piątek, 26 maja 2017

"Są tematy trudne"

Wbrew tytułowi ten post nie będzie polityczny, nie bójcie się.

Wpłaciłam sobie dzisiaj sama pieniądze we wpłatomacie, bądźcie ze mnie dumni.
Generalnie historia jest taka, że miałam z tym czekać na siostrę, która przyjeżdża jutro, czyli z pieniążkami poszłybyśmy jutro po południu albo w poniedziałek, ale wczoraj wygasł mi pakiet na player.pl, co oznacza mniej więcej tyle, że do jutra popołudnia/poniedziałku musiałabym oglądać Szkołę z reklamami, bo pakiet wyłącza reklamy. Poprzedni kupowałam przez sms, ale jak chciałam wczoraj sobie go odnowić, machając ręką na te 5 złotych, które byłabym stratna, to się okazało, że to była jakaś promocja i teraz można tylko przelewem. Jako że reklamy na player.pl są na dłuższą metę frustrujące, to postanowiłam, że nie ma co czekać: przygotowałam sobie pieniądze i dzisiaj z rana poleciałam do banku wpłacić część (z resztą poszłam po południu). Potem wróciłam do domu i wykupiłam sobie pakiet. Ogólnie to jestem z siebie dumna, bo jak sobie myślałam, że muszę iść z siostrą do tego wpłatomatu, to zwątpiłam w swoje możliwości, ale jak sytuacja mnie zmusiła do tego, to poobczajałam w Internecie co trzeba i załatwiłam wszystko sama. To zresztą nie było takie trudne. Poza tym w międzyczasie zauważyłam, że gdybym nie poszła sama, to prawdopodobnie sytuacja wygenerowałaby więcej stresu niż powinna; zacznijmy od tego, że mam taką właściwość, że jak robię coś z kimś, to na tym kimś bezgranicznie polegam, a gdy jestem sama i muszę polegać na sobie, to jestem bardziej rozsądna, bo przecież muszę wszystko załatwić i nie mogę niczego zepsuć. No i dziś (po południu) to było tak, że ten wpłatomat nie chciał mi przyjąć trzech banknotów, bo były trochę pognieciona. Zrobiłam więc pierwszą rzecz, która mi przyszła do głowy, czyli usiadłam na ławce, wygładziłam banknoty i poszłam na spacer, żeby za dwadzieścia minut wrócić i już bez problemów je wpłacić. Gdybym była z kimś, to pewnie zrobilibyśmy to samo, ale jak znam siebie, zaczęłabym płakać i zastanawiać się na głos A co to będzie, a co my mamy zrobić, mam popsute pieniądze, łeheheeee. A tak to obyło się bez tego.

Coś bez ładu i składu to opowiadam, ale najważniejsze powiedziałam w pierwszym zdaniu.
Miałam ochotę pochwalić się od razu rodzince, że mi się udało, ale powstrzymuję się na razie, bo chcę to wykorzystać, żeby strollować moją siostrę. Pewnie i tak skończy się na tym, że jak mnie zapyta, to powiem wprost, że już nie musimy nic załatwiać, bo ogarnęłam to sama, ale mam ochotę sprowokować sytuację, w której siostra pyta:
-Hania, idziemy do wpłatomatu?
A ja na to:
-A masz coś do wpłacenia?
-No nie mam, ale chyba ty coś masz, nie?
-Nie, wpłaciłam wczoraj.
Gdybym miała większe zdolności aktorskie, to zaplanowałabym teatralne otworzenie puszki, w której zawsze trzymałam pieniądze i w której mam teraz dowody wpłat, i powiedzenie płaczliwo-zestresowanym tonem:
-Ale patrz, ja nie mam pieniędzy, ta puszka jest pusta.
Ewentualnie mogę zamachać jej przed twarzą tymi dowodami mówiąc: To są moje pieniądze!
Wredna jestem i chyba trochę głupia. xD

Skorzystałam też z okazji, że mam teraz inny rodzaj kontroli nad swoimi pieniędzmi (czyt. mogę zamawiać rzeczy przez Internet), kupiłam sobie książkę, która ma już 5 lat, tak jak sprawa, której dotyczy, a którą miałam ochotę zdobyć od prawie 4 lat, odkąd na wakacjach mignęła mi w jakiejś księgarni, ale wtedy było mi głupio ją kupić. Będę się musiała trochę nagimnastykować, żeby nikt się nie zorientował, że tę książkę mam, ale dam radę.
Chodzi o książkę Wybaczcie mi Izy Bartosz, dotyczącą Katarzyny Waśniewskiej. Od jej wydania minęło już trochę, tak jak powiedziałam, i sporo się pozmieniało, bo to jednak był początek sprawy, ale będę nieszczęśliwa, jak jej nie przeczytam, zwłaszcza że teraz nie mogę powiedzieć, że nie było okazji.


