrze, a jak się wydarzą, to jeszcze lepiej. Zamiast robić sobie sztuczną nadzieję na coś wielkiego, wolę trzymać się myśli o tych mniejszych, ale też dobrych rzeczach, jak rozwiązanie się wszystkich "problemów" związanych ze studiami, oglądanie Szkoły czy nawet kupienie sobie czekolady albo książki. Tak będzie spokojniej.

No i tego się będę trzymać. Wiadomo, że po cichutku dalej sobie będę marzyć o paru wielkich sprawach, bo marzenia też muszę mieć, nie ma też co udawać, że mi w ogóle nie zależy, ale postaram się tym tak nie przejmować. I pisać o tym też może będę mniej.
Pewnie i tak będę, w zeszłym roku też z milion razy napisałam, że o Karlu-Ottonie i liście już więcej ani słowa, a potem i tak było, ale spróbuję się ograniczać.


Coś jeszcze chciałam napisać... A, wiem. Jak sobie rozkminiałam to szczęście i w ogóle, to pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy. Kiedyś - jak się okazuje - byłam bardzo samotna, bo jak miałam się do kogoś zwrócić z problemem, to miałam tylko pamiętnik, kota i własną wyobraźnię, napędzaną Internetem. Teraz nie mam już pamiętnika i kota, ale za to mam blogosferę, czyli moje blogi oraz ludzi, których przez nie poznałam i z którymi mam większy lub mniejszy kontakt (chociaż to należy w sumie do wyobraźni napędzanej Internetem); mam Tumblra i znajomych, do których też mogę napisać, kiedy bardzo chcę; mam wolontariuszki i nauczycielkę angielskiego ze szkoły, z którymi obiecałam sobie utrzymywać kontakt; no i w międzyczasie okazało się, że moja rodzinka, chociaż może się wydawać czasem patologiczna albo dysfunkcyjna, jest całkiem fajna. Oczywiście fajnie jest mieć wymyślać te wszystkie niestworzone rzeczy, z których sporo widać tutaj, na blogu, ale z których kawałek jednak zostaje dla mnie, ale fajnie jest też wiedzieć, że dookoła, czy to w blogosferze, czy na Tumblrze, czy w domu, są ludzie, prawdziwi ludzie, którzy jakoś reagują na to, co piszesz/mówisz.
Pytanie dnia: czemu takie ogarnięcie się zajęło mi ponad sześć lat?


Na koniec pochwalę się tylko, że przyszła dziś do mnie książka, którą napisał Robert Shaw. ❤ Już nie mogę doczekać się czytania!


Dobra, lecę. Obejrzę sobie jeszcze odcinek Szkoły, a potem pora spać.

2 komentarze:

  1. Uważam, że to dobra decyzja :)
    Mnie internet też dał wielu znajomych i to w dodatku tak podobnych do mnie, że nawet w chwilach największego doła nie jestem samotna i zawsze mam kogoś, do kogo mogę napisać To budujące.
    Podziwiam Cię za czytanie książek w oryginale; osobiście nie znam żadnego języka obcego na tyle dobrze, by obejść się zupełnie bez słownika. Miłej lektury!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz. :)
      Ach, bo się zaczerwienię. ^-^ Dziękuję!
      Uściski :)

      Usuń