środa, 7 czerwca 2017

Mieszane uczucia

Z tego robienia czegoś szalonego w tym tygodniu chyba nic nie wyjdzie, bo w sumie nie było i nie będzie kiedy. Jak się mamie pochwaliłam, że chcę sobie gdzieś pojechać, to stwierdziła, że pojedziemy razem na zakupy do Kato - i faktycznie dzisiaj pojechałyśmy. Z tych zakupów aż mi się odechciało wychodzić z domu, a jeszcze muszę pojechać w piątek do szkoły, bo pożyczałam jednej z wolontariuszek książkę, sama też mam jeszcze jakiś podręcznik od mojej nauczycielki angielskiego, to przy okazji zostawię. Na szczęście na szalone wyjazdy mam jeszcze trochę czasu, a i mój weekendowo-poniedziałkowy weltschmerz zdążył przeminąć, więc nie muszę go w żaden sposób kajać.
Poza tym plusem jest też to, że kupiłam sobie dzisiaj trochę rzeczy, to mama nie będzie mi w najbliższym czasie suszyć głowy o zakupy. Co prawda miałam sobie kupić spodnie, a w końcu sobie nie kupiłam, ale to w sumie mało ważne. xD



W piątek mam urodziny i jak o tym pomyślę, to już mi się nic nie chce. Co prawda nie będę miała imprezy, przynajmniej nie takiej jak w zeszłym roku, ale jak sobie pomyślę o tych wszystkich gadkach w stylu jak to czas leci, niedawno taka mała byłaś, a tu już dziewiętnastka, to obrzydzenie mnie bierze. Każdego roku to się powtarza i tylko ja zdaję się mieć dość. Zabarykadowałabym się w sobotę - czyli w dniu, w którym będzie u nas siostra i szwagier i jeszcze brat z rodziną - w swoim pokoju, ale jak to moje urodziny, to średnio wypada.


A w przyszłym tygodniu będę w rozjazdach, bo poniedziałek-środa będę odwiedzać siostrę, a na Boże Ciało mamy odwiedzić rodziców szwagra. Oczyma duszy już widzę siebie snującą się po pokoju/mieszkaniu/okolicy i rozpaczającą, bo mogłabym przecież siedzieć i oglądać Szkołę, a jednak nie mogę. Rozważam zabranie ze sobą laptopa do siostry, żeby obejrzeć chociaż odcinek dziennie, ale wiem, jaka będzie reakcja mojej mamy na taką propozycję - a nie będzie pozytywna - więc nie wiem, czy w ogóle powinnam pytać. A Boże Ciało to już w ogóle stracone.
Cóż, mam nadzieję, że najgorzej jednak nie będzie.


O, zapomniałabym się jeszcze pochwalić. Kupiłam sobie nowy portfel.


Stary był bardzo zwykły, poza tym zaczął się niszczyć, bo miałam go od początku gimnazjum. Poszperałam więc na Allegro i wyszperałam taki. Na żywo prezentuje się lepiej. :) Generalnie jestem zadowolona, że go mam.


Zmiatam wyrabiać swoją średnią obejrzanych odcinków Szkoły na ten tydzień. Powinnam zameldować się jutro. :)

2 komentarze:

  1. Jak nie kupiłaś spodni przy tej okazji, to masz powód, by wybrać się kolejny raz :D
    To był taki weltschmerz wraz z heartache, ale cieszę się, że jest już lepiej!
    Fajne takie rozjazdy. Rozumiem ten ból niemożności obejrzenia serialu, ale pomyśl sobie, że po powrocie będziesz mogła zarywać dla niego noce. Czy to nie brzmi dobrze?
    Jaki śliczny portfel! *_* Jakoś nie ciągnie mnie do Paryża, ale ta Wieża Eiffla wygląda cudnie. Przypomniałaś mi, że też powinnam kupić sobie nowy portfel, bo ten z angielskim autobusem jest już obszarpany. Może jak się trochę gotówki pojawi, to kupię.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jest to jakiś plus. :)
      No tak, to brzmi dobrze. :D
      Tak jak zawsze chciałam jechać do Paryża, to ostatnio też przestało mnie ciągnąć, ale ten portfel i tak mi się spodobał. ;)

      Usuń