niedziela, 2 lipca 2017

Kryzysy

Witam w lipcu! I przy okazji w połowie roku, bo dziś o 12:00 minęła dokładnie połowa roku.

Miałam napisać wczoraj, ale wieczorem miałam mały kryzys emocjonalny i chociaż szybko mi się poprawiło, to do pisania się już jakoś nie zebrałam.


A więc wczoraj byłam sobie w Katowicach. Do Starbucksa w końcu nie poszłam, bo najpierw snułam się po Silesii, a potem nie zdążyłabym na autobus, bo kolejka była, a nie chciałam wracać za późno do domu. W ogóle nie poczułam, że byłam w tych Katowicach, bo nic sobie nie kupiłam, nawet głupiego picia, ani nigdzie nie byłam na spacerze - głównie przez pogodę, bo w każdej chwili mogło się rozpadać. Chociaż tak jak planowałam, wmówiłam rodzicom, że kupiłam sobie książki w Empiku. Mama się mnie spytała, czy wiem, o czym są Ptaki ciernistych krzewów - odpowiedziałam, że gdybym nie wiedziała, to bym sobie nie kupiła.


W ogóle ten weekend był jakiś dziwny. Zazwyczaj, jak jestem sama w domu, to potrafię włączyć jakiś film na telewizorze i wziąć się na przykład za pisanie opowiadań, a tym razem i tak kończyło się tym, że albo krążyłam po necie, albo oglądałam Szkołę. Chociaż jeśli chodzi o oglądanie, to oglądałam też Wielką Ucieczkę, bo leciała dziś w magicznym pudełku, to włączyłam. Oprócz tego po raz trzeci od dwóch lat nie obejrzałam w całości Zabawnej Buzi, tego filmu z Audrey Hepburn, bo zaczął się w tv akurat jak się szykowałam do kościoła. Serio chciałabym to kiedyś obejrzeć, ale samej z siebie jakoś trudno mi się zebrać (a to trwa - jak wspominałam - dwa lata), a jak jest w telewizji, to ciągle coś wypada. Może to jest kwestia psychologii, w sensie że za mało tego chcę? Skoro Bitwę o Ardeny w końcu widziałam w magicznym pudełku i to przed upływem roku od pojawienia się od tego pragnienia... No nie wiem. Trzeba przemyśleć tę sprawę.



A już za dwa tygodnie kolejna, bo druga, rocznica istnienia tego bloga. Nie dość, że szybko to zleciało, to jeszcze ostatnio byłam tak zakręcona, że nawet nie pomyślałam nad czymś specjalnym na tę okazję. Prawdopodobnie skończy się to jedynie jakąś wzmianką o tym, ewentualnie zrobię jakiś tag czy coś, bo średnio będę miała czas na coś więcej - jestem wystarczająco zakręcona i zamyślona bez żadnych spraw na głowie, a jeszcze muszę się akurat w tym czasie rekrutować na studia. Najwyżej za rok zrobię coś naprawdę odlotowego.
Może wystarczy to, że będę miała akurat nowy szablon? A będzie naprawdę fajny, bo już mam nagłówek na mailu. Chyba zostawię sobie ten szablon na dłużej. Nie żebym nie myślała tak przy każdym nowym... Nieważne. Będzie dobrze.



Odmeldowuję się. Trzeba jeszcze dokończyć odcinek Szkoły, a potem - do spania!

PS. A może rocznicę bloga uogólnię do rocznicy "nowego" konta na Bloggerze i po prostu zaktualizuję któreś opowiadanie? Teoretycznie jest to do zrobienia...

2 komentarze:

  1. Powinnam iść do piekła za to, że to prawie koniec miesiąca, a ja dopiero komentuję pierwszy lipcowy wpis. A nie, przecież ja już mam zarezerwowane miejsce w piekle, to czym się przejmuję.
    Jak to fajnie mieć szefa na urlopie i tylko jedno rozliczenie do napisania, z którym nie muszę się spieszyć przez najbliższy tydzień. To sobie co nieco poczytam i pokomentuję.
    Moja przyjaciółka swego czasu uwielbiała Ptaki ciernistych krzewów, ale przy jej charakterze i życiu to było coś normalnego.
    Ostatni mój raz w Starbucksie był we Wrocławiu na dworcu, czego zbytnio nie polecam - obsługa miała chyba trochę gorszy dzień, a mojego imienia po odbiór napoju w ogóle nie wywołano. Dziwnie tak siedzieć i widzieć, że ludzie, którzy byli za mną w kolejce, mają już swoje kawy, a ja swojego hibiscusa jeszcze nie. Przyszła mi teraz ochota na caffe latte. Może sobie pojadę w jakiś spokojny weekend i ją wypiję, ale że bliżej mi do Częstochowy... Zobaczy się jeszcze.
    Też do niektórych filmów zbieram się latami, najważniejsze, że w końcu do nich "dojrzewam" i nakazuję sobie obejrzeć w danym momencie. Pomaga.
    Nowy szablon jest świetny ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że są rzeczy, których odkładanie jeszcze bardziej skazuje na piekło niż nieprzeczytane posty, także spokojnie. Przynajmniej ja nie mam z tym problemu. :)
      Teraz i ja będę uwielbiać Ptaki..., ale więcej o tym napiszę, jak skończę czytać.
      Może to kwestia tego, że pracują na dworcu? Ja byłam dwa razy w Starbucksie w Silesii i raz na dworcu w Kato, obsługa w tym drugim zrobiła na mnie gorsze wrażenie. Tylko tyle, że długo czekać nie musiałam, bo nie było kolejek.
      No to pewnie uda mi się do niektórych filmów zebrać już niedługo.
      Też tak myślę ;)

      Usuń