W ogóle, dzisiaj rano chyba pierwszy raz w życiu wyszłam z domu bez śniadania, bo stwierdziłam, że nie jestem głodna. Poza tym zależało mi na czasie, bo zwlokłam się z łóżka o 11, a chciałam załatwić wpłacanie pierwszej raty przed powrotem taty do domu.
A potem wróciłam do domu i godzinę przed obiadem wpieprzyłam trzy zupki chińskie. Ciii, nikt się nie dowie.
Nie, wcale nie miałam się odchudzać.


Wiem, że parę razy już o tym tu wspominałam, ale powiem raz jeszcze - bolesna owulacja to przekleństwo. Wczoraj nie potrafiłam wstać z łóżka, a potem z kanapy, tak mnie bolało. Gorzej niż przy okresie. Z jednej strony to błogosławieństwo, bo raz na jakiś czas z dużą dozą pewności wiem, że akurat mam dni płodne, ale z drugiej ból, jaki temu towarzyszy, chyba zaprzecza idei tych dni, bo nawet gdybym miała z kim, to zapładnianie byłoby ostatnią rzeczą, na jaką miałabym ochotę w sytuacji, w której ledwo mogę stać i zbiera mi się na wymioty.



Dobra, kończę, bo - jak zwykle - mam do obejrzenia jeszcze jeden odcinek Szkoły. Poza tym wczoraj, jak bojkotowałam oglądanie, zaczęłam grać w grę i może dzisiaj też coś bym zrobiła w tym kierunku. A jeszcze się wyspać muszę, bo jutro jedziemy odwiedzić babcię (i przy okazji mamę i ciocię). Wybór między "zainteresowaniami" a normalnym funkcjonowaniem na następny dzień to ciężki wybór, ale jakiegoś trzeba dokonać.

2 komentarze:

  1. Jestem z Ciebie dumna! Bankomaty nie są takie straszne, prawda? Swoje pierwsze konto miałam tak jak Ty po maturze, ale mnie ktoś przelał pieniądze, ja dopiero je wypłacałam, ale miałam pewne obawy jak Ty - co, jeśli maszyna mnie nie posłucha albo coś źle wcisnę? Na ten moment ma się to obcykane, u Ciebie też tak będzie. A siostrę mogłabyś trochę zawstydzić podobnym dialogiem, niech wie, że dajesz sobie radę. ;)
    Nawet nie wiedziałam, że jest książka o słynnej Katarzynie W. Dzięki za info!
    Trzy zupki chińskie to przecież nic, żadne obżarstwo ;)
    Kurczę, przy bolesnych owulacjach to Ty możesz w ogóle nie mieć przyjemności ze współżycia seksualnego z kimś. Współczuję! A byłaś z tym problemem u lekarza? Może medykamenty z hormonami mogą pomóc?
    Ty oglądasz Szkołę, a ja koreańską dramę, w którą wsiąkam. Łączmy się, maniacy oglądania!
    Takie dylematy tworzą nasze życie. Trzymaj się!
    Uściski! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie są straszne. Teraz, po tym pierwszym wpłacaniu, to już w ogóle nie będę się bała. :) Siostry raczej w końcu nie zawstydziłam, nawet mnie pochwaliła, chociaż zaznaczyła, że nastawiała się na pomaganie mi.
      Proszę bardzo!
      Skoro tak mówisz... ;)
      Na razie nie jest to zbyt wielki problem, bo nie każda moja owulacja jest bolesna, ale w najbliższej przyszłości mam zamiar wybrać się do ginekologa i prawdopodobnie o tym wspomnę, skoro już będzie okazja, lekarz powinien coś zaradzić.
      Będę się trzymać ;) Pozdrawiam!

      Usuń