środa, 5 lipca 2017

Wariatkowo

Dzisiaj był całkiem zwariowany dzień. Może poza moją głową nic specjalnego się nie działo, ale moje życie się trochę ubogaciło.

Zaczęło się od tego, że około trzynastej ni z tego, ni z owego obudził się mój niekarmiony od kilku lat potworek i zaczęłam buszować na Wikipedii wśród artykułów dotyczących miejskich legend. Z niektórymi rzeczami zapoznałam się już jako kompletna małolata i w ogóle mnie nie zadziwiły, choć zasiały niepokój, a inne, te wcześniej nieznane - zaciekawiły. Już kiedyś miejskie legendy były dla mnie źródłem inspiracji - gdyby nie Kilroy was here, prawdopodobnie nigdy nie obejrzałabym Złota dla Zuchwałych, poza tym z tej części Wikipedii zrzynałam artykuły do szkolnej gazetki w podstawówce; teraz też mogą być źródłem, może nie tyle inspiracji, co wymówek. Wiecie, ludzie będą chcieli mnie na studiach wyciągnąć na melanż, a ja na to: Nie, bo boję się czarnej wołgi i złodziei nerek, chyba jednak zostanę w domu. W ostateczności powołam się na fakt, że w dawnych latach w bliższej lub dalszej okolicy zdarzały się przypadki brutalnych morderstw, a ja, jako osoba do przesady przewrażliwiona na tym punkcie, wolę nie kusić losu, kiedy nie muszę.
Poza tym legenda o czakramie wawelskim zainspirowała mnie do podjęcia decyzji o wybraniu się na Wawel, jak już będę w Krakowie. I niech będzie, że to jedyna ważna rzecz, którą chcę tam zaliczyć. Przynajmniej się nie zawiodę, jak nie spotkam żadnej sławy, a przy okazji może odnajdę jakieś miejsce mocy czy coś.


Potem pojechałyśmy z mamą na zakupy. Kupiłam sobie dwie bluzki, spodnie i - uwaga - wojskową kurtkę - wojskową, czyli ciemnozieloną i skrojoną tak, jak niektóre mundury, które widywałam w filmach wojennych. Zdecydowanie najlepszy zakup ostatnich miesięcy - po niepowodzeniach związanych z golfem (chociaż z tego jeszcze nie zrezygnowałam) i bojówkami należało mi się.

A w Matrasie znalazłam taką ciekawostkę:


Byłam przekonana, że ze stacjonarnych księgarni Wybaczcie mi już zostało wycofane, zresztą przypomina mi się, że w necie na stronie Matrasa dłuższy czas wisiało jako niedostępne, a tu proszę.
Przez moment miałam żal, że musiałam zamawiać przez Internet, jak w stacjonarnym sklepie było do dostania, ale potem się okazało, że jeszcze na tym zarobiłam, bo egzemplarz z Matrasa miał naklejkę z ceną 31,50, a ja zapłaciłam 28,60, w tym koszt przesyłki. Także tego.


A po powrocie gubiłam się na YouTube. Posłuchałam starych piosenek, pooglądałam dziwne filmiki i nawet mnie to nie zdołowało, ba, poprawiło mi to humor! To znaczy, że nie jest ze mną źle.


Jutro będę mieć w domu istne wariatkowo, bo ma przyjechać w odwiedziny ciocia z kuzynką i dwiema córkami drugiej kuzynki (7 i bodajże 4 lata), i jeszcze bratanek ma przyjść. Jak mnie gdzieś nie wywiozą na wieczór, to będzie fajnie. Naprawdę, mam nadzieję, że w tym wszystkim nie zwariuję.


No dobra, to pora przygotować się na jutro. Jakieś 10 minut Szkoły, a potem - spać!

2 komentarze:

  1. Mnie nie ciągnęło do czytania legend miejskich, za to kiedyś moje wejścia na Wikpedii to były artykuły o rosyjskiej i amerykańskiej mafii, agorafobii, innych chorobach i truciznach. Także ten.
    Ale może bym sobie jakiś legend o okolicy poszukała?
    Mnie by się przydały nowe spodnie. Do tego nowy laptop, listonoszka i własne bento. Czy mogę jeszcze raz w tym miesiącu trafić przynajmniej czwórkę w lotka, por favor?
    O, czyli jeszcze można ją spotkać. Skoro natrafiłaś na nią, to może nie cieszy się zainteresowaniem?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma jakiegoś bzika, jak to mówią. Mafia i trucizny - też interesujące.
      Jeżeli to faktycznie brak zainteresowania, to właściwie mnie to nie dziwi - sprawa wydarzyła się stosunkowo dawno, a w mediach ostatni raz słyszałam o Waśniewskiej bodajże dwa lata temu. Skoro nikt tego nie rozdmuchuje, to mniejsze lub większe zapomnienie jest raczej zrozumiałe.

      Usuń