środa, 26 lipca 2017

Wakacyjne przygody

Witam i o zdrowie pytam!
Wróciłam z wakacji wczoraj jakoś przed czwartą, ale ostatecznie nie zebrałam się do napisania tego posta, głównie dlatego, że po prostu jakoś nie potrafiłam się zmusić. Dzisiaj w sumie też nie potrafiłam, ale potem pomyślałam sobie, że mogę po prostu odpuścić sobie opisywanie kolejnych dni ze szczegółami, bo niby mam notatki, ale jakoś mnie to słabi. A że przed dwoma laty właśnie zmuszanie się było zgubą ThingsInsideOfMe, to raczej nie będę w to brnąć. Bardziej niż na opisie przygód wszelakich pozwolę sobie skupić się na moich przemyśleniach, ewentualnie pojedynczych przeżyciach. Zdjęcia powinnam jakieś wrzucić, ale to jutro lub pojutrze, bo dziś nie bardzo chce mi się wybierać.

Także w telegraficznym skrócie - przez tych kilka dni odwiedziłam: Jelenią Górę (ogólnie polecam), Karpacz (polecam tylko ze względu na Świątynię Wang), Szklarską Porębę (polecam okolicę, ale to tylko jeśli ktoś kocha górskie klimaty, bo ja nie znoszę i mi się nie podobało), Wałbrzych, a dokładniej Zamek Książ (niesmak pozostał, bo oczekiwałam czegoś więcej, poza tym nie szukaliśmy złotego ciopongu i w ogóle nie zeszliśmy do podziemi, ale jak ktoś nie ma oczekiwań, to polecam), Drezno (polecam, zwłaszcza jeżeli ktoś odnajduje się w dużych miastach i w dodatku zagranicznych, ogólnie moje wrażenie było dobre) oraz Liberec (ogólnie to nie polecam, ale jak kogoś tam zawsze ciągnęło, to możecie sami sprawdzić, jak tam jest).
Z pojedynczych przeżyć najlepiej wspominam:
  • Świątynię Wang, którą zawsze chciałam zobaczyć ze względu na jej norweskie pochodzenie, i nie zawiodłam się + pod świątynią napotkaliśmy genialnego młodego akordeonistę, którego zasponsorowałam, bo ładnie grał (swoją drogą spotkaliśmy go dwa razy, drugi był w Jeleniej Górze-Cieplicach kilka dni później)
  • dwie manifestacje pod sądem w Jeleniej Górze, przy czym w trakcie jednej z nich znalazłam się kilka centymetrów od a) Waldemara Obłozy (Roman z Na Wspólnej, jeśli ma wam to więcej powiedzieć) i b) Grzegorza Schetyny. Tutaj zaznaczę tylko, że nie mam na celu wdawać się w dyskusje polityczne, chociaż właśnie zdradziłam, po której stronie barykady stoję, bardziej chciałam się pochwalić, no bo jednak niecodziennie spotyka się całkiem przypadkowo takie sławy
  • festiwal teatrów ulicznych w Jeleniej, bo nie dość, że to było samo w sobie cudowne przeżycie, to jeszcze skłoniło mnie do przemyśleń, ale o tym za chwilę

Tak najogólniej rzecz biorąc, to na wyjeździe podobało mi się bardzo, mimo oczywistego minusu w postaci otoczenia górskiego i potrzeby chodzenia po górach.


W któryś dzień dyskutowałam z rodzicami na temat wyjazdu do kuzynki pod Kraków i okazało się, że pojedziemy po weekendzie, czyli akurat tuż po spektaklu w teatrze, na który chciałam się wybrać. Powiem wam, że nawet mnie to nie obeszło. To znaczy obeszło, bo jednak trochę żal, ogólnie jakiś niesmak pozostał, ale ostateczna myśl była Właściwie to ja się obejdę bez tego. I tak mi już zostało. Zresztą potem poszliśmy na dwa przedstawienia w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych, co zaspokoiło moją potrzebę pójścia do teatru w ogóle, i pomyślałam sobie - jak to ujęłam na swoim prywatnym profilu - że Nie warto martwić się tym, czego nie ma, gdy można cieszyć się z tego, co jest. Także ogólnie to nie mam potrzeby wizyty w Krakowie, bo się nazwiedzałam i nachodziłam do teatru i naspotykałam znanych ludzi i w ogóle. Nie oznacza to, że się wyleczyłam z Mancewicza (wręcz przeciwnie!), ale stwierdziłam, że nie on pierwszy jest przeze mnie kochany na odległość, więc powinnam jakoś przeżyć, a jeśli jest mi przeznaczone zakochać się tak prawdziwie, w sensie ze ślubem w międzyczasie i takie tam, to mam na to jeszcze czas.

