poniedziałek, 22 maja 2017

"Żyj chwilą, oddychaj przyszłością"

Od paru dni zapominam napisać o najważniejszym, czyli o tym, że 12 czerwca zaczyna się druga edycja Projektu Lady. ❤ Tak długo na to czekałam! Trochę się boję, że tę drugą edycję będzie się źle oglądało - właśnie przez to, że jest druga i będzie pewnie trochę inna od pierwszej, ale i tak się cieszę.

Przynajmniej może mi to umili perspektywę spędzenia kolejnych kilku dni w inny sposób, niż się spodziewałam. Generalnie miałam być od czwartku przez tydzień sama z tatą w domu, co - jak możecie się domyślać z tego, co pisałam już wcześniej - oznacza tak naprawdę bycie w domu samej, bo do popołudnia tata pracuje, a potem i tak każde siedzi w swojej bazie i robi co chce. Tymczasem okazuje się, że siostra ma coś do pozałatwiania u lekarzy i jeszcze gdzieś tam i najpierw przyjedzie ze szwagrem na weekend, a potem zostanie na kilka dni z nami. Czyli czas typowej samotności mi się drastycznie skróci, bo niby siostra gdzieś tam będzie chodzić, ale jak już będzie w domu, to wypadałoby siedzieć obok. No dobra, z tym, że mi się samotność skróci, w sumie aż takiego problemu nie mam, tak samo cieszę się, że siostra nas odwiedzi, ale to oznacza, że będę na długie okresy odcięta od swoich zajęć, czyli od oglądania Szkoły i innych bzdet w Internecie czy nawet od czytania. Ech, ciężkie życie. Ale dam radę!


A w to oglądanie Szkoły tak się wkręciłam, że masakra. Nawet nie wiem, kiedy te odcinki przelatują. Chyba się uzależniłam - i to w takim stopniu, że mi się dziś aktorzy z serialu śnili.
Poza tym przyznałam się dziś mamie, że chciałabym pojechać do Krakowa. Powód przemilczałam. Rozmowa zaczęła się w ogóle od tego, że mama powiedziała, że pojedziemy może na parę dni do kuzynki pod Kraków, na co ja przyznałam, że chciałam pojechać do Krakowa w sensie do miasta. Mama zaproponowała, że w razie czego mogłabym pojechać z kuzynką do miasta i pozwiedzać, kiedy ona będzie w pracy, a potem wrócić. I ten pomysł nie jest zły, jest nawet bardzo dobry, namieszał mi tylko trochę w głowie. Uwaga, przygotujcie się na długi wywód.
To jest tak, że chciałam jechać do Krakowa na spektakl, w którym gra Jan Mancewicz, bo on jest też aktorem teatralnym, wtedy mogłabym zobaczyć go na żywo i w ogóle, nie mam tylko terminu, bo spektakle rozpisane są do końca maja. No i ten plan ciężko byłoby zrealizować przy moich środkach, bo oznaczałoby to albo zostanie na noc w Krakowie, albo powrót do domu na noc; nie sądzę, żeby moi rodzice zgodzili się na taką wyprawę w samotności, a też nie do końca chcę się przyznawać, o co chodzi (gdybym była sama, to mogłabym przemilczeć wyjście do teatru, a jakbym miała być z kimś, to jednak trzeba tego kogoś wtajemniczyć). Teoretycznie opcja z wyjazdem do Krakowa na kilkogodzinne snucie się po mieście nie jest zła, istnieje nawet szansa, że pozwoliłoby mi to na realizację mojego marzenia, no ale powiedzmy, że idę sobie ulicą i widzę, że naprzeciwko mnie idzie Mancewicz. I co? Jak jest taka szansa, to wypadałoby podejść, coś powiedzieć, może nawet zapytać o autograf czy zdjęcie. Ale co ja bym mu miała powiedzieć? Nawet jedno sensowne zdanie mi nie przychodzi do głowy. A gdybym miała spróbować podejść do niego po spektaklu, to wtedy można coś powiedzieć o roli i takie tam. Pomyślałam jeszcze o odwołaniu się do metody znanej nam z zeszłego roku, czyli formy pisemnej, ale nie ratuje mnie to przed brakiem czegokolwiek mądrego, co mogłabym powiedzieć.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje mi się wyjazd z rodzicami do kuzynki i skorzystanie z opcji snucia się po Krakowie przez kilka godzin, modląc się o to, że może jednak bym go spotkała i może by mnie oświeciło, co powiedzieć. I to by było tyle na te wakacje. Potem mogłabym się z kolei modlić o fajnych znajomych na studiach, w sensie takich, którzy z jednej strony są w miarę ogarnięci, żeby nie było strach jechać z nimi dalej niż z uczelni do domu, a z drugiej strony trochę zakręceni, żeby nie było mi głupio zapytać o wspólny wyjazd do Krakowa z zaznaczeniem, że w moich planach jest pójście do niszowego teatru na dziwną sztukę z powodu aktora znanego głównie ze Szkoły TVN. Serio, ten pomysł wydaje mi się w moim pokręconym stanie świadomości najlepszy. Niby mogłabym tupnąć nogą i pojechać do teatru już w te wakacje, ale jak sobie myślę, to wydaje mi się, że jak dojdzie do tego w przerwie międzysemestralnej czy nawet w kolejne wakacje, to nic mi się nie stanie, może nawet będzie lepiej. W końcu jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy.
Inna sprawa jest taka, że mogłabym studiować na Jagiellonce i pomieszkiwać sobie w Krakowie, wtedy w ogóle nie byłoby problemu, ale nie chcę podejmować decyzji zbyt pochopnie.



