piątek, 16 czerwca 2017

Skomplikowany dzień

Ja to chyba mam jakiś talent do przyciągania dziwnych sytuacji.
Wyszłam sobie po południu z domu, żeby pójść do Lidla po musli, które jadłam u siostry i które mi smakowało. Idę sobie, idę, idę... zaczęło się od tego, że źle skręciłam, bo ogólnie to Lidl jest na osiedlu, na którym mieszka mój brat, ale w innym miejscu, niż mi się wydawało, bo nigdy nie byłam tam sama. No i w tym momencie, jak źle skręciłam, zaczęło padać. No to pobiegłam do pierwszego z brzegu bloku i weszłam do klatki, żeby przeczekać. Do tej klatki bym pewnie nie weszła, ale akurat wchodził jakiś pan i mi powiedział, że mam wejść, bo jak zacznie lać, to daszek mi nie wystarczy. To weszłam i faktycznie, myślę, że tak było lepiej. I tak sobie stałam na tej klatce chyba pół godziny, i obcy ludzie sobie chodzili obok mnie i w ogóle... Żeby nie było mi tak smutno, to spamowałam mojej przyjaciółce z Anglii tym, jak bardzo mi źle, bo poszłam tylko po musli do sklepu, a się rozpadało. A na koniec okazało się, że trafiłam na blok, w którym mieszkają teściowie mojego brata. Przez moment miałam ochotę pójść i do nich zapukać, ale chyba byłoby mi głupio.
Jak się już rozpogodziło i poszłam do tego Lidla, to się okazało, że nie ma akurat tego rodzaju musli, którego szukałam. Kupiłam sobie za to miętowe czekoladki w Aldi, głównie dlatego, że opakowanie, które dostałam od siostry na urodziny, zdążyłam zjeść, a nie chcę, żeby się to wydało, więc będę udawać, że to cały czas to samo. Kosztowało mnie to sześć złotych, ale chyba się opłacało.
A potem wracałam do domu autobusem i dopiero jak wsiadłam do tego, który przyjechał, to sobie uświadomiłam, że ma trochę okrężną trasę. Ale na to akurat nie narzekam, bo nie wiem, o której miałabym kolejny, a nie chciało mi się za bardzo iść na piechotę, tak to przynajmniej pozwiedzałam.


Poza tym dzisiaj trochę zamulałam, głównie przed komputerem, ale też trochę przed telewizorem i przy książce. Jak rodzice poszli na zakupy, to obejrzałam sobie w TV pierwszy odcinek drugiego sezonu Projektu Lady. Niby nie różni się jakoś bardzo od pierwszego sezonu, ale jednak odczuwałam taki... dyskomfort? Na pewno wiem, że na razie nie będę oglądać. Może pod koniec wakacji mnie weźmie, to obejrzę wszystkie odcinki pod rząd. Jak mi się skończy Szkoła, to będzie łatwiej. xD
O, i jeszcze oglądałam dzisiaj gazetę z programem telewizyjnym. Odkryłam, że telewizyjny tytuł filmu Sucker Punch to Nagły cios i jestem tym zniesmaczona, bo jednak przyzwyczaiłam się do oryginalnego. Poza tym odkryłam też, że na TVP1 leci jeden serial, w którym w jednym albo dwóch odcinkach zagrał Karl-Otto Alberty. Gdyby to było rok temu, to pewnie zmolestowałabym rodziców i mogłabym oglądać, ale w tym roku mam inne zobowiązania serialowe. No i oprócz tego w tym tygodniu leci mnóstwo filmów wojennych, z rodzaju tych, które oglądam. Ale wszystkie już widziałam co najmniej raz, więc chyba się nie skuszę, i tak mam trochę do nadrobienia.
Przeraża mnie to, że prawdopodobnie będę musiała obejrzeć jeden nowy film wojenny. Jak byłam u siostry, to szwagier rzucił tytułem i wstępnie się zgodziłam, ale potem okazało się, że w obsadzie jest Shia LaBeouf, który na mojej liście cenionych osób jest jeszcze niżej niż Richard Burton, o którym kiedyś mówiłam, że go sobie raczej nie cenię. O ile filmy z Richardem Burtonem jestem skłonna przetrwać, to tych z LaBeoufem unikam jak ognia. Problem jest taki, że moja siostra specjalnie ten film znalazła w Internecie i specjalnie dała 10 złotych na to, i głupio będzie się wymigiwać. Szwagier ten film już widział, a siostra za takimi nie przepada, to może sprawa pójdzie w zapomnienie.


Kończę, bo późno się zrobiło, a chcę jeszcze wyrobić swoją "szkolną" normę. Dobranoc!

2 komentarze:

  1. Jakie to niespodzianki mogą człowieka spotkać, jak tylko źle raz skręci podczas drogi. Nie zazdroszczę ani deszczu, ani braku musli.
    Miętowe czekoladki! *__* Gdyby nie to, że przeszłam na dietę, bo mnie oczy zabolały podczas ostatniego spotkania z wagą, to też bym sobie kupiła. Teraz kuszą mnie w Lidlu lody w stylu włoskim, jeśli się na nie ugnę, to i tak zjem je tak, by i bracia oraz mama coś z tego dostali - będę wtedy miała mniejsze wyrzuty sumienia.
    Co tam okrężna droga, ważne, że nie musiałaś czekać nie wiadomo ile na kolejny. Szukajmy pozytywów w sytuacji ;)
    Mnie dobija polskie tłumaczenie Stuck in Love na Bez miłości ani rusz. Wolałabym oryginalny.
    Też nie przepadam za widokiem Shii na ekranie, dlatego wybierając film, omijam te z nim w jakiejkolwiek roli. Chyba tylko Kto pod kim dołki kopie... i Constantine były tymi filmami, gdzie zniosłam jego obecność.
    Ale skoro siostra zapłaciła, to nie rób jej przykrości. Jakby co, będziesz mogła napisać niepochlebną recenzję i dać upust złym uczuciom.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to sama miałam zamiar schudnąć, ale mnie ostatnie spotkanie z wagą raczej podbudowało (ważę mniej niż mi się wydawało), to stwierdziłam, że na miętowe czekoladki mogę sobie pozwolić.
      Pozytywy są najważniejsze :)
      Prawdopodobnie właśnie tak to się skończy, że przeboleję te półtorej godziny i powylewam swoje żale w Internetach czy coś.

      Usuń