Hess + Goebbels fan fiction

Opowiadanie częściowo bazujące na moim śnie, o którym pisałam w tym poście: http://welcome-here-in-my-world.blogspot.com/2015/07/modyfikejszyn-rusyfikejszyn-zboczency.html.


Wszystko, co wam się w tym opowiadaniu nie spodoba, zwalmy na Goebbelsa, bo przez jego Dzienniki przyśniła mi się wersja 1.0.
A tak na serio to pisałam to opowiadanie po angielsku celem ewentualnego opublikowania również na anglojęzycznych portalach, żeby nie przesadzać z ozdobnikami, których potem nie byłabym zdolna przetłumaczyć z polskiego na angielski na moim poziomie językowym, więc tłumaczyłam samą siebie z angielskiego na polski i skończyło się na tym, że czasami i tak nie wiedziałam, jak co przetłumaczyć. xD Więc wybaczcie mogącą się zdarzyć dziwną składnię czy coś.

No i nie wiedziałam, czy w zwrotach kierowanych osobiście do Adolfa Hitlera odmieniać zwrot "Fuhrer", ostatecznie zostawiłam mianownik.


Zaraz wrzucę tu opowiadanie, ale zapodam wam też piosenkę, przy której bardzo dobrze się to pisało i myślę, że czytać też się będzie dobrze.


Być Twoim wrogiem lub kochankiem
Jesteśmy tu, żeby odkryć
Serce, które bije wewnątrz każdego



Tło: Joseph Goebbels i Rudolf Hess czekają razem na spotkanie z Adolfem Hitlerem w jego biurze

               „Słyszałem, że z Magdą nie jest najlepiej”, powiedział Hess, stając obok Goebbelsa.
     Joseph westchnął, spoglądając przez okno. Zawsze był kobieciarzem i nie mógł tego powstrzymać nawet po ślubie z Magdą, co spowodowało problemy w ich relacji. I dodatkowo w ostatnim czasie zachorowała... To było o wiele więcej, niż jeden człowiek mógł udźwignąć.
     „Wiesz, jakie życie może być skomplikowane”, odpowiedział Joseph, „nie chcę o tym rozmawiać”.
     W ciszy obaj patrzyli na ulicę. Słońce świeciło i ludzie spacerowali wesoło.
     „Dziś jest piękna pogoda”, Rudolf znowu zaczął mówić. „Chciałbyś bawić się na zewnątrz z twoimi dziećmi, prawda?”.
     „Oczywiście”, odpowiedział Goebbels, „ale to również przyjemność być tutaj z Fuhrerem...”.
     „Ale Fuhrera jeszcze tu nie ma”.
     Joseph zdał sobie sprawę, że jego dłoń, spoczywająca na parapecie, jest przykryta dłonią Rudolfa. Zadziwiające były wszystkie te uczucia, które go wypełniły – nie czuł obrzydzenia, ale nawet pewien rodzaj podniecenia... Spojrzał w górę i napotkał oczy Rudolfa. Ich twarze były bliżej niż kiedykolwiek wcześniej, a ich serca zaczęły bić szybciej. Dźwięk otwieranych drzwi przerwał im.
     „Co wy robicie?”, Hitler wrzasnął i rozłączył ich, „och, zachowujecie się tak dziecinnie! Czy nie czujecie, że to jest złe?”.
     „Przepraszam, Fuhrer...” szepnął Joseph; Rudolf tylko spuścił głowę przepraszająco. „Obiecuję, że to był ostatni raz, gdy musiałeś to widzieć...”.
     „Mam nadzieję, że to ostatni raz, gdy to w ogóle się dzieje!”. „Oczywiście, Fuhrer...”.
     Gdy Joseph to powiedział, Adolf wyglądał na uspokojonego i całkiem zadowolonego.

               Po spotkaniu Goebbels wrócił do domu. Na szczęście tego dnia nikogo tam nie było – Magda musiała zostać w szpitalu przez pewien czas i ich dobra znajoma zaopiekowała się ich dziećmi. Joseph czuł, że musi zostać sam ze swoimi myślami. Zawsze patrzył na Rudolfa tylko jako na współpracownika, nigdy jak na osobę, której mógłby pożądać. Nigdy przed tym dniem. Wiedział, że w pewien sposób flirtowali, i pomimo że to było zdecydowanie złe i również zdenerwowało Fuhrera... spodobało mu się to i nie mógł z tym walczyć. Aby uwolnić się od ciężkich myśli, Goebbels wziął swój dziennik i zaczął pisać. „Dzisiaj: spotkanie z Fuhrerem. Musiałem czekać z Hessem. Rozmawiał ze mną uprzejmie i trzymał mnie za rękę. Sądzę, że flirtował ze mną... i naprawdę mi się to spodobało...”. Nagle zadzwonił telefon. Joseph natychmiast odebrał.
     „Hej, może masz chwilę dla mnie?”, zapytał Hess.
     Goebbels był trochę zdziwiony po usłyszeniu jego głosu, ale próbował pozostać spokojny.
     „Oczywiście. Mów”, odpowiedział.
     „Jestem sam w domu, mógłbyś przyjechać? Nie lubię rozmawiać z ludźmi bez widzenia ich”.
     „Och... okej, będę za moment”.

