niedziela, 18 czerwca 2017

Ucieczki

Osiągnęłam dzisiaj sukces, bo pierwszy raz od bardzo dawna napisałam więcej niż dwa zdania w opowiadaniu. Ogólnie to mi głupio, bo mam od miesiąca wakacje i w tym czasie mogłabym napisać przynajmniej ze dwa rozdziały, a jedyne, co zrobiłam, to obejrzenie stu odcinków Szkoły. Jestem złym twórcą.


Prześladuje mnie myśl o tym, że do Krakowa chciałam uciec już dawno. Jak byłam w podstawówce i przez pięć lat pod rząd byłam raz na rok w Krk, to sobie ubzdurałam, że już jak będę miała iść do gimnazjum, to pójdę właśnie w Krakowie. Miałam wtedy z 9 lat i szybko o tym zapomniałam, ale ostatnio naprawdę dręczy mnie myśl, że takie plany miałam już dawno. Wiem, że o tym, co zaraz powiem, już wspominałam i nawet już podjęłam decyzję, ale naprawdę zastanawiam się nad tym, co mogłabym zrobić teraz. Bo tak naprawdę mogłabym pojechać do Krakowa na studia - gdybym to odpowiednio rozegrała przed rodzicami i sama była w 100% przekonana, ale nie czarujmy się, studia nie byłyby jedynym powodem mojej "ucieczki", a przez te inne powody mogłabym nawet zawalić te studia i to w trybie nagłym. Są momenty, w których mi to zwisa, mówię sobie "yolo" i takie tam, ale w innych stwierdzam, że stracenie semestru czy nawet całego roku z powodu jednego widzimisię nie za bardzo mi się uśmiecha, mimo że to widzimisię bardzo mnie dręczy.
W ogóle stwierdziłam, że miłość/zauroczenie/zadurzenie są głupie. Głupie, bo trudno się z nich wyleczyć, o ile w ogóle się da. Myślałam od jakiegoś czasu, że wyleczyłam się z jednego typa, ale wczoraj okazało się, że nie, bo jak mi gdzieś mignęło jego zdjęcie, to aż mnie fizycznie zabolało. I wczoraj, i dziś się z tego wszystkiego rozpłakałam.
Te wszystkie myśli i rozkminy składające się na humor, w którym mogłabym chodzić po ścianach, utwierdzają mnie w przekonaniu, że plan, jaki mam na nadchodzący tydzień, jest właściwy, bo może mi pomóc, ale z drugiej strony się boję. Boję się, że wrócę do domu niby taka sama, ale jednak inna, bo może potwierdzić się jedna rzecz, którą niby podejrzewam i z której istnieniem jestem pogodzona, ale ta możliwość wystąpienia świadomości istnienia tej rzeczy może mnie pogrążyć. Cóż, teraz już tego nie odwołam, bo chyba byłoby mi jeszcze bardziej źle. Pożyjemy, zobaczymy - mam tylko nadzieję, że jednak będzie lepiej.


Chyba chciałam coś jeszcze napisałam, ale teraz nie mam pojęcia, co dokładnie, więc lepiej się zmyję. Odezwę się, jak będę w humorze.

2 komentarze:

  1. Gratuluję tych dwóch zdań! :) Ja jestem grafomanem, który ma bardzo duże wyrzuty sumienia, jak nie napisze w ciągu dnia przynajmniej dziesięciu linijek. Daje to różne efekty, ale przynajmniej się pisarsko realizuję.
    Wydaje mi się, że droga do Krakowa będzie otwarta zawsze i będziesz mogła z niej skorzystać, kiedy tylko się do tego przekonasz. Spędziłam w tym mieście dziewięć miesięcy życia i choć tam mi się nie powiodło, miło wspominam spędzony tam czas.
    Oj tak, z miłości trudno się wyleczyć, ale przynajmniej się da, jak nie z każdej choroby.
    Nie płacz więcej z takiego powodu, szkoda kanalików!
    Aj, zaciekawiłaś mnie tym planem. Powodzenia w jego realizacji!
    Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Chciałabym mieć takie nawyki, ale przez matury i tak nie miałam czasu, a ostatnio jakoś trudno mi się w ogóle zebrać.
      Gdyby pomysł na studia w Krakowie pojawił się trochę wcześniej niż pod koniec matur, prawdopodobnie bym się zdecydowała, teraz mimo wszystko jest mi trudno wycofać się z decyzji o zostaniu "u siebie". Ale nie mówię nie, różne rzeczy mogą się zdarzyć.
      Mam nadzieję, że kiedyś faktycznie się wyleczę. Spróbuję już nie płakać. :)
      Może kiedyś się pochwalę, co to za plan, ale na razie potrzymam go trochę w tajemnicy. Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. ;)

      Usuń