Bożonarodzeniowe szczęście

Bożonarodzeniowe szczęście - opowiadanie pisane w grudniu 2015. Brałam z nim udział w konkursie organizowanym przez Katalog Euforia na pracę związaną z zimą. Zdobyłam wyróżnienie (nagroda pocieszenia) w kategorii opowiadań rozgrywających się w okresie zimowym.



      Zawsze lubiłam święta Bożego Narodzenia. To piękny czas, kiedy mogę jednoczyć się ze swoją rodziną, być razem z nimi. Są przeróżne sposoby umilania sobie tych dni: od wspólnego przesiadywania przed telewizorem, przez odwiedziny u znajomych i rodziny, do krótkiego wyjazdu w góry. Mimo szczęśliwości okresu świątecznego były sprawy, przez które grudzień co roku napawał mnie przerażeniem. Mówiąc wprost – to przygotowania do świąt. Sprzątanie, zakupy, dekorowanie domu, dekorowanie sali szkolnej, kupowanie prezentów dla rodziny i znajomych – strach paraliżował mnie na samą myśl o tym. Wieloletnie doświadczenie nigdy nie przyniosło uczucia ulgi, wręcz przeciwnie – świadomość, jak mnóstwo rzeczy w ciągu kilku dni przed Wigilią Bożego Narodzenia może pójść źle, malowała mi przed oczami czarne perspektywy przyszłości. 
      Kasiu, kochanie, idziemy jutro na zakupy?

      To pytanie usłyszałam od Szymona, mojego odwiecznego najlepszego przyjaciela, w dniu wigilii klasowej. Często zwracał się do mnie per „kochanie”, co uważałam za urocze, bo dawało mi poczuć, jak dużo dla niego znaczę, chociaż nie byliśmy parą. Do świąt zostało naprawdę niewiele czasu, a ja jeszcze nie miałam prezentów dla rodziny. Szymon nigdy ich nie kupował – mieszkał w domu dziecka i nie miał na tyle pieniędzy, by obdarować kogokolwiek. Dlatego nie brał nigdy udziału w klasowych mikołajkach, kiedy to ludzie losują nazwiska i wylosowanym osobom kupują jakiś drobiazg. Pewnego roku zrezygnowałam z tego i ja. Od tego czasu wymieniamy się upominkami we dwójkę. Dostaję wtedy coś, co nie jest drogie, czasem nawet ręcznie wykonane, ale przynajmniej wiem, że jest od serca.
      Oczywiście, mój drogi – odparłam.

      Następnego dnia jeszcze przed południem spotkaliśmy się pod moim domem. Bez zbędnego marudzenia wyruszyliśmy na zakupy.
      Jak się czuje twoja mama? - zapytał, kiedy już dotarliśmy na ulicę ze sklepami, gdzie najczęściej wybieraliśmy się po świąteczne sprawunki.

      Westchnęłam. Pytał o to, bo wiedział, że moja mama jest w ciąży. Termin porodu miała wyznaczony na Sylwestra, a więc zostało niewiele czasu. Przez to więcej spraw związanych z organizacją świąt spadało na mnie, moją starszą siostrę Ewę i naszego tatę. Ewa i ja byłyśmy już właściwie dorosłe – od licealistek oczekuje się przecież pewnej dojrzałości – jednak brak pomocy ze strony mamy przez wiele tygodni dawał nam się we znaki.
      Z mamą wszystko w porządku, ale z resztą rodziny już gorzej – wyjaśniłam. - Od dłuższego czasu wszyscy panikujemy.
      Będzie dobrze, nie martw się.
      Takiemu to dobrze mówić! Wiem, że nie miał prawdziwej rodziny, ale w domu dziecka – z tego, co mówił – jest jasny podział ról, który się nie zmieni. Dzieci będą przychodzić i odchodzić, ale to naturalna kolej rzeczy. A odkąd mama zaszła w ciążę, w naszym domu naturalny porządek został zakłócony, stało się coś zupełnie nowego, a przynajmniej dla mnie i dla mojej siostry.
      Zobaczymy – zakończyłam krótko.

      W jednym ze sklepów nieświadomie zatrzymałam się na dziale z ubraniami dla niemowląt. Wzięłam pierwsze z brzegu śpioszki do rąk. Ciągle nie mogłam nadziwić się, jakie są małe. A przecież takie same będzie już niedługo nosić mój brat lub siostra...

