piątek, 4 sierpnia 2017

Dziwne sny

Hejka!


Dziś przychodzę z postem z serii "dziwne sny". Chyba powinnam stworzyć osobną etykietę na potrzebę takich... ale nie chce mi się wyszukiwać wszystkich takich postów, więc chyba jednak nie.
W każdym razie. Dzisiaj rano przyśnił mi się ostatni dzień liceum. Biegałam jak wariatka po szkole, tak jak wszystkie inne osoby, i rozkminiałam, dlaczego poznaliśmy w ciągu trzech lat nazwiska wszystkich nauczycieli (którzy zgadzali się z tymi, którzy faktycznie mnie uczyli) oprócz jednego - drugiego nauczyciela historii; w mojej szkole uczy tylko jeden historyk, a we śnie tym drugim był nikt inny jak Jan Mancewicz (i nie mylę się z nazwiskiem, bo faktycznie przyśnił mi się jako on, a nie jako jego postać ze Szkoły). Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby nie było w tym elementu ekscytacji - w pewnym momencie mijałam go na schodach i przypadkiem nasze dłonie się zetknęły, on nawet nie zareagował, ale ja bardzo się podjarałam.
Potem czas zakończenia roku stał się okresem przedświątecznym. Siedziałam na ławce przed moją szkołą, ogólnie to było bardzo ciepło. Zostawiłam plecak na ławce i poszłam do szkoły, gdzie mój nauczyciel wosu zaczął mnie gonić (a ja bardzo przed nim uciekałam), żeby dać mi kartkę z tekstem na akademię. Wróciłam na zewnątrz, a tam całe podwórko zasypane, i musiałam się przez zaspy śniegu przedzierać najpierw w poszukiwaniu plecaka, a potem w celu powrotu do szkoły.
W trzeciej i ostatniej części byliśmy na wycieczce. Ogólnie siedzieliśmy przed jakąś starożytną ścianą i patrzyliśmy, jak jacyś goście w samych spodniach wchodzą na drabiny i ją myją. Jedna z dziewczyn stwierdziła, że ona też tak chce, więc podeszła do jednej z drabin i chciała na nią wejść, ale ta ciągle się składała i nic z tego nie wyszło. Ciekawostką są osoby, które były opiekunami na tej wycieczce, a były to: moja mama, Dorota Godzic - czyli aktorka, która gra profesor Kremer w Szkole, oraz moja wychowawczyni i matematyczka w jednym ze starszych klas podstawówki. Tej ostatniej zresztą opowiadałam potem o moich wynikach matur.

I na tym sen się skończył. Mam wrażenie, że naprawdę przedawkowałam Szkołę. I szkołę też, bo ostatnio trochę myślałam o tym, jak to było przed maturą i że poszłabym już na studia. Z jednej strony chyba powinnam przestać, ale z drugiej i tak się cieszę, że śnią mi się takie rzeczy. Lepsze to niż jakby mi się miały śnić jakieś creepy stwory po tych wszystkich miejskich legendach, z którymi się zapoznałam. I tak mam wystarczające schizy, jak siedzę po ciemku w pokoju, w snach tego nie potrzebuję.



Na dziś to tyle, bo nic specjalnego się nie działo. Tylko tyle, że nie odpaliłam dziś Simsów. Zrobiłam krok do przodu w zwalczaniu marnowania czasu. Jeszcze tylko zaktualizuję opowiadania i zacznę uczyć się włoskiego i będzie super.

2 komentarze:

  1. To Ci się pośniło :D ja ostatnimi czasy jedynie śpię, a nie śnię, co nie jest takie złe - przynajmniej mojej głowy nie zaprząta fabuła na podstawie snu do kolejnego opowoadania, bo chyba bym oszalala.
    Mozliwe, ze serial tak na Ciebie podzialal. I zgadzam się - lepsze to niz jakis straszny sen.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no :D Chyba nigdy nie pisałam opowiadania na podstawie snu, możliwe, że na szczęście, bo gdybym miała tak robić częściej, to też mogłabym oszaleć, jako że zapamiętuję sny stosunkowo często. Chociaż gdyby rozpisać z tego pojedyncze sceny...
      Mam nadzieję, że taki straszny sen nigdy nie przyjdzie.
      Uściski!

      Usuń