wtorek, 8 sierpnia 2017

Samotne przygody

Joł joł joł!

A więc od wczoraj siedzę sama w domu. Jest spoko, jak zwykle. Siedzę sobie, jem śmieciowe jedzenie (oraz piję kakao wpół do jedenastej wieczorem), jednym okiem oglądam telewizję/filmy, drugim oglądam Szkołę/piszę opowiadanie. Smutna wieść jest taka, że starych opowiadań nawet nie tknęłam, dobra jest taka, że nowego napisałam już około dwa rozdziały (kończę właśnie drugi rozdział, ale mam też upisany fragment, który poleci na początek trzeciego). Prawdopodobnie zrobię tak, że jak skończę trzeci rozdział nowego opowiadania, to zamówię szablon na bloga i do jego otrzymania zrobię sobie przerwę od pisania na rzecz pozostałych opowiadań. Ewentualnie dziś/jutro będę pisać dwie-trzy rzeczy równocześnie. Ta druga opcja chyba jednak jest bardziej prawdopodobna, bo żal mi opuszczać to nowe opowiadanie, skoro tak dobrze mi idzie. A szablon będzie super, obiecuję wam to. Może zresztą już bym go zamówiła? Nie, to już jutro.



Wczoraj w sumie niewiele robiłam, jeśli chodzi o rzeczy inne niż te wspomniane wyżej. Byłam tylko na zakupach. Dzisiaj za to byłam w Katowicach. Najpierw pojechałam do Silesii. Miałam sobie kupić w Empiku książkowy kalendarz na rok akademicki, ale możliwe, że dostanę taki od uczelni - wiem, że w zeszłym roku takie rozdawali - a jak nie, to sobie kupię na jesieni. Po Empiku był Starbucks i truskawkowe frappuccino. Krótko mówiąc, było dobre. A na koniec wycieczki wyszłam z Silesii i odwiedziłam cmentarz żydowski.



Według kartki na niej furtka była otwarta, ale nie odważyłam się wejść - zdjęcia zrobiłam przez płot. Jak kiedyś będę tam z kimś, to może wejdziemy.


Na razie to chyba tyle ode mnie. Muszę iść spać, bo stosunkowo wcześnie wstałam i już padam na ryj. Poza tym zabiłam przed chwilą samodzielnie pająka i może przez sen odreaguję.

2 komentarze:

  1. Jak ja dawno kakao nie piłam! Mogę wpaść i wypić z Tobą kiedyś? :D Ale tak po Krakowie.
    Skoro teraz masz wenę na nowe opowiadanie, to podejrzewam, że uda się także znaleźć dla pozostałych. Jestem ciekawa, co takiego szykujesz :)
    U mnie kalendarze sprawdzają się zazwyczaj do dwóch miesięcy prowadzenia ich, później zalegają na półce. Więc od zeszłego roku ich nie kupuję, a jak dostaję, to przekazuję dalej.
    Połączenie kawy i truskawki do mnie nie przemawia, ale nie zmienia to faktu, że zrobiłaś mi smaka na taki napój.
    Z tych zdjęć bije swego rodzaju powaga. W moim mieście też jest cmentarz żydowski, dawno na nim nie byłam. Chyba pora zebrać kamienie i się tam przejść.
    Mam nadzieję, że pająk zbytnio nie cierpiał.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam :D
      Na razie wciąż najwięcej energii mam na nowe opowiadanie, ale na szczęście udaje mi się dopisać kilka słów tu i tam. Już niedługo się przyznam ;)
      Ja przez jakiś czas nie kupowałam, w zeszłym roku miałam i faktycznie nie bardzo używałam, ale na studiach chciałabym być poukładana i myślę, że kalendarz by mi się do tego przydał.
      W Starbucksie frappuccino truskawkowe akurat nie jest na bazie kawy (zdziwiłam się przy kupowaniu), czyli dostajesz coś w rodzaju shake'a. Nie wiem, czy jest warte swojej ceny, ale nie żałuję, że raz spróbowałam.
      Zrobiłam to szybko i bezboleśnie.
      Też pozdrawiam :D

      Usuń