      Te są ładne – powiedział Szymon, wskazując na niebieskie ubranko leżące na jednej z półek.
      Nie wiem, jakiej płci będzie dziecko. Nie jestem pewna, czy mogę coś kupić – stwierdziłam odruchowo.
      Po prostu nie kupuj różowych rzeczy, bo kupić coś różowego chłopcu to jednak trochę przypał. Ale w reszcie kolorów to każdemu ładnie.

      Uśmiechnęłam się, wzięłam śpioszki, które mi pokazał i udałam się do kasy. Kiedy ekspedientka zobaczyła mnie i Szymona kupujących śpioszki, zaczęła nam się dziwnie – i w dodatku nachalnie – przyglądać.

      Który miesiąc? spytała wprost, kiedy już odchodziliśmy.
      Dziewiąty – odpowiedziałam machinalnie.
      Nie widać po pani...

      Dopiero wtedy ostatecznie zrozumiałam, że przez te śpioszki kobieta wzięła mnie za młodą matkę. Poczułam, jak krew uderza mi do twarzy. Na szczęście Szymon nie stracił honoru i szybko wyjaśnił:
      Bo pani zostanie starszą siostrą. Ale jest nam bardzo miło, że posądza nas pani o dojrzałość wystarczającą, by zostać rodzicami.

      Zostawiliśmy ekspedientkę z dziwnym wyrazem twarzy. Uprzejmie się uśmiechając, szybko wyszliśmy ze sklepu. Kiedy już trochę się oddaliliśmy, wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Szymon szybko do mnie dołączył.

      Kasia, z czego my tak właściwie się śmiejemy? zapytał mnie po chwili, gdy udało mu się trochę uspokoić.
      Nie... nie wiem... odpowiedziałam. Chyba z miny tej babki.

      Mój przyjaciel ponownie się zaśmiał. Naszą radość przerwał dzwonek mojego telefonu. Na wyświetlaczu zobaczyłam numer mojego taty, więc natychmiast odebrałam.
      Gdzie jesteś? usłyszałam.
      Na zakupach z Szymonem. Coś się stało?
      Mama zaczęła rodzić. Jedziemy do szpitala. Przyjedź jak najszybciej!

      Natychmiast chwyciłam chłopaka za rękę i zaczęłam biec na przystanek autobusowy, jednocześnie tłumacząc, co się stało. Na nasze szczęście akurat przyjechał autobus, który docierał też pod szpital. Znaleźliśmy się przed budynkiem jednocześnie z moimi rodzicami i siostrą.

      Kiedy dowiedziałam się, że mama jest w ciąży, zaczęłam sobie wyobrażać, jak długo będzie trwać poród. Myślałam, że będzie jak w niektórych filmach, czyli mama będzie męczyć się kilka godzin, a tata, Ewa i ja będziemy w tym czasie skazani na niecierpliwe czekanie przed salą porodową. Tymczasem wszystko obyło się bez komplikacji i już po godzinie wszyscy mogliśmy odwiedzić mamę i nowo narodzonego dzidziusia. Płeć nowego członka rodziny poznaliśmy dopiero, gdy pielęgniarka wpuściła nas na salę.
      Macie braciszka – powiedziała mama, kiedy zobaczyła mnie i Ewę.
      W duchu podziękowałam Bogu za obecność Szymona na zakupach i jego radę dotyczącą niekupowania różowych rzeczy.
      Dużo czasu spędziliśmy na rozmowie. Mama opowiadała, jak cieszy się, że całą ciążową mękę ma już za sobą, i że będzie mogła zająć się maleństwem. Śmiała się też, że ma nadzieję, że z naszym bratem nie będzie takich problemów jak ze mną lub moją siostrą – podobno byłyśmy bardzo kapryśnymi maluchami.
      Chciałabym już go ubrać w nowe ubranka – westchnęła w pewnym momencie. Szkoda, że nie mamy tu swoich.
      Sięgnęłam wtedy do jednej z trzymanych przeze mnie toreb i wyjęłam kupione jakiś czas wcześniej śpioszki. Wszystkim bardzo się spodobały, a ja byłam dumna z siebie, że jednak je kupiłam, i z Szymona, który wybrał wzór.
      Po jakimś czasie mama zmarkotniała. Zmartwiła się, że wiele rzeczy w domu jest jeszcze niegotowych, a teraz ona i tata, który zobowiązał się zostać z nią w szpitalu, nie będą mogli w niczym pomóc. W dodatku mieli zostać na badaniach do następnego dnia.

      W takim razie może ja pomogę dziewczynom? zaoferował się Szymon, który przysłuchiwał się całej rozmowie. W domu dziecka jest wiele rąk do pracy, nikomu to nie przeszkodzi, jeśli mnie tam nie będzie przez dwa dni.
      Byłabym ci bardzo wdzięczna! - powiedziała mama.