Jestem też z siebie dumna po dzisiejszym dniu. Generalnie od wczoraj miałam ochotę wdać się w dyskusję z jedną osobą, ale dziś stwierdziłam, że nie ma po co, zwłaszcza że chyba nawet nie mam dobrego powodu. W gimnazjum tak raz dyskutowałam, to ciągnęło się to za mną kilka miesięcy i jeszcze struło mi wakacje, i to wszystko z mojej winy. Nie uśmiecha mi się przechodzić przez to drugi raz w ciągu kilku lat, w dodatku znowu dlatego, że to mnie zachciało się rozdmuchiwać jakąś sprawę. Chcę mieć spokojne wakacje, serio. No i jestem z siebie dumna, bo jednak potrafię uczyć się na własnych błędach i ich nie powtarzać.

Czy to jest dobry znak na zbliżający się czas? Chcę wierzyć, że tak. :)

2 komentarze:

  1. Akurat wczoraj widziałam zapowiedź drugiego sezonu i coś mi się wydaje, że będą tu gorsze przypadki do zrobienia z nich dam.
    Mniej samotności nie powinno Cię zbytnio wytrącić z rytmu oglądania, w końcu to tylko kilka dni ;)
    A oglądałam wczoraj Szkołę (tj. powtórkę o 12) i się trochę ponudziłam, za mało dramatów i niedorzeczności.
    W roku akademickim to i ja bym mogła dolączyć do Ciebie i Twoich kolegów z roku! Mam nadzieję, że trafisz na takich, jakich chcesz! (A w ogóle zaczęłaś się już gdzieś rekrutować na studia?)
    I bardzo dobrze, że uczysz się na błędach! O to przecież chodzi :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje. W pierwszym sezonie w sumie mogłam szybko ocenić, kto daleko zajdzie, a teraz po zapowiedzi czarno to widzę.
      Mam taką nadzieję. ;)
      Byłoby mi (nam?) bardzo miło. :D Jeszcze nie zaczęłam się rekrutować, bo ogólnie systemy rekrutacyjne dopiero zaczynają się otwierać (na UJ dzisiaj, na UŚ na początku czerwca), poza tym chyba potrzebuję jeszcze chwili, żeby się zastanowić, na którą uczelnię i kierunek chcę iść ostatecznie.
      ^-^ Ściskam!

      Usuń