niedziela, 4 czerwca 2017

Give us a little love

Witam w czerwcu!


Miałam jutro jechać do siostry na kilka dni, ale dalej jestem trochę chora i rodzice stwierdzili, że powinnam zostać w domu, a nie wozić się pociągami i siedzieć siostrze na głowie, zresztą ona sama stwierdziła przez telefon, że mam dziwny głos i żebym się wykurowała do końca. No to się będę kurować. W towarzystwie Szkoły i kilku książek.

O, właśnie. Skończyłam dzisiaj czytać jedną książkę. Znowu jestem wartościowym człowiekiem. To nic, że czytałam ją ze dwa tygodnie, mimo że była niewymagająca.
Ja bym mogła nadrabiać te książki i grać w gry i w ogóle inne takie, ale Szkoła jednak za bardzo mnie wciągnęła. Mnie to aż przeraża, z jaką namiętnością to oglądam.
Dobra, cicho! Miałam nie narzekać na ten temat.



Rozkminiałam dzisiaj na temat mojej skłonności do zakochiwania się w osobach a) sporo starszych ode mnie i b) niedostępnych. Najmłodsza osoba, w której byłam na poważnie zakochana, była 13 lat starsza ode mnie, a i tak nie mogłabym z nią być. Chyba żeby zaliczyć do tego zacnego grona jednego chłopaka, który jest rok młodszy ode mnie i chodził do mojej podstawówki i gimnazjum. Był moim pierwszym zauroczeniem i jarałam się każdym zamienionym słowem oraz tym, że raz sprzedawałam mu podręczniki. Nawet nie można było powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi, raczej w miarę dobrymi kolegami, ale jakoś tak serce mocniej mi biło na sam jego widok, a że był też ministrantem w mojej parafii, to szybko mi nie przeszło. Stety-niestety było to w czasach, kiedy nawet nie pomyślałam o zasugerowaniu mu, co czuję, i moje uczucie pozostało w sferze platonicznej. Niestety, bo może miałabym chociaż jednego chłopaka w życiu (co z tego, że jako dwunastolatka), a stety, bo potem, jak już byliśmy w gimnazjum, to we w miarę oczywisty sposób zarywał do mojej koleżanki z klasy, za którą nie przepadałam i z którą otwarcie się pokłóciłam się kilka razy - możliwe, że fakt, że mieli się ku sobie, to znak, że nie byłby mnie wart.
Trochę to niesprawiedliwe, że z osób, które znam, nawet takie, które są/były mega dziwne i/lub ogólnie nielubiane są/były w związku przynajmniej raz. No dobra, może jeden kolega nie był, ale próbował. A ja nawet nie mogę zakochać się w osobie, z którą teoretycznie mogłabym być. A potem wylewam swoje żale w Internecie... Gdyby chociaż moje życie było jakieś mega interesujące, ale ono przecież jest mega nudne. Sama to czasami czuję/widzę, a jak to w ogóle musi wyglądać z boku...
Dobra, koniec z tym. Są wakacje, powinnam być zadowolona z życia, a ja tylko siedzę i marudzę. A potem będę marudzić, że marudzę. Aż chyba sobie zrobię w tym tygodniu coś szalonego. Pojadę na grób Mariusza Szczerskiego czy coś. W sumie planuję to już półtora roku, najwyższa pora wcielić te plany w życie.



Nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć, więc idę dalej oglądać Szkołę i rozpaczać nad moim nędznym losem. Wmawiałabym sobie, że może przez studia coś się poprawi, ale jestem w takim stanie, że i tak w to nie wierzę.

2 komentarze:

  1. Miłego kurowania się i czytania! :)
    Moja przyjaciółka zakochiwała się w mężczyznach starszych/niedostępnych/ lub w idiotach (jest moją rówieśniczką). Obecnie od kilku miesięcy jest w swoim pierwszym związku ze starszym mężczyzną (od Ciebie jest on starszy właśnie trzynaście lat) i cieszę się, widząc, jak bardzo jest szczęśliwa. Osobiście pozostaję wieczną singielką, ale mnie akurat na wielkiej miłości jakoś szczególnie nie zależy. Jestem zdania, że na każdego przyjdzie w końcu czas w sprawach sercowych, tego się też chwyć ;)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło wiedzieć, że komuś znajomemu (czy raczej znajomemu znajomego ;)) taki związek się udaje. Tak, chyba dobrze zrobię, jak też się tego chwycę. :)

      Usuń