               Joseph musiał przejechać całe miasto, lecz coś nieznanego kazało mu to zrobić. Niedługo stanął przed mieszkaniem Rudolfa. Drzwi otwarły się, gdy podniósł rękę, by zapukać.
     „Wejdź”.
     Hess zaprowadził Goebbelsa do salonu. Usiedli obok siebie na kanapie.
     „O czym chciałeś porozmawiać?”.
     Rudolf westchnął i ujął dłoń Josepha delikatnie.
     „Rano, kiedy czekaliśmy na Fuhrera... Czuję, że to nie była tylko rozmowa”.
     „Ja też to czuję. To było... wyjątkowe”.
     Przysunęli się do siebie. Rudolf nachylił się i pocałował Josepha lekko.
     „Rudolf, ja...”, szepnął Goebbels, „nie sądzisz, że to co robimy, jest złe?”.
     „Jest w porządku tak długo, jak tobie się podoba. Nie powinieneś martwić się opinią ludzi”.
     „Ale... obaj jesteśmy żonaci i...”.
     Hess uśmiechnął się delikatnie i zamknął Josephowi usta kolejnym pocałunkiem. Joseph usiadł Rudolfowi na kolanach; zaczęli przytulać się i całować bardziej namiętnie. Z każdym ruchem czuli coraz większe podniecenie.
     „Nie przestawaj, proszę, nie przestawaj...”, Joseph zaczął powtarzać, gdy Rudolf zaczął całować go w szyję.
     „Wiedziałem, że ci się spodoba... Chodź do łóżka, żebyśmy mogli robić to lepiej...”.
     Dalej całując się, przeszli do pokoju obok i zaczęli zdejmować z siebie ubrania.

               Goebbels obudził się w środku nocy z głową na klatce piersiowej Hessa. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje i co stało się poprzedniego dnia. Chciał odejść po cichu, ale Rudolf obejmował go mocno.
     „Nie odchodź, Joseph...”.
     „Myślę, że muszę”.
     „Wiem, że nikt nie czeka na ciebie w domu”, szepnął Rudolf, „tutaj jesteś bezpieczny. Dam ci schronienie na tę jedną noc”.
     „Dobrze”, Joseph potaknął i położył się.
     Kiedy już prawie zasypiał, Rudolf powiedział: „Za każdym razem, gdy poczujesz się samotny, wspomnij ten dzień... i nie zapominaj, że ktoś na tym świecie cię kocha”.

2 komentarze:

  1. Cześć :)

    Doczekałam się, więc czytam :3

    Przyznam, że mnie ta piosenka akurat nie urzekła, miałam inne typy.
    Tu o żonie, a tu rączka na rączce. Dlaczego ja się dziwnie uśmiecham?!
    Serio, mój uśmiech mnie przeraża. WTF?!
    Właściwie to to opowiadanie poza dziwnym uśmiechem nic nie wzbudził. Pewnie to zasługa tolerancji, którą w sobie noszę.
    Fabuła (poza tym, że postaci historyczne) przypomina scenariusz "Tajemnice Brokeback Mountain" (nie żebym widziała).
    Nagła fascynacja może być tylko odskocznią, ale może też stać się tajemnicą, którą chce się ciągnąć i która przysłoni rzeczywisty świat. Tutaj nie wiadomo, jak to się kończy.
    Mnie się podobało :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej. ^.^

      Mnie urzekła, ale już po konkursie, w tym roku nie śledziłam i przed wynikami słyszałam tylko dwie.

      Żałuj, że nie wiedziałaś mojej miny, kiedy to pisałam. :D
      O Tajemnicy Brokeback Mountain słyszałam, ale przelotnie, z ciekawości poszłam ogarnąć opis. W sumie, coś w tym jest.
      No nie wiadomo, chociaż mam pomysł na kontynuację, możliwe, że coś jeszcze napiszę.
      Cieszę się, że Ci się podobało. :)

      Również pozdrawiam! ;)

      Usuń