      A więc ostateczne przygotowanie domu na święta spadło na barki moje, Ewy i Szymona. Wkrótce okazało się, że możemy być jeszcze bardziej zorganizowani niż mi się zawsze wydawało. Bardzo sprawnie poszło nam zrobienie zakupów, wysprzątanie mieszkania, udekorowanie choinki... Dodatkowo wszyscy troje odkryliśmy w sobie talent kulinarny. Szymon zwykle pomagał w kuchni w domu dziecka, tak samo Ewa i ja często kręciłyśmy się rodzicom między nogami, gdy oni gotowali – szczególnie uwielbiałyśmy to właśnie w okresie świątecznym.

      I tak, kiedy następnego dnia rodzice i Adam – bo takie imię wspólnie wybraliśmy dla najmłodszego z nas – pojawili się w domu, wszystko było takie jak zawsze. No, może poza obecnością dwóch chłopców więcej.
      Wspaniale sobie poradziliście! stwierdziła mama, kiedy rozejrzała się po domu, a my opowiedzieliśmy jej, co zrobiliśmy. Szymon, może zostaniesz na kolację wigilijną?
      Mój przyjaciel wyraźnie się speszył i trzęsącym się głosem odpowiedział:
      Nie, nie... ja będę szedł...
      Nie wygłupiaj się, zostań! zabrała głos Ewa,
      Nawet nie mam dla państwa prezentów...
      Wystarczy, że pomogłeś przy przygotowaniach – odezwał się tata.
      Pomagałeś mi wczoraj przy wyborze moich prezentów dla wszystkich. Będą wspólne od nas obojga – stwierdziłam.

      Po długiej dyskusji Szymon ostatecznie zgodził się zostać na wieczerzy wigilijnej. Miał również wybrać się z nami na Pasterkę.

      W gwarze rozmów i wśród zapachów bożonarodzeniowych potraw dotrwaliśmy do wieczora. Gdy przyszło do dzielenia się opłatkiem, w pierwszej kolejności podeszłam do Szymona. Uśmiechnęłam się niepewnie i powiedziałam:

      – Nie mam pojęcia, czego ci życzyć. Rozmawialiśmy na wigilii klasowej. 
      – To ja sobie złożę życzenia w twoim imieniu – odparł. – Życzę sobie, żebyś przestała patrzeć na mnie wyłącznie jak na przyjaciela. Od dłuższego czasu jestem w tobie zakochany i chciałbym, żeby to była miłość z wzajemnością.
      Przed oczami zaczęły mi migotać wszystkie te momenty, kiedy Szymon był ze mną. Kiedy pocieszał mnie w chwilach smutku, śmiał się ze mną w chwilach radości, pomagał przy każdej możliwej okazji – tak jak teraz. Zrozumiałam, że mam przy sobie prawdziwy skarb, którego nigdy, przenigdy nie powinnam wypuszczać z rąk. W odpowiedzi na jego życzenia wspięłam się na palce i krótko pocałowałam go w usta.
      Zawsze lubiłam święta Bożego Narodzenia i jednoczenie się z rodziną w tym okresie. Otrzymywałam prezenty, chodziłam na Pasterkę... Wierzyłam, że magia świąt jest zamknięta w kilku dniach spędzonych z najbliższymi. Jednak dopiero tym razem odnalazłam prawdziwą magię i prawdziwe świąteczne szczęście.

2 komentarze:

  1. Cześć :)
    Aww, jakie to urocze. Na nowo poczułam magię świąt, a przecież nie tak dawno były.
    Szymon podbił moje serce świetną ripostą, jak i wsparciem okazanym Kasi i jej rodzinie w czasie, kiedy potrzebowali małej pomocy. Domyśliłam się odrobinę wcześniej, że może być zakochany w przyjaciółce, ale i tak podobało mi się, jak poprowadziłaś ten ukryty wątek miłosny. "Kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkami, a nie słowami."
    Witaj na świecie, Adam!
    Przyjemne dzieło :) Gratuluję wyróżnienia!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprowadziłam ten wątek miłosny w taki bardziej ukryty sposób, bo nie byłam pewna, czy go wprowadzę - w pierwszej wersji Szymon i Kasia mieli dalej być przyjaciółmi, ostateczną decyzję podjęłam dosyć późno. Ale cieszę się, że efekt Ci się spodobał. :)
      No i cieszę się, że podoba Ci się całość. ^.^ Wyróżnienie to dużo jak na opowiadanie kończone dzień przed terminem. :D
      Również pozdrawiam!

      Usuń