W ogóle w międzyczasie miałam sen - najogólniej ujmując - o Szkole. Śniło mi się, że byłam na planie Szkoły; stałam w grupie ludzi w moim wieku, rozmawialiśmy sobie, aż nagle przyszedł Mancewicz i pocałował jedną z dziewczyn stojącą w grupie. Wszyscy zaczęli im bić brawo, a ja w zazdrości rozpłakałam się i uciekłam do toalety. Co ważne, ta toaleta była w takim osobnym, przeszklonym budynku; jak się trochę ogarnęłam, to wyszłam z tej toalety na korytarz, z którego widziałam, co jest na zewnątrz i zobaczyłam, że Mancewicz na mnie czeka. Wyszłam, usiadłam obok niego na ławce i zapytałam, czy on tamtą dziewczynę kocha, na co on mi odpowiedział pytaniem o to, czy mówię o odcinku [serialu], czy o prawdziwym życiu. Chyba nic nie odpowiedziałam, ale siedziałam potem obok niego i trzymałam za rękę.
Jak się obudziłam, to byłam z jednej strony zadowolona, ale z drugiej strony trochę skołowana. Zadowolona, bo ogólnie to lubię, jak mi się śnią osoby, które mi się akurat podobają, ale skołowana, bo to mój pierwszy sen od trzech i pół roku o zabarwieniu romantycznym. Wiadomo, że czasem przyśnił mi się Breivik czy Karl-Otto czy inny Hess, ale naprawdę rzadko mi się śni coś, co jest w jasny sposób romantyczne, a co dopiero mówić o pocałunkach w takich snach. A tu proszę.


A dzisiaj, już poza wakacjami, odbyłam z mamą dyskusję na temat tego, że powinnam zaprzestać oglądania Szkoły, bo to źle dla mojej inteligencji czy coś tam. Przykro mi się zrobiło z tego powodu, nawet nie dlatego, że mi mama to powiedziała, tylko dlatego, że sama z siebie miałam ambitniejsze plany na te wakacje, na oglądaniu Kojaka, Sabriny i czterech części Parszywej Dwunastki zaczynając, na nauce włoskiego kończąc, a jak się te plany skończyły - wszyscy wiemy. Najgorsze jest to, że z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, bo z jednej strony wiem, że marnuję czas i chętnie bym poświęciła cały jeden dzień na robienie czegoś innego, ale z drugiej po tych ponad stu siedemdziesięciu odcinkach szkoda mi się odrywać.
Ale najgorzej to się chyba czuję z tym, że w poniedziałek znalazłam dwa fanfiction na temat Szkoły i tak się wkręciłam, że w kilka godzin obydwa przeczytałam. xD


Idę, bo muszę jeszcze dokończyć ostatni na dziś odcinek Szkoły, a potem muszę iść spać, żeby mieć siłę robić jutro ambitne rzeczy. I tak się pewnie skończy na tym, że przewertuję podręcznik do włoskiego, włączę pliki w OpenOffice, żeby poudawać, że coś piszę, może nawet otworzę jakąś książkę, a potem i tak pójdę oglądać serial, ale ciii, wierzmy przynajmniej przez chwilę, że tak nie będzie. (xD).

2 komentarze:

  1. Och, jak ja dawno nie byłam w górach, a pochodziłabym sobie po jakiś łatwiejszych szlakach. Ale że jednocześnie strasznie ciągnie mnie do mojego raju nad morzem, będę musiała góry przełożyć na jesień lub przyszły rok.
    Widać, że nie miałaś szans na nudę, skoro tyle zwiedzałaś. Mam nadzieję, że podzielisz się zdjęciami i dasz nacieszyć oczy ;)
    Nie wiem, czy chciałabym osobiście spotkać jakiegoś polityka; gdybym jakiegoś zobaczyła, pewnie bym ruszyła gdzieś, by znaleźć się dalej od niego. Jakoś noszę w sobie obawę, że akurat wtedy, gdybym jakiegoś spotkała, ktoś by mu właśnie robił zdjęcie, a ja bym się znalazła w kadrze.
    Wiem, że Szkoła to nie jest najambitniejszy serial świata, wiem, że ogłupia, ale nie powinno się stwierdzać, że jego widz marnieje intelektualnie. Osobiście zerkałam na niektóre odcinki, bo sprawdzałam, jak daleko da się w scenariuszu ustawić granicę absurdu.
    Na chwilę wierzę!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie samą bardziej ciągnie nad morze niż do gór, tak się złożyło, że nad tym pierwszym ostatni raz byłam pięć lat temu, ale może kiedyś jeszcze się wybiorę.
      Podzielę się, podzielę. ;)
      Właściwie nigdy nie ciągnęło mnie do tego, żeby spotkać jakiegoś polityka, ale jak już się to dzieje, to w sumie nie żałuję.
      Też myślę, że na inteligencję akurat to nie rzutuje (mam wrażenie, że z moją na razie wszystko w porządku), ale dzisiaj faktycznie chcę się oderwać. Obym nie przegrała do wieczora.
      Pozdrawiam!

      Usuń