sobota, 24 czerwca 2017

Jak żyć?

Dzisiaj jest ten dzień, w którym wszystko sprzysięga się przeciwko mnie.

Zaczęło się od tego, że moje plany na ostatni weekend lipca uległy ostatecznej weryfikacji. Chciałam jechać do Krakowa, bo akurat wypadł spektakl w teatrze, na który chciałabym pojechać, nawet miałam dzisiaj zacząć kręcić się przy mamie, żeby mi pozwoliła, ale w jakiejś rozmowie został wyciągnięty temat Tour de Pologne i przypomniało mi się, że chciałam w jego czasie zostać w domu, bo trzeci rok z rzędu będzie premia u mnie w mieście, a ja przez dwa lata przegapiałam co wydarzenie. I nie, że między spektaklem a przejazdem touru przez moje miasto są na przykład cztery dni, nie nie - jest to dzień po dniu! Na spektakl miałabym jechać na 29 lipca, a Tour jest trzydziestego. Teoretycznie rozwiązaniem byłoby pojechanie do Krakowa i zakręcenie się wokół pierwszego etapu, który jest właśnie w Krk właśnie 29 lipca, ale jak sobie pomyślę o tych tłumach ludzi, które zapewne tam będą, to już mi się nie chce.
Najrozsądniejszą opcją będzie chyba przyjęcie wyjazdu do kuzynki i jednodniowej wizyty w Krakowie jako jedyną słuszną szansę oraz liczenie na szczęście. Nawet mi to nie przeszkadza, bo niby będę mogła posiedzieć w domu na ten koniec lipca, ale z drugiej strony denerwuje mnie to, że coś w końcu dostanę, ale dalej nie będę do końca zaspokojona.


A później... później to w ogóle się zdenerwowałam. W jakiejś rozmowie o wakacjach temat zszedł na urlop w Chorwacji, na który ma pojechać moja siostra ze swoim mężem oraz jego bratem i dziewczyną brata. Dowiedziałam się przy tym, że w jeden dzień będą płynąć promem do Wenecji. Wiem, że to głupie i infantylne, ale aż się rozpłakałam z zazdrości. No bo kto od prawie pięciu lat pragnie wyjazdu do Wenecji jak mało czego? Kto obiecałby wszystko, żeby tam kiedyś być - kiedyś, czyli najlepiej już? Ja! I się jeszcze nie doczekałam! A moja siostra, która straszliwie narzeka na upały i na myśl o tych chorwackich kręci nosem, jak gdyby nigdy nic pojedzie sobie tam na kilka godzin! Ona to zobaczy na własne oczy i to właściwie przez przypadek! A ja co? Ja sobie co najwyżej mogę palcem po mapie pojechać! A jedyny większy wyjazd, jaki mam zapewniony na te wakacje, jest - uwaga - na Dolny Śląsk, z noclegiem w Jeleniej Górze czy innej podleśnej dziurze. No kurwa, to brzmi jak dobry żart.
To ten moment, w którym zaczynam się zastanawiać i wydaje mi się, że przegrałam loterię genetyczną czy coś. Chciałabym mieć szczęście w miłości, fajne wyjazdy i spokojne myśli, a tymczasem nie potrafię się dobrze zakochać, nie potrafię się wybrać nawet do pieprzonego Krakowa tak, żeby wszystko się ładnie zapowiadało, i jeszcze mam podejrzenie nerwicy. Zajebiście po prostu.
(Ja przynajmniej nie muszę płakać, że moje odchudzanie nie daje efektów, bo zwyczajnie się nie odchudzam jakoś przesadnie, ale to już inna bajka).


No i jeszcze kolega nie odezwał się w sprawie moich pieniędzy. Mam dziwne wrażenie, że mogłam coś przekręcić, bo ostatnio jestem trochę zakręcona, jednak nie zmienia to faktu, że brak mi już słów. Zresztą gdybym je miała, to chyba byłoby już szkoda je marnować.


Tak się zastanawiam - to całe moje rozgoryczenie jest winą tej teoretycznej nerwicy czy tego, że zwyczajnie świat i ludzie są wkurwiający?
Niedługo się dowiem, jaka jest odpowiedź, ale podejrzewam, że tak w sumie to chyba jedno i drugie.


Od poniedziałku - najlepiej byłoby od jutra, ale nie spieszmy się - muszę zacząć wprowadzać jakieś zmiany. Będę więcej czytać, pisać, grać, albo chociaż obejrzę coś innego niż Szkoła. Może to mi zmieni podejście do życia. Oby.

2 komentarze:

  1. Wczoraj mnie wywaliło akurat, jak pisałam komentarz. Niegrzeczna burza.
    Takie negatywne podejście do życia zdarza się wszystkim. Wówczas, poza taplaniem się w beznadziejności sytuacji, tłumaczę sobie, że choć los ma mnie w dupie, to przecież mogłam mieć gorzej. Pomaga choć na moment.
    Kolegę za te pieniądze to bym goniła, cztery dychy piechotą nie chodzą.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz, a u mnie burzy nie było.
      W sumie takie tłumaczenie ma sens.
      Goniłabym go ciągle, ale mam już powoli tego dość. Chociaż niedługo chyba mu się przypomnę.

      Usuń