piątek, 28 lipca 2017

O pisaniu słów kilka

Sięgnęłam sobie właśnie pamięcią wstecz do moich opowiadań z gimnazjum, tych, w których ja osobiście jestem bohaterką, i nie mogę wyjść z podziwu, jak daleko jestem od tego, co chciałam osiągnąć. W tych wszystkich opowieściach w wieku 18-19 lat byłam kobietą sukcesu albo kochanką Andersa Breivika - oczywiście nie jestem ani jednym, ani drugim. Z tego drugiego nawet się cieszę, bo to chyba nie byłby powód do dumy, ale przez parę lat planować sukces i nie zrobić nawet kroku w jego stronę to jest, kurwa, przegryw. Ale to nic. Jeszcze przyjdzie chwila chwały - jak nie teraz, to za 5 lat, jak nie w tym, to w kolejnym życiu.


Wczoraj ogarnęłam, że nie pochwaliłam się w końcu, jaką torebkę sobie kupiłam ostatnio. Proszę bardzo, oto ona:

Ogólnie to zdjęcie nie jest moje, bo nie chciało mi się robić zdjęcia całej torebki (mam zdjęcie samego wzoru, ale to tylko gdzieś zagubione na telefonie), ale mam właśnie taką, więc skorzystałam z tego, co mi Internet zaoferował.


Pochwaliłabym się dzisiaj tymi zdjęciami z wycieczki, ale tak mi się nie chce w nich grzebać i potem ich opisywać, że nie wezmę się za to, zresztą znowu, bo wczoraj też miałam wrzucić i też mi się nie chciało, a że zapomniałam o zasadzie niezmuszania się, to zrezygnowałam całkowicie z posta. Zresztą i tak nie było o czym pisać.


Powiem wam, że ostatnie dwa dni - wczorajszy i dzisiejszy - poszły na zmarnowanie. No bo oderwałam się od Szkoły (chociaż ostatecznie obejrzałam jeden odcinek, po prostu nie poświęciłam na to całego dnia), ale i tak nie zrobiłam nic ambitnego. xD Niby skończyłam grać w grę, niby prawie skończyłam czytać książkę (prawie, bo zostało mi kilka stron, ale czytałam), ale do włoskiego i do pisania dalej się nie zebrałam. Już bym chyba wolała siedzieć przy tej Szkole i być ze trzy odcinki do przodu. Myślałam, że jak się od niej oderwę, to mi wena na pisanie przyjdzie, a i tak nie przyszła, to co mi po takim układzie? No dobra, jakaś wena niby jest (bo chce mi się pisać bardziej niż mi się chciało, a momentami nie chciało mi się wcale, także tego), ale dalej nie umiem się zebrać i czegoś napisać. Dlatego teraz otwarcie przyznaję, że idę nadrabiać serialowe zaległości. A jutro to się chyba przywiążę do komputera, żeby coś napisać, ale to już inna kwestia.

2 komentarze:

  1. To bycie żoną Breivika w opowiadaniach - wiesz, właściwie to bym poczytała o tym, jak to widzisz :D
    Ta torba jest świetna! Sprawdzałaś może, ile książek się do niej zmieści?
    Ale dlaczego tak pesymistycznie na to patrzysz? Zredukowałas ilość odcinków i zajęłaś się czymś innym, przecież to sukces!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanką, nie żoną, o małżeństwie w sumie nigdy nie myślałam. W ostatnim czasie raczej nie myślałam o publikacji takich opowiadań, ale może... ;)
      Jeszcze nie sprawdzałam, ale to dobry pomysł.
      Właściwie to nie wiem, czemu tak na to patrzę. Muszę się nauczyć optymizmu ;)

      Usuń