czwartek, 10 sierpnia 2017

Samotnych przygód ciąg dalszy

Witam was w ten piękny burzowy wieczór!
To znaczy, w sumie bardziej burzowa była ostatnia noc, ale moje miasto zostało pominięte i dopiero jakoś wpół do dziewiątej wieczorem dzisiaj niebo się zachmurzyło i zaczęło grzmieć, ale to tak grzmieć, że jakbym się bała burzy, to bym się dzisiaj bała bardzo.



Wczoraj się coś takiego działo, czym chciałam się pochwalić, ale wyleciało mi z głowy, co to dokładnie miało być. Przypomniałam sobie tylko, że chciałam ponarzekać, że jak niosłam torbę z zakupami na ramieniu, to mi ta torba przetarła skórę aż do krwi. Do teraz mam ślad, ciekawe, jak długo mi to zostanie.
A dzisiaj? Dzisiaj też w sumie nic się nie działo. Tylko jak byłam na zakupach, to zapunktowałam u kasjerki. Widziałam, że chce od wszystkich jak najbardziej zgodne, bo dzisiaj nie mieli za bardzo z czego wydawać, a że stałam w kolejce do pani, która jest bardzo sympatyczna, to wyzbierałam zgodne co do grosza i tak zapłaciłam. Mnie samej się wtedy miło zrobiło, tej pani pewnie też. Potem za to pudełko z borówkami otwarło mi się w siatce, część wyzbierałam, ale kilka i tak zostało i się pogniotło. Najgorzej! Z późniejszych rzeczy to tyle, że wysiedziałam do drugiej w nocy. To mój osobisty rekord, bo tak długo chyba nigdy nie siedziałam, a jeśli siedziałam, to nie pamiętam. A wstałam już po dziesiątej. Wychodzi to ze mnie teraz, bo najchętniej poszłabym już spać, ale rano było lepiej niż się spodziewałam.



Podsumowanie tych kilku dni? Dotarłam do, powiedzmy, trzech czwartych trzeciego rozdziału nowego opowiadania. Do pozostałych napisałam tak po zdaniu. Jak tak dalej pójdzie, to jutro, ewentualnie w weekend, powinnam dać tutaj znać, o czym będzie to nowe opowiadanie. Zastanawiam się tylko nad oficjalnym opisem, bo o ile tutaj mogę napisać dwa bardzo potoczne zdania, to oficjalny tekst będzie wisiał na blogu i prawdopodobnie pójdzie też do katalogów. Chociaż przyznaję, że zastanawiałam się nad właśnie nad odpuszczeniem sobie opisu i katalogów, bo mi się tego nie chce, szczerze mówiąc, ogarniać. Niech sobie ludzie raz w ciemno wchodzą. Chyba że mnie natchnie na jakieś ładne trzy zdania, bo w sumie jakiś zarys mam. Zobaczę.
No i oglądałam sobie Szkołę. Naprawdę cieszę się z postępów, jakie poczyniłam w odcinkach.


I to w sumie tyle z opowiadania. Spadam, bo w sumie coś bym sobie jeszcze napisała albo chociaż obejrzała.
Dobranoc!

2 komentarze:

  1. U mnie właśnie tydzień temu w czwartek wieczorem była straszna burza, a ja jechałem do Częstochowy z rodzicami, by ci wsiedli w pociąg do mojej siostry. Piękny krajobraz, choć trochę strasznie przy okazji.
    Ała. Wyobrażałam sobie to zdjęcie do krwi. Nadal masz ślad?
    Też lubię dawać zgodną sumę, ale nie zawsze ją mam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Burza i krajobraz w trakcie burzy nie są straszne chyba tylko jak siedzi się w domu, a i z tym można dyskutować, także współczuję trochę.
      Nie, śladu już nie ma.

      Usuń