poniedziałek, 5 czerwca 2017

Wpadając do dołka

Przez te moje wczorajsze rozkminy dzisiaj mój humor był taki se. Pół dnia chodziłam sobie i narzekałam po cichu, że mnie nikt nie kocha i że w ogóle moje życie chyba nie ma sensu.
Najgorsze jest chyba to, że ja mam świadomość, że i tak dużo dostaję od życia, ale i tak chciałabym dostawać jeszcze więcej. Może nie jest tak, że moje życie jest jakieś bardzo urozmaicone, nie jeżdżę nie wiadomo gdzie i nie robię jakichś niesamowitych rzeczy, ale z moim talentem do uniesienia zdarzeń typu zrobienie samodzielnie zakupów do wydarzenia rangi otrzymania Nagrody Nobla to jest aż dziwne, że jeszcze jest mi mało. A jednak czasem przychodzą takie momenty, że ogarnia mnie takie poczucie bezsensu, że to aż boli.
Czuję się teraz jak takie emo dziecko, które ma same problemy i w ogóle pójdzie się zaraz pociąć masłem na kafelkach. xD

Ale w całym tym swoim złym humorze nie zatraciłam resztek racjonalno-pozytywnego myślenia i w myśl myśli, że powinno oczekiwać się mało, żeby cieszyć się, gdy dostanie się więcej (zamiast oczekiwać zbyt dużo i załamywać się, gdy dostanie się zbyt mało), postanowiłam, że nie będę jakoś specjalnie planować wyjazdu do Krakowa. Nie wiem, czy o tym wspominałam, ale to jest tak, że moja kuzynka mieszka pod Krakowem i być może ją odwiedzimy na kilka dni w wakacje, no i teoretycznie mogłabym z nią do Krakowa w któryś dzień pojechać i jak ona będzie w pracy, to ja będę zwiedzać, i potem razem wrócimy. Dzisiaj w rozmowie z mamą wrócił ten temat i przez moment chciałam zapytać, czy gdybym chciała jechać do Krakowa na kilka dni (z myślą, że może w któryś dzień wybrałabym się do teatru i takie tam), to by się zgodziła, ale potem sobie pomyślałam, że bez tego też może się tam wydarzyć coś ciekawego, a nawet jeśli nie, to też dobrze - przynajmniej sobie pozwiedzam. Wracanie "na stare śmieci" jest fajne, a w Krakowie ostatni raz byłam sześć lat temu - najwyższa pora odświeżyć wspomnienia.


Wracając jednak do rozkmin o miłości - zazdroszczę trochę bohaterom literackim (bo w prawdziwym życiu takich osób nie znam - niby to byłby lepszy przykład, ale co tam), którzy mają dwójkę adoratorów. Dla nich to jest zwykle wielki problem, no bo kogo ja mam wybrać, olaboga, no ale ej - przynajmniej ktokolwiek się nimi interesuje, nie to co mną.
Przez moment miałam szalony pomysł, żeby wyjechać na eurotripa i tam szukać miłości, jak w moim opowiadaniu, ale potem stwierdziłam, że przy tym, co się teraz dzieje na świecie, to aż strach, i chyba jednak wolę zostać w Polsce. Kiedyś to bym się po prostu bała pojechać sama, żeby mnie nie okradli albo nie pobili, ale przy tych wszystkich zamachach to nawet z kimś trochę straszno jechać, bo jak już los ma cię rzucić w miejsce takiego zamachu, to raczej nie będzie patrzeć na to, czy jesteś sam, czy z kimś.
Wszyscy, w rozmowie z którymi wspominałam o tym, że nigdy nie byłam w związku, mówią mi, że jeszcze mam czas i może na studiach kogoś sobie znajdę. Oby. Pożyjemy, zobaczymy. Zawsze mogę zostać starą panną z kotem, ta perspektywa też nie wydaje się taka zła.



O boju, znalazłam coś strasznego. No, może nie strasznego samego w sobie, no ale.


Już dwa lata temu twierdziłam, że ta piosenka opisuje mi życie - wtedy widziałam ją bardziej w kontekście jednej z moich niespełnionych miłości, ale teraz ma trochę szerszy kontekst. Matko bosko, całe życie mi przed oczami przeleciało.



Pozytywna rzecz jest taka, że zarobiłam 89 złotych. Sprawa jest taka, że w sobotę zachciało mi się grać w Simsy, to sobie kupiłam w Internecie taką wersję, że jak już zrealizowałam płatność, to mogłam pobrać. Pograłam sobie trochę i po godzinie mi się znudziło, więc wykorzystałam, uwaga, możliwość zwrotów. Można było sobie poklikać i napisać, że gra ma błędy czy coś, i wtedy oddawali pieniądze. No i faktycznie mi oddali. 
Teraz się zastanawiam, czy nie jest tak, że zbyt pochopnie te Simsy odinstalowałam, bo może by mi oddali pieniądze, a dalej bym mogła grać. Ale z drugiej strony strasznie by mi to żarło czas, a i tak marnuję go sporo. Jak już mam to robić, to niech będę konsekwentna i trzymam się jednego sposobu.


Dobra, pora pomarnować trochę nocy - w wiadomy sposób.
A jutro może będzie lepszy dzień.

2 komentarze:

  1. Gratuluję zarobienia pieniędzy ;)
    Podobne nakręcanie się niczemu nie służy - przechodziłam przez to z przyjaciółką, za każdym razem słuchałam jej narzekań, po czym sprowadzałam na ziemię, że przecież jej życie nie jest fatalnie złe/nijakie/bezbarwne, że w końcu i do niej dotrze szczęście. Jak wspomniałam, jej się udało, a ja jestem zdania, że każdemu się ono przydarzy.
    Można podejść do tego tak, że Kraków będzie możliwym spontanicznym wyjazdem i po prostu chwycić chwilę, kiedy ta się nadarzy.
    Ten początek piosenki - mam ciarki!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :P
      Po takich komentarzach to chyba nie mogę nie myśleć pozytywnie. Pora naprawdę cieszyć się z tego, co mam, i uzbroić się w cierpliwość. :)
      Uściski!

      Usuń