piątek, 11 sierpnia 2017

Tortury autora

Hm... Powiem wam, że jestem w kropce, jeśli chodzi o to nowe opowiadanie. Właśnie mi się przypomniało, że od dwudziestego pierwszego mam jechać na kilka dni na wieś, w to miejsce, w którym byłam dwa lata temu na jakiś czas i z którego publikowałam posty przez telefon. Cieszyłam się z tego i nadal się cieszę, bo bardzo lubię pobyty tam, tamtą okolicę i jej atmosferę. Problem jest taki, że będę tam odcięta od kompa. Byłam tego świadoma od początku i nawet sobie dzisiaj zaplanowałam, że na tydzień przykleję się do oglądania Szkoły i pisania po to, żeby bez żalu zrobić sobie tę tygodniową przerwę i na przykład przeczytać kilka książek, ale teraz pomyślałam, że przez to opóźnią mi się prace nad nowym blogiem. Niby mogłabym zaplanować rozdział i takie tam, ale miałam wystartować dopiero z szablonem, który - jeśli zamówię teraz - najprawdopodobniej dostanę właśnie podczas tygodnia na wsi. Przez moment miałam szalony pomysł, żeby zrezygnować z tego wyjazdu, ale nie mogę zrezygnować ze względu na mojego bratanka, który będzie z nami te kilka dni i chyba by mi nie wybaczył, gdyby mnie tam nie było. A blog, zwłaszcza nowy, chyba nie jest tego wart, prawda?
Dlatego plan jest taki. Przez tydzień po prostu będę pisała tyle, ile mogę (z moim zapałem do pisania rozdziały na zapas są bezcenne, im więcej ich będę miała na starcie, tym lepiej); podczas wyjazdu odpocznę sobie od wszystkiego, a po powrocie zamówię szablon i zabiorę się za sprawy bardziej organizacyjne. O.

Całe szczęście, że mam jeszcze we wrześniu wakacje. Przez ten wyjazd dramatycznie skurczył mi się czas, który będę miała w sierpniu dla siebie i w innym układzie po powrocie pocałowałabym już rok szkolny, a tak to mam jeszcze zapasowy miesiąc.


Zastanawiam się w ogóle, czy będę zadowolona z siebie na koniec wakacji. Miałam mnóstwo planów i na razie końca realizacji któregokolwiek z nich nie widać. Oglądanie Szkoły, nauka włoskiego, czytanie i pisanie, nie mówiąc o graniu w gry... Ech, czarno to widzę. Chyba jedyny plan, z którego niedokończonej realizacji będę zadowolona, jest przygoda z psychologiem, bo niepójście na trzecią wizytę oznacza zaoszczędzone sto złotych. Co prawda można też na to spojrzeć tak, że przez pierwsze dwie wizyty straciłam dwie stówy, ale czasem trzeba być optymistą.
Nie no, tak na serio to jeszcze wszystko się może zdarzyć. A nuż będę zadowolona.



Kurde, mam wielką ochotę uchylić rąbka tajemnicy i pochwalić się tu zdjęciami, które wybrałam na szablon na nowego bloga (opisu ciągle nie mam gotowego, bo nie wiem, jak to zrobić, żeby nie było w nim największego możliwego spoileru), ale z drugiej strony szablon zawsze był tajemnicą tak długo, jak to tylko możliwe. No nie wiem. Może przy zamawianiu się pochwalę.
Ale ja tych moich czytelników torturuję... masakra. Ale za to humor mam dobry. :) To głównie przez to nowe opowiadanie, bo pierwszy raz od jakiegoś czasu czuję, że tworzę coś, co jest naprawdę dobre i co mi się autorsko podoba.

Koniec tego gadania! Powinnam robić, a nie mówić. Zmykam więc, by porobić coś konkretniejszego niż zastanawianie się.

2 komentarze:

  1. Plan, który masz, mi się podoba. Szczególnie, że wiem, że startujesz jutro z blogiem ;)
    Wakacje się jeszcze u Ciebie nie skończyły, więc nie warto gdybać o tym, że już wakacyjne plany na siebie diabli wzięli.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba ;)
      No w sumie półtora miesiąca to jeszcze dużo czasu...

      Usuń