czwartek, 29 czerwca 2017

Oczekiwanie

W sumie nie chce mi się pisać, ale że mi się nudzi, to napiszę.

Czuję się dzisiaj jak w Sylwestra czy inny dzień, gdzie do określonej godziny MUSISZ wytrwać, chociaż nie chcesz. To znaczy, w sumie nie muszę, właściwie to bardziej chcę... nieważne. Chodzi o to, że czekam na otwarcie strony, na której będę mogła sprawdzić wyniki matur, a otwiera się o północy. No i tak jak zazwyczaj wysiedzenie do północy albo dłużej to dla mnie żaden problem, tak dzisiaj od dwudziestej pierwszej chodzę po ścianach. Oczywiście zachciało mi się też spać, mimo że o tej porze zazwyczaj tego tak nie odczuwam. Teoretycznie mogłabym machnąć ręką i faktycznie pójść spać, ale pewnie i tak leżałabym i zastanawiała się, ile mam procent z różnych przedmiotów. Znając moje szczęście będę czekać do tej północy, a potem i tak serwer trafi szlag i nie sprawdzę. Niby tak czy siak muszę jechać jutro po papierek do szkoły, z którego wszystkiego się dowiem, ale jednak zawsze to inaczej.


Dobra, koniec tego narzekania.

Dzisiaj w końcu skończyłam czytać Wybaczcie mi. W końcu się dowiedziałam, czemu padło na taki tytuł - jak umrę, to spełniona! Ale poza tym to tak przykro mi się zrobiło.
Oprócz tego odświeżam sobie serię Pamiętnik nastolatki - trochę to dziecinne z mojej strony, wiem, ale jakoś tak mnie wzięło. Trochę żałuję, bo przy piątej części ta seria się robi już mega nudna, w dodatku pamiętam, jak się skończył ostatni tom, a jak się wie, do czego się dąży, to jakoś ciężko to idzie. Jak w zeszłym toku odświeżałam Alę Makotę, to był element zaskoczenia, bo niby zakończenie ostatniego posiadanego przeze mnie tomu też kojarzyłam, ale po drodze było mnóstwo zwrotów akcji, a w PN ciągle to samo. Z jednej strony głupio mi przerywać w połowie, ale chyba zrobię sobie przerwę i poczytam coś innego. O ile w najbliższym czasie w ogóle coś poczytam, bo jutro najpierw będę się rano ogarniała godzinę jak zwykle, potem jadę do szkoły, potem wracam na obiad, a potem już rodzice zostawiają mnie samą, a jak zostaję sama, to raczej nie mam zapału do czytania. Na szczęście to tylko weekend.


Prawdopodobnie już jutro będę mogła się przyznać, co to za plan miałam w związku z poprawianiem sobie humoru. Co prawda ostatnia część miała być we wtorek, ale dzisiaj pomyślałam, że szkoda mi czasu i pieniędzy (bo pieniądze na to też idą), a że nic nowego z tego nie wyniosę, to lepiej zrezygnować, póki mogę. Na szczęście jest to sytuacja, w której argument "są wakacje, nie mam czasu" wcale nie jest tak bezsensowny, jakby się mogło wydawać, zresztą możliwe, że faktycznie nie będę mieć czasu. Będę załatwiać sprawy, taka ze mnie bizneswoman.
No dobra, bizneswoman to może jednak jeszcze nie, ale kandydatka na studentkę - owszem.
A jak jednak nie będę załatwiać spraw - albo nie będę załatwiać ich akurat we wtorek - to tak se pojadę do Katowic, bo nikt mi nie zabroni.


Oho. Serwer z wynikami już się przeciążył, a jest ledwo wpół do dwunastej. Nagle wszyscy stwierdzili, że będą czekać. A jeszcze połączenie internetowe średnio mnie lubi.

O, patrzcie, jaka ciekawostka. Wróciłam sobie z nudów do postu z pierwszego września ostatniego roku i czytam takie coś:


Dziś na rozpoczęciu roku standardowo była wzmianka o rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Ech. Nawet nie miałam ochoty hajlować i wybiegać z sali. Bardziej miałam ochotę wbić na scenę, zabrać mikrofon i dodać, że to też 35. rocznica śmierci Alberta Speera, ale w końcu się nie odważyłam. Ale chyba powylewam z siebie żale, jak przyjadę odebrać wyniki matur w przyszłe wakacje, bo potem już nigdy do szkoły nie wrócę i nie będę musiała się zastanawiać, co mi ludzie powiedzą. 

Dobrze, że teraz do tego wróciłam, bo jakoś zapomniałam o tym. Trochę mi się szkoda zrobiło planów, które miałam wspólnie ze znajomymi, w sensie o nagadywaniu nauczycielom na koniec szkoły, ale jak sama z siebie, z powodu własnych przekonań, zainteresowań i głupich pomysłów powiem, co chciałam zrobić na dwóch rozpoczęciach z rzędu i że w imieniu Speera czuję się pominięta, to chyba też nie będzie źle.



No i tak mi zeszło 45 minut na pisaniu tutaj. Zbliża się północ, więc oddalę się, by oczekiwać na wyniki. Jak uda mi się je zobaczyć wcześniej niż wpół do pierwszej, to zedytuję posta, żeby nikogo nie trzymać w niepewności, chociaż w jutrzejszym pewnie i tak jeszcze o tym napiszę.

EDIT 00:25: Zdałam :D Więcej szczegółów niedługo :)

2 komentarze:

  1. To postanowienie z września mnie rozbawiło, nie wiem czemu.
    Czytam dwie książki równocześnie, końca żadnej z nich nie widzę, co mnie dobija. Polecasz zapoznać się z [Wybaczcie mi]?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też rozbawiło, jak do niego wróciłam, ale z drugiej strony na tym blogu już chyba nic mnie nie zdziwi.
      Wydaje mi się, że ta książka jest w pewien sposób łatwiejsza do czytania, jak było/jest się zainteresowanym sprawą, ale generalnie polecam.

      Usuń